fot. PAP/Leszek Szymański

Porozumienie ws. nominacji ambasadorskich

Pałac Prezydencki i resort spraw zagranicznych kończą spór o ambasadorów. Kandydatury, zanim trafią do Sejmu, są wstępnie opiniowane przez głowę państwa. Co do większości dyplomatów prezydent nie ma zastrzeżeń.

Spór o ambasadorów ujrzał światło dzienne po wspólnej wizycie w Białym Domu prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Donalda Tuska. Rząd chciał wymienić kilkudziesięciu dyplomatów, na co nie zgodził się prezydent. Minister spraw zagranicznych chciał postawić na swoim i ściągał ambasadorów do kraju, a ich miejsce zajmowali kierownicy placówek. Andrzej Duda wyjaśnił swój sprzeciw tym, że powoływanie ambasadorów to prezydencka prerogatywa. Rząd – jak zauważył prezydent  – próbował to lekceważyć, bo nie zabiegał o wstępną akceptację dla swoich kandydatur. Wszystko wskazuje jednak na to, że emocje między Pałacem Prezydenckim i Ministerstwem Spraw Zagranicznych udało się odłożyć na bok.

– Jest porozumienie w tej sprawie. Ponieważ minister spraw zagranicznych przywraca standardową procedurę, która zawsze była, która rozpoczyna się od wstępnej akceptacji kandydatury przez prezydenta, ponieważ ta procedura, którą próbowano zniszczyć, zostaje jednak przez MSZ przywrócona – mówił Andrzej Duda.

Prezydent potwierdził, że jest w kontakcie z ministrem spraw zagranicznych.

– Pan minister Sikorski zna kilka kandydatur, w stosunku do których mam umotywowane zastrzeżenia, o których poinformowałem pana ministra – podkreślił Prezydent RP.

Kandydatów na ambasadorów, jakich zgłosił MSZ, jest kilkudziesięciu. Co do większości prezydent nie zgłasza zastrzeżeń. Na pewno Andrzej Duda – o czym mówił już wcześniej – nie zgodzi się, by ambasadorem w Waszyngtonie został Bogdan Klich. Były senator Platformy kieruje placówką w Stanach Zjednoczonych.

TV Trwam News

drukuj