Nie zatrzymamy się już
Po 10 kwietnia nic nie jest już dla mnie takie samo – mówi Marcin Plewka,
pilot wycieczek i przewodnik po Warszawie i Krakowie. – Świadomość, że na oczach
całego świata zamordowano nam prezydenta, dowódców polskiej armii i inne ważne
osobistości nie pozwala żyć mi dalej tak beztrosko, jak przedtem – dodaje. W
przekonaniu, że 10 kwietnia 2010 roku zmieniło się wszystko, Marcin nie jest
osamotniony. Propagandzie władzy nie udało się wmówić, że patriotyzm i walka o
dobre imię Ojczyzny są reliktem przeszłości.
– Tragiczne doświadczenia poprzednich pokoleń Polaków stały się dla mnie nie
martwą literą, ale doznaniem bardzo aktualnym. Ja też cierpiałam. To bliżej
nieokreślone uczucie wpisało mnie w ciąg polskiej Golgoty. Tak właśnie wykuwa
się świadoma miłość do Ojczyzny – mówi Katarzyna Kaczyńska, nauczycielka
historii.
– Czy katastrofa zmieniła moje życie? Diametralnie. Ból i szok po tamtych
zdarzeniach zjednoczył Polaków, którzy nigdy wcześniej nie ujawniliby się ze
swoimi poglądami, a którym katastrofa rozwiązała usta – deklaruje 25-letnia
Dominika, absolwentka filologii tłumaczeniowej na Uniwersytecie Warszawskim. –
Nagle okazało się, że wokół mnie jest morze ludzi, którzy myślą podobnie i
"oddychają tym samym powietrzem", ludzi ciekawych intelektualnie, wartościowych
i pojmujących patriotyzm w sposób szlachetny, bliski panu Wołodyjowskiemu: "A
jeśli przyjdzie ci kiedy do głowy, żeć zapomniano, nie nagrodzono, spocząć nie
dano, żeś wysłużył nie smarowane grzanki, ale suchy chleb, nie starostwa, ale
rany, nie spoczynek, ale mękę, to jeno zęby ściśnij i powiedz: "Tobie
Ojczyzno!"".
– 10 kwietnia był punktem zwrotnym w moim życiu. Dotarło do mnie wtedy, jak
łatwo zniszczyć człowieka. Nie zawsze trzeba go niszczyć fizycznie, wystarczy
ośmieszyć wizerunek – opowiada Dominika. – Pojawił się przy tym wyrzut sumienia
– jak można było tak łatwo dać się zmanipulować, wbić w kąt ze swoimi poglądami
w obawie przed ośmieszeniem? – pyta dziewczyna. Wielu młodych ludzi przyznaje,
że przed 10 kwietnia nie w pełni zdawali sobie sprawę z tego, że propaganda i
"przemysł nienawiści" niesie ze sobą śmiertelne niebezpieczeństwo. – Przed 10
kwietnia chętnie brałem udział w rozmowach, w których podśmiewałem się z
rządzących, z prezydenta Kaczyńskiego i ogólnie "Kaczorów". Nie raziło mnie to,
że ludzie, z którymi pracuję, przy każdej okazji krytykują "mohery i kaczyzm".
Nie identyfikowałem się wtedy politycznie i nie przejmowałem się tym, co się
dzieje "na górze". Myślałem sobie: "A niech się biorą za łby" – co mnie to
obchodzi? – opowiada 28-letni Wiktor. Zmieniło się to dopiero w chwili naszej
narodowej tragedii. – 10 kwietnia był "eksplozją" wyzwalającą wielką falę
emocji, z którymi nie umiałem sobie poradzić – mówi.
Ta data dla wielu ludzi okazała się także momentem wyboru – opowiedzenia się
po stronie prawdy bądź kłamstwa, po stronie Polski lub przeciwko niej, wreszcie
– po stronie Krzyża albo po stronie jego wrogów. Każdy wybór miał swoją cenę. –
Straciłem kontakt z kilkoma znajomymi, a w końcu zdecydowałem się zmienić pracę,
w której nie czułem się komfortowo ze swoimi poglądami – opowiada Wiktor.
