fot. Adriel Perdomo

[Nasz Dziennik] Pos. D. Matecki: Pakt migracyjny byłby podpisaniem wyroku, który skazałby nas na chaos, utratę kontroli nad granicami i narzucenie Polakom obcych rozwiązań wbrew ich woli

„Nie rezygnujemy z referendum, ponieważ sprawa paktu migracyjnego to dla nas kwestia fundamentalna. Ten dokument to nic innego jak zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski – i to zagrożenie realne, namacalne, które rząd Donalda Tuska de facto już zaczął wprowadzać w życie. Pakt migracyjny byłby tylko ostatecznym potwierdzeniem, podpisaniem wyroku, który skazałby nas na chaos, utratę kontroli nad granicami i narzucenie Polakom obcych rozwiązań wbrew ich woli” – mówił poseł Prawa i Sprawiedliwości, Dariusz Matecki, w rozmowie z dziennikarzem „Naszego Dziennika”. „Trzeba powiedzieć to otwarcie: migracja, niezależnie czy z Bliskiego Wschodu, Ukrainy czy Gruzji, niesie ze sobą zagrożenia, których lekceważenie byłoby zwyczajnie nieodpowiedzialne” – dodał.

Rafał Stefaniuk: Prawo i Sprawiedliwość kilka tygodni temu ogłosiło jesienną ofensywę polityczną. Jednym z jej filarów ma być wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odrzucenia paktu migracyjnego i sprzeciwu wobec przymusowej relokacji migrantów. Czy ten plan jest aktualny i czy traktują go Państwo jako kluczowy element swojej strategii?

Pos. Dariusz Matecki: Nie rezygnujemy z referendum, ponieważ sprawa paktu migracyjnego to dla nas kwestia fundamentalna. Ten dokument to nic innego jak zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski – i to zagrożenie realne, namacalne, które rząd Donalda Tuska de facto już zaczął wprowadzać w życie. Pakt migracyjny byłby tylko ostatecznym potwierdzeniem, podpisaniem wyroku, który skazałby nas na chaos, utratę kontroli nad granicami i narzucenie Polakom obcych rozwiązań wbrew ich woli. Dlatego nie cofniemy się ani o krok. Referendum jest dla nas formą jasnego, obywatelskiego sprzeciwu wobec tego szaleństwa.

Widzi Pan wśród Polaków realne zainteresowanie referendum?

Jest ono ogromne i widać to gołym okiem. Skoro liczba podpisów przekroczyła już 500 tys., a pewnie dawno temu przebiliśmy tę granicę wymaganą przez prawo, to trudno mówić o braku zaangażowania. Ludzie chcą się w tej sprawie wypowiedzieć, bo czują, że zagrożenie nie jest abstrakcją, lecz dzieje się tu i teraz. Proszę spojrzeć na sytuację na granicy pod Szczecinem – niemal codziennie dochodzi tam do zatrzymań nielegalnych migrantów. A teraz trzeba zadać sobie pytanie: ilu jest tych, którzy nie zostali złapani? Ilu zostało skierowanych do nas przez Niemcy? Tego nikt nie wie, ponieważ rząd całkowicie utajnił informacje o liczbie migrantów odsyłanych do Polski zza zachodniej granicy. Wiemy jedynie, że w ciągu kilku ostatnich miesięcy było ich już ponad dziesięć tysięcy. I skoro państwa zachodnie same nie chcą ich przyjmować, to nietrudno się domyślić, że ogromna część z tej liczby została odesłana właśnie do nas.

Czy posiada Pan konkretne, udokumentowane przykłady, które pokazują zarówno proceder przerzucania migrantów przez granicę, jak i niewydolność państwa w zakresie zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa?

Takich przykładów nie brakuje i dostaję je regularnie. Docierają do mnie zdjęcia sprzed szpitali czy z wnętrza budynków sądów, gdzie migranci są przywożeni przez Straż Graniczną. Ale najbardziej wstrząsająca była sytuacja zarejestrowana niedawno przez fotopułapkę w lasach pod Szczecinem. Na nagraniu widać, jak podjeżdża samochód prowadzony przez Białorusinkę, w środku trzech migrantów. Dwóm udaje się po prostu uciec – wbiegli do lasu. Później ustalono, że byli to Afgańczycy. Dopiero po tym, jak nagranie zostało upublicznione, Straż Graniczna wydała komunikat, że faktycznie taka sytuacja miała miejsce.

To nie jest jednostkowy przypadek?

