
Prof. A. Jabłoński dla „Naszego Dziennika”: U Andrzeja Dudy kwestie krajowe często ustępowały miejsca działaniom o charakterze wizerunkowym. Karol Nawrocki może pójść w inną stronę – skupić się na realnym wpływie na politykę wewnętrzną
Karol Nawrocki ma szansę wyciągnąć wnioski z doświadczeń Andrzeja Dudy, który – mimo sprzyjających, znacznie spokojniejszych okoliczności politycznych – nie zdołał wprowadzić fundamentalnych zmian ustrojowych, o których wielokrotnie mówił (…). U Andrzeja Dudy kwestie krajowe często ustępowały miejsca działaniom o charakterze wizerunkowym – licznym podróżom, wizytom i symbolicznym gestom. Karol Nawrocki może pójść w inną stronę: skupić się na realnym wpływie na politykę wewnętrzną, proponować rozwiązania problemów społecznych, inicjować referenda w kluczowych sprawach i wchodzić w dyskusję z rządem nie tylko z pozycji arbitra, ale też aktywnego współtwórcy kierunku zmian – powiedział prof. Arkadiusz Jabłoński, socjolog i filozof społeczny z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w rozmowie z red. Rafałem Stefaniukiem z „Naszego Dziennika”.
„Nasz Dziennik”: Panie Profesorze, zaczyna się ciekawy okres dla politologów i komentatorów – współpraca nowego Prezydenta z rządem?
Prof. A. Jabłoński: To może być jeden z najbardziej intensywnych i przełomowych okresów w polskiej polityce od lat. Prezydent Karol Nawrocki już na starcie dał sygnał, że nie zamierza ograniczać się do roli biernego notariusza władzy ustawodawczej i wykonawczej. Chce sięgnąć głęboko do fundamentów ustroju, odtwarzając ich pierwotny sens i gwarancje niezależności. To ambitny plan, ale z samej swojej natury oznacza wejście na pole minowe konfliktów, bo uderza w interesy tych, którzy dziś z ustroju zrobili narzędzie politycznych rozgrywek. Cel jest ambitny: do 2030 r. mamy przyjąć nową Konstytucję. Jeśli te zapowiedzi przełożą się na realne działania, możemy być świadkami starcia o najwyższym ciężarze gatunkowym – nie o ustawę czy doraźną reformę, lecz o to, w jakim kształcie i na jakich zasadach Polska będzie funkcjonować w kolejnych dekadach.
Czy w takich warunkach w ogóle istnieje realna szansa na przeprowadzenie zmian ustrojowych w Polsce?
Prezydent Karol Nawrocki może mieć w tym momencie atut, którego brakowało Andrzejowi Dudzie – sprzyjające okoliczności polityczne i społeczne. Kryzysy ostatnich lat sprawiły, że wielu wyborców jest gotowych rozważyć zasadnicze zmiany ustrojowe, a to daje realną przestrzeń do działania. Jeśli umiejętnie wykorzysta ten moment, może przeprowadzić inicjatywę, która jeszcze niedawno wydawała się nierealna. W tej sytuacji gotowość do rozmowy o zmianach jest większa, przynajmniej w części środowisk. Oczywiście obecny obóz rządzący, a zwłaszcza Platforma Obywatelska, będzie do tego podchodził z dużą rezerwą – każda poważna reforma może bowiem ograniczać ich wpływy. Ale paradoksalnie, nawet w tym środowisku może pojawić się refleksja, że długofalowo lepiej jest współtworzyć nowe reguły gry, niż być postrzeganym jako ci, którzy bronią skostniałego systemu wyłącznie dla zachowania władzy.
Skoro Polacy od lat z takim zaangażowaniem uczestniczą w wyborach prezydenckich, a głowa państwa cieszy się mandatem, którego żaden inny polityk nie otrzymuje w tak bezpośredni sposób, to czy nie powinniśmy pójść krok dalej i skierować kraj w stronę systemu prezydenckiego?
To rzeczywiście jeden z największych paradoksów naszego ustroju. Prezydent wybierany jest w wyborach powszechnych, zdobywa miliony głosów i ogromny społeczny mandat, ale w praktyce dysponuje ograniczonymi narzędziami sprawczymi. Mamy więc sytuację, w której symboliczna rola głowy państwa jest ogromna, lecz jej faktyczne kompetencje są w dużej mierze zależne od woli rządu i większości parlamentarnej. To rodzi napięcia i poczucie niespójności w samym centrum władzy wykonawczej. Kierunek zmian jest konieczny, choć nie jestem przekonany, że Polska jest dziś gotowa na pełny model prezydencki w stylu amerykańskim czy francuskim. Bardziej realne wydaje się utrzymanie obecnego charakteru systemu, ale przy jasnym, jednoznacznym określeniu kompetencji prezydenta i premiera. Potrzebujemy klarownego podziału władzy wykonawczej, tak by unikać sytuacji, w których spory kompetencyjne stają się narzędziem politycznych gier, a nie mechanizmem równoważenia sił. Mówiąc wprost – jeśli obywatele dają prezydentowi tak mocny mandat, to powinni mieć pewność, że za tym stoi realna, a nie iluzoryczna władza. W przeciwnym razie każda kolejna kampania prezydencka będzie obietnicą, której spełnienie zależy nie od wyborców, lecz od łaski parlamentarnej większości.
