fot. TV Trwam

Prof. W. Mielczarski: Zamrożenie cen energii to próba leczenia objawów, natomiast nie przyczyn. Gdyby nie było ETS, to byśmy mieli cenę rzędu 350-400 zł za megawatogodzinę

To przyklejanie łatek na problem, który istnieje i próba leczenia objawów, natomiast nie przyczyn. Energia drożeje i będzie drożała ze względów decyzji politycznych podejmowanych w Unii Europejskiej. One mają postać Zielonego Ładu (…). Wszyscy są świadomi, że czeka nas wprowadzenie kolejnego podatku ekologicznego, tzw. ETS2, który dotknie już wszystkich. Gdyby podatku ekologicznego nie było, to byśmy mieli cenę rzędu 350-400 zł za megawatogodzinę – mówił w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki.

Półtora miliona polskich gospodarstw domowych żyje w ubóstwie energetycznym. Oznacza to, że co ósmy Polak nie może sobie pozwolić na komfort podstawowego ogrzewania, ciepłej wody czy stabilnego zasilania. Sejm przyjął rządową ustawę, która przedłuża zamrożenie cen energii do końca roku.

– To przyklejanie łatek na problem, który istnieje i próba leczenia objawów, natomiast nie przyczyn. Energia drożeje i będzie drożała ze względów decyzji politycznych podejmowanych w Unii Europejskiej. One mają postać Zielonego Ładu (…). Wszyscy są świadomi, że czeka nas wprowadzenie kolejnego podatku ekologicznego, tzw. ETS2, który dotknie już wszystkich, nie tylko tych, którzy pobierają energię elektryczną i ciepło z systemu. Tutaj nic się nie zmieni, po prostu się przesuwa problem w czasie. Jeżeli mówimy, że energia ma kosztować 500 zł za megawatogodzinę lub 50 groszy za kilowatogodzinę, to musimy mieć świadomość, że to nie jest koszt wyprodukowania energii. W tym koszcie jest również 40 proc. podatku ekologicznego i gdyby tego podatku, nazywanego ETS1, nie było, to te ceny byłyby znacznie niższe i nie trzeba by ich było wcale mrozić. (…) I tak dopłacimy do tych cen, tylko dopłacimy z podatków, dopłacimy z inflacji. To nie jest żadne rozwiązanie. Rozwiązywać trzeba problemy tam, gdzie one powstają, a nie tam, gdzie dopiero są uwidaczniane – zwrócił uwagę prof. Władysław Mielczarski.

Ekspert wskazał, że obecnie najtańsza jest produkcja energii z konwencjonalnych źródeł, ale przez system ETS jest ona sztucznie zawyżana.

– Gdyby tego podatku ekologicznego nie było, to byśmy mieli cenę rzędu 350-400 zł [za megawatogodzinę – radiomaryja.pl] – stwierdził gość „Aktualności dnia”.

Prof. Władysław Mielczarski uważa też, że aby obniżyć koszty energii, należy ograniczyć inwestycje w odnawialne źródła energii.

– Budujemy coraz więcej źródeł odnawialnych (…) i dopłacamy do tych źródeł, ale ich jest już tyle, że operator wyłącza te źródła. Robił to już około stu razy tylko w ciągu tego półrocza. Proszę zobaczyć: wchodzimy w rodzaj błędnego koła. Dajemy olbrzymie subsydia, żeby były źródła odnawialne, a później je wyłączamy, ponieważ one destabilizują system – zaznaczył rozmówca Radia Maryja.

W związku z tym rząd powinien ograniczyć rozwój OZE i jednocześnie przenieść część kosztów tego rozwoju na inwestorów. Zdaniem eksperta należy też zastanowić się, czy Polska potrzebuje dalszego rozwoju sieci energetycznej.

– W tej chwili wydajemy rocznie (…) około 15-16 miliardów na rozwój sieci. (…) Trzeba by zadać sobie pytanie, czy naprawdę potrzebujemy tak dużego rozwoju sieci? Przecież (…) od 50-80 lat nie mieliśmy problemów z siecią. Oczywiście trzeba ją poprawiać, trzeba ją unowocześniać, ale wystarczyłoby 15, może 20 proc. [wydatków – radiomaryja.pl]. Reszta idzie na rozwój, na sieć dla odnawialnych źródeł. (…) Skoro źródła odnawialne potrzebują nowych sieci, to [inwestorzy – radiomaryja.pl] powinni za nie zapłacić, a my te koszty ukrywamy w opłacie dystrybucyjnej i to jest problem – mówił gość „Aktualności dnia”.

W audycji poruszono też temat [zapisów tzw. ustawy wiatrakowej dołączonych do projektu o zamrożeniu cen energii].

Całość rozmowy z prof. Władysławem Mielczarskim jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj