Ukraina walczy o swoją niepodległość
Nad Morzem Czarnym doszło do poważnego incydentu. Rosyjski myśliwiec Su-27 zniszczył amerykańskiego drona MQ-9 Reaper. Z kolei na Ukrainie wciąż trwają zacięte walki. Rosja cały czas bezskutecznie próbuje zdobyć Bachmut.
Na froncie wielkich zmian nie widać. Bachmut cały czas jest epicentrum rosyjskich działań. Prezydent Ukrainy spotkał się z dowódcami, od których otrzymał raport z pola walki.
– Stanowisko całego dowództwa było jasne: wzmocnić ten odcinek i maksymalnie zniszczyć okupantów – mówił Wołodymyr Zełenski.
Ukraińscy żołnierze obawiają się, że kolejnym palącym celem wojsk Władimira Putina może być Łyman.
- To jest drugi główny kierunek po Bachmucie, który jest bardzo interesujący dla wroga, bo jeśli dotrze do Łymana, to dalej jest Kramatorsk i Słowiańsk – wskazał ukraiński żołnierz.
Tymczasem nie milknie echo po wtorkowym incydencie nad Morzem Czarnym. Rosyjski myśliwiec Su-27 zniszczył amerykańskiego drona, który przeprowadzał rutynowy lot w międzynarodowej przestrzeni powietrznej.
– Jeden z myśliwców najpierw dokonał zrzutu paliwa przed dronem, a następnie zbliżył się do niego tak blisko, że uszkodził śmigło MQ-9 – powiedział rzecznik Departamentu Obrony USA, gen. Pat Ryder.
To niebezpieczny epizod, który jest częścią schematu agresywnych, ryzykownych i niebezpiecznych działań rosyjskich pilotów.
– Stany Zjednoczone będą nadal latać i działać tam, gdzie zezwala na to prawo międzynarodowe. Na Rosji spoczywa obowiązek bezpiecznej i profesjonalnej obsługi samolotów wojskowych – oznajmił sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych, Lloyd Austin.
Swoją wersję wydarzeń przedstawiła Rosja, która przekonywała, że do kontaktu między maszynami w ogóle nie doszło, a amerykański dron spadł do wody w wyniku gwałtownego manewru.
W związku z incydentem do Departamentu Stanu USA wezwany został rosyjski ambasador w Waszyngtonie.
– Myślę, że to była prawdziwa prowokacja. Prowokowali nas do pewnych działań, po których mogliby oskarżyć rosyjskie wojsko o brak profesjonalizmu – mówił ambasador Rosji w USA, Anatolij Antonow.
Całą sytuacją Rosja jedno dała do zrozumienia – wskazał dr Tomasz Szyszlak, politolog.
– Morze Czarne jest od wieków spektrum zainteresowania państwa rosyjskiego, także Rosja raczej będzie permanentnie podkreślała, że jest to jej teren – zaakcentował politolog.
Tymczasem dokładnie rok temu historyczną wizytę w Kijowie, niecały miesiąc po rozpoczęciu zbrojnej inwazji Rosji na Ukrainie, złożyli liderzy Polski, Czech i Słowenii.
– To był czas, gdy się wszyscy bali pojechać na Ukrainę, wszyscy czuli zagrożenie życia, bezpieczeństwa, zwłaszcza że mówimy tu o wysokich urzędnikach państwowych – mówił prof. Mieczysław Ryba, politolog.
O tej wizycie pamięta Ukraina i za nią dziękuje. Mówił o tym minister ds. UE, Szymon Szynkowski vel Sęk, który w poniedziałek przebywał w Kijowie. To ona utorowała drogę do Kijowa innym światowym przywódcom, w tym przywódcy Stanów Zjednoczonych, Joe Bidenowi.
– To my naszą wizytą otworzyliśmy ścieżkę pozostałych wizyt, my też dalszymi decyzjami oraz aktywnym zaangażowaniem na wielu forach dyplomatycznych otworzyliśmy możliwość podejmowania ambitnych decyzji o pomocy humanitarnej, ale też wsparciu militarnym – twierdził minister ds. UE.
W Warszawie z udziałem wiceminister energii Ukrainy odbyła się konferencja „Partnerstwo polsko-ukraińskie w budowaniu bezpieczeństwa energetycznego przyszłości”.
Premier Mateusz Morawiecki w trakcie swojego wystąpienia wskazał, że przed 2015 rokiem Polska kupowała od Rosji ponad 90 proc. ropy i ponad 75 proc. gazu.
– Zero rosyjskiej ropy i zero rosyjskiego gazu. Dzisiaj taki jest bilans energetyczny w handlu z Rosją – podsumował premier Mateusz Morawiecki.
Uniezależnienie się od rosyjskich surowców było możliwe m.in. dzięki budowie gazociągu Baltic Pipe czy rozbudowie gazoportu w Świnoujściu.
TV Trwam News