Następnego dnia złapano czterech Somalijczyków, dzień później dziewięciu Afrykańczyków – głównie z Sudanu i Somalii – przewożonych przez dwóch Ukraińców na węźle Szczecin-Kijewo, czyli strategicznym skrzyżowaniu autostrady A6 z DK10. Straż Graniczna najpierw poinformowała, że ośmiu z nich to osoby małoletnie, a chwilę później komunikat zniknął. I nie uzyskałem odpowiedzi na proste pytania: gdzie ci młodzi ludzie zostali umieszczeni, czy trafili do domów dziecka razem z polskimi dziećmi i przede wszystkim – w jaki sposób zweryfikowano ich wiek? To pokazuje dwie rzeczy: po pierwsze, mamy do czynienia z masową migracją, której skali państwo celowo nie chce ujawniać obywatelom, a po drugie – z całkowitym embargiem informacyjnym. To niepoważne, a wręcz skrajnie niebezpieczne, ponieważ bezpieczeństwo Polaków staje się zakładnikiem politycznych zobowiązań wobec Niemiec.

Według Pana uda się przełamać tę symboliczną barierę miliona podpisów pod wnioskiem o rozpisanie referendum?

Mam taką nadzieję i wierzę, że to realne. Zbiórka trwa nieprzerwanie – ludzie podpisują się na spotkaniach, uroczystościach lokalnych, również na dożynkach. Poparcie, jakie dziś obserwuję, jest zdecydowanie większe niż w 2023 r. Coraz częściej słyszę od kobiet, że boją się samotnie wracać wieczorem, mijając grupy agresywnych przybyszów. To nie są wyimaginowane lęki – te same mechanizmy widzieliśmy wcześniej w Szwecji, Niemczech czy we Francji. Statystyki są bezlitosne: najwyższy odsetek gwałtów w Niemczech czy Danii popełniają przybysze z Sudanu czy Somalii. Mówimy o społeczeństwach, w których przestępczość jest normą, gdzie brak szacunku wobec kobiet jest wpisany w kulturę, a radykalny islam staje się fundamentem życia społecznego. I to właśnie on jest dziś największym zagrożeniem dla Europy. Nie wolno o tym milczeć.

Podpisy pod wnioskiem o rozpisanie referendum można składać w biurach poselskich i senatorskich Prawa i Sprawiedliwości?

Tak – podpisy są przyjmowane w biurach poselskich, ale to nie jedyna droga. Formularze można również pobrać bezpośrednio ze strony internetowej PiS, wypełnić i odesłać tradycyjną pocztą. Wysyła się je na adres głównej siedziby partii w Warszawie: Prawo i Sprawiedliwość, ul. Nowogrodzka 84/86, 02-018 Warszawa. Dzięki temu każdy, kto chce poprzeć inicjatywę, ma możliwość zrobienia tego w sposób najwygodniejszy dla siebie – osobiście, przez lokalne biuro albo korespondencyjnie.

Na placu Zamkowym w Warszawie 11 października ma się odbyć manifestacja PiS przeciwko paktowi migracyjnemu. Czy ta demonstracja może być poważnym problemem dla rządu Donalda Tuska?

Im więcej tego rodzaju manifestacji, tym większy kłopot dla władzy, bo to nie są już incydenty lokalne, lecz wyraźny sygnał społecznego sprzeciwu. Niedawno byłem w Gorzowie, gdzie wydarzyło się coś absolutnie bezprecedensowego – kibice dwóch odwiecznie zwaśnionych klubów sportowych wyszli ramię w ramię w jednym marszu przeciwko masowej migracji. W świecie kibicowskim to niemal cud, a jednak stało się to faktem. I to nie jest odosobniony przypadek – podobne porozumienia w imię sprzeciwu wobec migracji pojawiają się w wielu polskich miastach. Marsz w Warszawie będzie kulminacją tego nastroju. Równie istotne są lokalne demonstracje, które pokazują, że opór społeczny wobec przyjmowania migrantów – zarówno nielegalnych, jak i legalnych – staje się coraz silniejszy. Jestem przekonany, że gdyby dziś zorganizowano referendum, większość Polaków jasno powiedziałaby: nie chcemy masowej migracji, także tej ze Wschodu. Ludzie oczekują, że gdy wojna się skończy, znaczna część przybyszów z Ukrainy wróci do siebie. Inaczej napięcia społeczne tylko się pogłębią. Trzeba powiedzieć to otwarcie: migracja, niezależnie czy z Bliskiego Wschodu, Ukrainy czy Gruzji, niesie ze sobą zagrożenia, których lekceważenie byłoby zwyczajnie nieodpowiedzialne.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk/„Nasz Dziennik”

drukuj