Prof. A. Jabłoński: Wydaje się, że zbieżności interesów, jakie wiązały się z byciem anty-PiS, zaczynają doskwierać, zwłaszcza tym mniejszym koalicjantom

Wydaje się, że zbieżności interesów, jakie wiązały się z byciem anty-PiS, zaczynają doskwierać, zwłaszcza tym mniejszym koalicjantom. Chcą coś robić, chcą realizować jakieś własne projekty i na tym tle zaczyna już dochodzić do pewnych sporów. To było wiadomo już wcześniej, bowiem różnice światopoglądowe, programowe – nawet w podejściu do bieżącej polityki – były dosyć duże – zwrócił uwagę prof. Arkadiusz Jabłoński, socjolog, w czwartkowym programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam.

 

W ostatnich tygodniach obserwujemy wyraźne oznaki kryzysu politycznego w obozie rządzącym. Notowania koalicji systematycznie spadają, a jej kondycja — zarówno w sondażach, jak i na sali sejmowej — pozostawia coraz więcej do życzenia. Coraz trudniej jednoznacznie stwierdzić, na ile ten układ rządowy jest jeszcze zdolny do skutecznego działania, a rozłam w szeregach koalicji staje się coraz bardziej widoczny. Koalicja, która rzekomo miała być gwarantem stabilności i sprawnego zarządzania państwem, coraz bardziej przypomina zlepek frakcji walczących wyłącznie o przetrwanie. Coraz częściej obserwujemy też próby przerzucania winy na poprzedników lub opozycję, choć to obecny rząd od wielu miesięcy sprawuje pełnię władzy i ponosi pełną odpowiedzialność za kierunek, w jakim zmierza kraj. Zamiast realnych działań na rzecz poprawy sytuacji gospodarczej czy społecznej, mamy do czynienia z propagandą sukcesu, która boleśnie rozmija się z rzeczywistością.

– Wydaje się, że zbieżności interesów, jakie wiązały się z byciem anty-PiS, zaczynają doskwierać, zwłaszcza tym mniejszym koalicjantom. Chcą coś robić, chcą realizować jakieś własne projekty i na tym tle zaczyna już dochodzić do pewnych sporów. To było wiadomo już wcześniej, bowiem różnice światopoglądowe, programowe – nawet w podejściu do bieżącej polityki – były dosyć duże – podkreślił prof. Arkadiusz Jabłoński.

Co więcej, w środowych głosowaniach Polska 2050, by skroić ustawę o budownictwie społecznym, skorzystała z poparcia Prawa i Sprawiedliwości. Jednak gość TV Trwam wskazał, że nie wierzy w jakieś strategiczne myślenie Szymona Hołowni czy Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jak dodał, gdyby oni takie coś potrafili, to już podjęliby rozmowy z Prawem i Sprawiedliwością w grudniu 2023 roku. [więcej]

– Te rozmowy nie musiałyby zakończyć się sukcesem, ale byłby to wyraźny sygnał także dla świata politycznego, iż nie jest tak, że nie mamy alternatywy. Wygrały doraźne emocje, ta potrzeba podtrzymywania narracji anty-PiS-u. Zatem w tej chwili wydaje się, że to też jest gra przed rekonstrukcją [rządu-red.], gra pokazania własnej siły, ewentualnie własnych możliwości i trochę destrukcyjnego oddziaływania, co ma wymusić na Koalicji Obywatelskiej, na Donaldzie Tusku, większe uznanie ich – nazwijmy to umownie – podmiotowości politycznej – ocenił socjolog.

Postawa polityka Polski 2050, Szymona Hołowni, który spotkał się z prezesem PiS, Jarosławem Kaczyńskim, w mieszkaniu europosła Adama Bielana z PiS, nie podoba się koalicjantom. Do sprawy odniósł się prof. Arkadiusz Jabłoński, który wskazał, że spotkanie Szymona Hołowni z prezesem PiS zakłóca dotychczasową narrację anty-PiS rządzącej koalicji. [więcej]

– Teraz trzeba budować jakąś inną narrację. Tamte partie, zwłaszcza ta główna – Koalicja Obywatelska, ale w dużej mierze też Lewica, nie mają innej narracji na podorędziu i chcą ciągle budować swoją pozycję polityczną na dążeniu do –  jak oni to nazywają – „demokratyzacji” Polski. Tutaj pan Hołownia stanął w poprzek tego typu narracji, dlatego jest tak powszechnie krytykowany po tamtej stronie – podkreślił gość „Polskiego punktu widzenia”.

Dodał, że najsłabszym ogniwem w całej rządzącej koalicji jest jednak Donald Tusk, jeżeli chodzi o kontakty polsko-amerykańskie. Stąd też pojawiają się medialne spekulacje, że Amerykanie wywierają presję na polskim rządzie, aby wymienić Donalda Tuska na kogoś bardziej konserwatywnego, aby poprawił notowania rządu. Pojawia się też pytanie, czy Karol Nawrocki, który zostanie zaprzysiężony 6 sierpnia, będzie w stanie utrzymać relacje polsko-amerykańskie na takim poziomie, jak robił to prezydent Andrzej Duda.

– Siła prezydenta Andrzeja Dudy polegała na tym, że współdziałał z rządem i spotkania na poziomie prezydenckim i ewentualne składane tam deklaracje miały realne szanse bycia zrealizowanymi. Natomiast w przypadku obecnej  władzy kohabitacyjnej prezydent może coś obiecywać, ale rywalizacja polityczna wewnątrz Polski może wręcz skłaniać rząd do działań wbrew deklaracjom prezydenckim, choćby po to, żeby pokazać, że nie jest uprawomocniony do pewnych deklaracji. (…) Także to nie będzie łatwa sytuacja prowadzenia polityki na poziomie prezydenckim, tej zagranicznej, w Stanach Zjednoczonych, gdy nie ma się gwarancji, iż rząd będzie realizatorem składanych tam obietnic, deklaracji czy zawieranych umów – zwrócił uwagę prof. Arkadiusz Jabłoński.

radiomaryja.pl

drukuj