Duże nadzieje wiązane są z prezydenturą Karola Nawrockiego. Czym, Pana zdaniem, może się różnić sposób sprawowania urzędu przez niego od stylu Andrzeja Dudy?
Kluczowa różnica może polegać na tym, że Karol Nawrocki ma szansę wyciągnąć wnioski z doświadczeń Andrzeja Dudy, który – mimo sprzyjających, znacznie spokojniejszych okoliczności politycznych – nie zdołał wprowadzić fundamentalnych zmian ustrojowych, o których wielokrotnie mówił. Karol Nawrocki obejmuje urząd w trudniejszych realiach, ale może to paradoksalnie działać na jego korzyść. Jeśli będzie umiejętnie wykorzystywał inicjatywę ustawodawczą i konsekwentnie kierował do rządu sensowne, dobrze przygotowane propozycje, to ich odrzucenie przez premiera może okazać się politycznie kosztowne. Różnica może tkwić również w samym podejściu do roli prezydenta. U Andrzeja Dudy kwestie krajowe często ustępowały miejsca działaniom o charakterze wizerunkowym – licznym podróżom, wizytom i symbolicznym gestom. Karol Nawrocki może pójść w inną stronę: skupić się na realnym wpływie na politykę wewnętrzną, proponować rozwiązania problemów społecznych, inicjować referenda w kluczowych sprawach i wchodzić w dyskusję z rządem nie tylko z pozycji arbitra, ale też aktywnego współtwórcy kierunku zmian. Jeżeli rzeczywiście tak się stanie, to jego prezydentura może być postrzegana nie jako kontynuacja poprzedniej, lecz jako jej bardziej dynamiczna, zdecydowana i nastawiona na konkret wersja – z silniejszym akcentem na inicjatywę i wymuszanie na rządzie realnych decyzji.
Jednym z głównych zarzutów wobec Donalda Tuska jest to, że nie potrafi „dowieźć swoich obietnic”. Tymczasem już dzisiaj Karol Nawrocki ma przedstawić projekt ustawy w sprawie Centralnego Portu Komunikacyjnego, a dzień później ustawę o zerowym PIT dla rodzin z co najmniej dwójką dzieci. Czy skuteczna realizacja takich zapowiedzi może realnie podtrzymać społeczną energię i entuzjazm po wyborach prezydenckich?
Zdecydowanie tak – to jeden z kluczowych czynników, który może utrzymać zaufanie wyborców. W przypadku Tuska mieliśmy do czynienia z klasycznym rozczarowaniem: góra obietnic, szereg nośnych haseł, wręcz zaklęć, które miały rozwiązać palące problemy niemal z dnia na dzień. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te deklaracje – okazały się one w dużej mierze pustymi sloganami, za którymi nie poszły konkretne działania. Jeśli nowy Prezydent w tak krótkim czasie zacznie przekładać zapowiedzi na realne projekty ustaw, i to w obszarach o wysokim znaczeniu społecznym – takich jak rozwój infrastruktury strategicznej czy ulgi podatkowe dla rodzin – to będzie to mocny sygnał, że mamy do czynienia nie z kolejnym kadencyjnym „opowiadaczem bajek”, lecz z politykiem, który potrafi zamieniać słowa w fakty. A to, wbrew pozorom, w polskiej polityce wcale nie jest standardem. Podtrzymanie entuzjazmu społecznego wymaga dowodów, a nie jedynie PR-owych gestów. Jeśli obywatele zobaczą, że deklaracje sprzed kampanii znajdują odbicie w konkretnych rozwiązaniach prawnych, to zyskają wrażenie, że ich głos rzeczywiście przełożył się na realną zmianę. A to jest najlepszy kapitał polityczny, jaki Prezydent może sobie zbudować na początku kadencji.
Panie Profesorze, mamy sytuację, w której Prezydent może zgłaszać projekty ustaw, ale to większość sejmowa i senacka decyduje o ich przyjęciu. Z drugiej strony rząd potrzebuje podpisu głowy państwa, by wprowadzić swoje rozwiązania w życie. A więc obie strony są sobie potrzebne?
Ani Prezydentowi nie będzie się opłacało z góry wetować sensownych projektów rządu, ani rządzącej większości – odrzucać inicjatyw ustawodawczych Prezydenta bez poważnego powodu. W praktyce oznacza to, że będzie tu miejsce na grę dyplomatyczną, w której kluczowe stanie się pytanie: kto może więcej zyskać, a kto więcej stracić, akceptując lub blokując dane rozwiązanie. Oczywiście spodziewam się większej gotowości do przyjmowania rozsądnych ustaw po stronie Pałacu Prezydenckiego. Nie łudźmy się, że nie pojawią się manewry strony rządzącej polegające na przyjmowaniu ustaw w wersji dalekiej od pierwotnej intencji tylko po to, by wróciły do Prezydenta w kształcie trudnym do zaakceptowania.
Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik


