fot. PAP/Artur Reszko

Kontrole na granicach Polski z Niemcami oraz Litwą. Są pierwsze zatrzymania

Od północy, zgodnie z decyzją premiera Donalda Tuska, trwają kontrole na polskich granicach. Są pierwsze zatrzymania. Ruch Obrony Granic, który wymusił reakcję rządu, dalej chce patrzeć władzy na ręce.

Od północy m.in. na polsko-litewskiej granicy prowadzone są wyrywkowe kontrole. Objęły one także granicę z Niemcami. W pierwszej kolejności sprawdzane są pojazdy z przyciemnionymi szybami i te, które mogą przewieźć więcej osób. Choć premier Donald Tusk przekonywał, że problem wyolbrzymiła opozycja, jednocześnie podaje przykład z granicy z Litwą, który pokazuje, że kontrole przynoszą efekty.

– Zatrzymano obywatela Estonii, który przewoził obywateli Afganistanu, którzy nielegalnie usiłowali przekroczyć granicę polsko-litewską – poinformował szef polskiego rządu.

Wcześniej – według premiera – te same osoby miały odbić się od zapory na granicy z Białorusią. Donald Tusk z wprowadzeniem kontroli zwlekał długo. Jak powiedział europoseł Tobiasz Bocheński z Prawa i Sprawiedliwości, za długo. A sygnały, że granice nie są szczelne, docierały do niego od dawna.

– Gdy Polki i Polacy wrzucali do mediów społecznościowych i alarmowali o tym, że służby niemieckie w sposób bezprawny przerzucają na teren Rzeczpospolitej Polskiej nielegalnych migrantów, którzy nigdy tutaj się nie znajdowali – mówił europoseł Tobiasz Bocheński.

Granica z Niemcami budziła i wciąż budzi potężne emocje. Premiera postanowiły wyręczyć patrole obywatelskie. Powstał Ruch Obrony Granic. Polacy sami organizowali się, by dokumentować działania niemieckich służb. Alarmowali, że na nasze terytorium wpychani są migranci z fałszywymi dokumentami, bez dowodów, by wcześniej przebywali w Polsce. W rządzie patrole określano jako zagrożenie. Osoby, które same postanowiły pilnować granicy, nazywano świrami. Rząd na patrolach polegać nie chciał.

– Za kontrole na granicy, za legitymowanie ludzi, za bezpieczeństwo na granicy odpowiadają służby państwowe – mówił minister spraw wewnętrznych i administracji, Tomasz Siemoniak.

Sygnał wysłany przez szefa MSWiA jest czytelny – na granicy nie ma miejsca na patrole obywatelskie. Przejścia na granicy z Niemcami stały się obiektami infrastruktury krytycznej.

– Funkcjonariusze Straży Granicznej i Policji mają jasne polecenie: twardego reagowania na wszelkie próby zakłócenia kontroli granicznej – oświadczył premier Donald Tusk.

Ruch Obrony Granic odparł zarzuty, jakie płyną z rządu. W nocy, gdy na granicy z Niemcami był szef MSWiA, w tym samym czasie pojawił się tam Robert Bąkiewicz.

– Nie jesteśmy żadnymi bojówkami ani żadnymi przestępcami. Kochamy własną ojczyznę i dzisiaj doprowadziliśmy do tego, że Polska przywraca kontrole graniczne – zaznaczył Robert Bąkiewicz z Ruchu Obrony Granic.

W obronie patroli obywatelskich stawał prezydent Andrzej Duda. W poniedziałek potwierdził to wsparcie w trakcie wizyty w Czechach.

– Jestem wdzięczny wszystkim naszym rodakom, którzy wspierają obronę granicy, bo w mojej opinii jest to w istocie wsparcie obywatelskie dla Straży Granicznej – powiedział prezydent Andrzej Duda.

Polski przywódca wskazał, że napięcia na granicy to skutek polityki niemieckiej i tam trzeba szukać przyczyn ogromnych emocji, które skłoniły rząd do działania.

– Żeby nie było takich sytuacji, że w sposób nielegalny strona niemiecka przepycha migrantów na stronę polską – podkreślił prezydent RP.

To, co działo sią na granicy z Niemcami, poseł Piotr Gliński z PiS, b. wicepremier, uznał za słabość rządu, politykę uległości wobec Berlina.

– Musimy być równorzędnym partnerem wszystkich krajów europejskich i nie możemy podporządkowywać swojej polityki polityce niemieckiej – zwrócił uwagę prof. Pitor Gliński.

Kontrole wstępnie mają trwać przez 30 dni.

TV Trwam News

drukuj