Doświadczenie utraty części znajomych jest wspólne właściwie dla wszystkich,
którzy "odnaleźli się" po 10 kwietnia. Wkrótce jednak pojawiły się nowe
przyjaźnie oparte na wspólnocie wartości. – Zaangażowałem się w kilka inicjatyw,
które powstały po 10 kwietnia, i poznałem wielu wspaniałych ludzi – mówi Wiktor.
Wtóruje mu Danuta, założycielka i szefowa Klubokawiarni Republikańskiej. – To
jest głęboka przyjaźń na całe życie, umocniona wspólnymi przeżyciami podczas
demonstracji, marszów w miesięcznice katastrofy, długich nocnych rozmów o
Polsce. – Wielu z moich przyjaciół zmieniło swoje życie po Smoleńsku, stali się
bardziej religijni, zaczęli angażować się społecznie. To samo dotyczy mnie –
uzupełnia Marcin.
Nie dla wszystkich młodych ludzi angażujących się obecnie w działania
patriotyczne bodźcem do zmiany stał się właśnie 10 kwietnia. – Tragedia
smoleńska w niczym mnie nie zmieniła. Mój światopogląd był kształtowany od
najwcześniejszych lat przez rodziców. 10 kwietnia, po usłyszeniu w mediach
mainstreamowych pierwszych informacji cytujących Żyrinowskiego, który sugerował
winę pilotów i śp. Lecha Kaczyńskiego, nie miałem wątpliwości, "kto szczuł i co
było grane" – opowiada Maciej, przedsiębiorca z branży komputerowej.
O co walczą młodzi ludzie? O podstawowe i oczywiste sprawy, tak jak zawsze w
historii Polski. – W normalnym kraju po 10 kwietnia miliony ludzi wyszłoby na
ulice protestować, stanęłyby autobusy, pociągi i tramwaje. W normalnym kraju
dziennikarze rzetelnie informowaliby o tym, co się stało. Powstałyby dziesiątki
superprodukcji filmowych analizujących każdy moment katastrofy – mówi Marcin,
nie kryjąc przekonania, że prędzej czy później tak właśnie się stanie.
Przekonanie to podziela młoda malarka i grafik Beata Łupińska. – Poznaję
wielu artystów, którzy – podobnie jak ja – mają poglądy wolnościowe i nie mogą
przebić się do szerszego odbiorcy właśnie ze względu na obowiązującą w
dziedzinie sztuki polityczną poprawność. Jest nas jednak coraz więcej, można
powiedzieć, że "odnaleźliśmy się" po tragedii smoleńskiej. Z początku
zajmowaliśmy się narzekaniem na to, w jak trudnej jesteśmy sytuacji, stopniowo
jednak zastąpiliśmy zamartwianie się wspólnym działaniem. To tylko kwestia
czasu, kiedy nasze działanie doprowadzi do przemian kulturowych w Polsce –
przewiduje Beata. Zdaniem artystki, młodzi ludzie, którzy poznali się po
katastrofie smoleńskiej, mają wielki potencjał. – Za kilka lat będzie to
naprawdę fajne środowisko, zdolne wiele dobrego zrobić. Kiedy dojdziemy do
głosu, całe to kłamstwo, zło i brzydota, która nas otacza, po prostu eksploduje.
Nie mogę się już tego doczekać – mówi Beata.
Według Katarzyny, po Smoleńsku Naród Polski wybudził się z letargu
obojętności na sprawy państwa. Przypomniano sobie o ideałach "Solidarności".
Polacy znowu poczuli, jaką moc daje jedność i siła tysięcy gardeł krzyczących to
samo. – Poczuliśmy się u siebie, a przy okazji zauważyliśmy, że wkradli nam się
nieproszeni goście w postaci niesprawiedliwości społecznej, hipokryzji polityków
PO i oportunistycznej lewicy, korporacjonizmu, relatywizmu moralnego – wskazuje
Katarzyna. Jak obserwuje Dominika, wielu ludzi, którzy spotkali się po 10
kwietnia, nie poprzestało na "policzeniu się". – Niespodziewanie rozkwitło
mnóstwo oddolnych patriotycznych inicjatyw, a efekty tej aktywności zaczynają
być powoli widoczne.
