Prof. A. Jabłoński o frekwencji wyborczej: Opozycji udało się zmobilizować ludzi na zasadzie „akcyjności owsiakowej” – „Idziemy. Głosujemy przeciwko PiS. Nie ważne, co będzie, ale ważne, żeby PiS przegrał”
Czynnik mobilizacyjny na opozycji był bardzo wyraźny. Tam udało się trochę na zasadzie „akcyjności owsiakowej” zmobilizować ludzi na zasadzie – „Idziemy. Głosujemy przeciwko PiS. Nie ważne, co będzie, ale ważne, żeby PiS przegrał”. Tego typu hasło, gdzie nie trzeba żadnej wnikliwości w argumentowanie na rzecz tego, dlaczego mam głosować na daną partię, ale idę i głosuję przeciwko PiS, jest atrakcyjne zwłaszcza dla młodych ludzi. Tego należy się obawiać. Cieszymy się, że jest wysoka frekwencja, mówimy, iż wygrała demokracja, że mamy społeczeństwo obywatelskie, ale zauważmy też ten element uczestniczenia w wyborach trochę bezrefleksyjnie – powiedział prof. Arkadiusz Jabłoński, socjolog, w „Wieczorze wyborczym” na antenie TV Trwam.
Za nami wybory parlamentarne w Polsce. Na razie wiemy, że dopisała frekwencja wyborczy, ale nadal nie mamy jeszcze oficjalnych wyników tych wyborów. Zaskakujące są obecnie rozbieżności dotyczące wyników sondażowych, a tych nadal spływających z Państwowej Komisji Wyborczej.
– Przy tak dużej frekwencji może być trudno nadążyć z wprowadzeniem sondaży i dodatkowo jeszcze wielu ludzi może odmawiać po prostu udzielenia odpowiedzi, a przy 20 proc. odmów to już zaczyna być kłopot metodologiczny. Z wypowiedzi liderów partyjnych to z jednej strony widzę pana Czarzastego, który zachowuje powściągliwość, a u pana Tuska zauważam nawet próbę grania faktami dokonanymi. On zaczyna straszyć, że gdyby okazało się, że wyniki będą inne niż to, co pokazuje exit poll, to on będzie wyciągał z tego wnioski. Przypomnijmy sobie, co się działo chwilę temu na Słowacji, gdzie wyniki exit poll były całkowicie chybione, bo nie wskazano zwycięscy i dodatkowo różnica pięciu punków procentowych w przewidywaniach z tym, jakie były ostateczne wyniki – podkreślił prof. Arkadiusz Jabłoński.
Zaznaczył również, że kampanijne przestrzeganie, że możemy stabilizację i spokój zamienić na chaos, to nie był tylko chwyt retoryczny.
– W tym było dużo refleksji, z którą się całkowicie zgadzam. To ryzyko nie wynika z tego, że mamy różnorodność światopoglądową po stronie opozycji. Obawiam się mechanizmu jakiegoś rewanżyzmu, żeby zniszczyć wszystko to, co zbudował PiS, wbrew logice. To będzie też dobry argument dla społeczeństwa, że realizując różnego rodzaju interesy zewnętrzne i wewnętrzne próbować to tłumaczyć tym, że sprzątamy po PiS, że musimy sobie poradzić z tym chaosem, który jakby stworzył PiS. To może dotyczyć zarówno sfery socjalnej, mądrej polityki międzynarodowej, jakiegoś zakorzenienia w sojuszach, w których to my faktycznie będziemy odgrywali jakąś rolę podmiotową, to tutaj ryzyko odejścia od tej polityki i przyjęcia postawy zgody na to, co możniejsi, silniejsi dla nas wymyślą, będzie jednym przejawów „normalizacji”, jak oni to nazywają – wskazał.
Socjolog zwrócił uwagę na mobilizację elektoratu opozycji do wzięcia udziału w wyborach.
– Czynnik mobilizacyjny na opozycji był bardzo wyraźny. Tam udało się trochę na zasadzie „akcyjności owsiakowej” zmobilizować ludzi na zasadzie – „Idziemy. Głosujemy przeciwko PiS. Nie ważne, co będzie, ale ważne, żeby PiS przegrał”. Tego typu hasło, gdzie nie trzeba żadnej wnikliwości w argumentowanie na rzecz tego, dlaczego mam głosować na daną partię, ale idę i głosuję przeciwko PiS jest atrakcyjne zwłaszcza dla młodych ludzi. Tego należy się obawiać. Cieszymy się, że jest wysoka frekwencja, mówimy, iż wygrała demokracja, że mamy społeczeństwo obywatelskie, ale zauważmy też ten element uczestniczenia w wyborach trochę bezrefleksyjnie – zaznaczył gość TV Trwam.
radiomaryja.pl