Jedną z takich inicjatyw stała się Klubokawiarnia Republikańska, która powstała
właśnie po Smoleńsku. – Nie miałam wątpliwości co do tego, że mój kraj znalazł
się w niebezpieczeństwie, skazany na zależność od Rosji. Doszłam do wniosku, że
nie chcę dłużej patrzeć na to, co się dzieje, ale chcę mieć realny wpływ na los
Polski – opowiada Danuta. Jak mówi, została wychowana w patriotycznej rodzinie,
jednak do 10 kwietnia żyła własnymi sprawami, była osobą dość nieśmiałą i
wycofaną. – Zdecydowałam, że teraz się to zmieni, że chcę poświęcić swój czas,
energię i zdolności dla Polski. Postanowiłam przestać się chować i tłumaczyć
bierność brakiem pewności siebie. Modliłam się, żeby Bóg mną pokierował, żebym
wiedziała, co mam robić – czułam się jak bohaterka baśni wyruszająca samotnie w
nieznane, w drogę, na której czekają mnie wyzwania, próby, przyjaciele i
nieprzyjaciele, i która jest moim prawdziwym przeznaczeniem – wspomina Danuta. –
Ponieważ strategiczne dla przyszłości Polski jest ukształtowanie nowych elit,
młodych ludzi, którym będzie zależało na Polsce, postanowiłam stworzyć w
Warszawie miejsce, które będzie pełniło taką rolę. I tak powstała Klubokawiarnia
Republikańska, organizująca spotkania dla wszystkich, którym nieobce są
patriotyzm i wartości chrześcijańskie – wyjaśnia.
Młodych ludzi działających na rzecz Ojczyzny będzie coraz więcej, w miarę
opadania mgły kłamstwa, jakim prorządowe media karmiły Polaków po katastrofie. –
Główne media powielają rosyjskie i polskie kłamstwa. Jak w tej sytuacji młodzież
może przeżywać katastrofę z należytym szacunkiem i uwagą? – pyta Marcin.
Szatańskim pomysłem aktualnej władzy było także wywołanie zamieszek przed
Pałacem Prezydenckim, gdzie – w wyniku medialnego szczucia – doszło do
sprofanowania krzyża. – Obserwowałem nie tylko stek kłamstw i bezczelnych
manipulacji rosyjskich i polskich w sprawie smoleńskiego zamachu, ale także
pogardę dla zmarłych, szyderstwa z żałoby i żałobników dokonywane nie tylko
przez rozpoznanych w gazetach opozycyjnych kryminalistów, byłych esbeków i
pijanych wyrostków na Krakowskim Przedmieściu, ale także przez znane nam
wszystkim telewizyjne gwiazdy czy polityków – mówi wzburzony Marcin. – Chyba
nawet w najczarniejszych latach PRL starano się zachować pozory szacunku dla
flagi i wychowania patriotycznego – konkluduje.
– W moim odczuciu, obecna nagonka na polski Kościół jest prostą konsekwencją
tego, co się działo wówczas przed krzyżem – konstatuje Dominika. – Pierwszy raz
w postkomunistycznej Polsce tak jawnie przyzwolono na publiczne szkalowanie
symbolu religijnego, a co za tym idzie – wiary chrześcijańskiej. Zdaniem
Dominiki, to wtedy właśnie przygotowano grunt pod stosowane obecnie represje
wobec Kościoła, takie jak likwidacja Funduszu Kościelnego czy próba
wyeliminowania religii ze szkół.
Dwa lata, jakie upłynęły od katastrofy smoleńskiej, były czasem trudnym do
zniesienia, pełnym pogardy, poczucia upokorzenia i świadomości zdrady naszych
najwyższych władz. Z drugiej jednak strony te dwa lata okazały się czasem
tworzenia wspólnoty, dla wielu – przebudzeniem, dla innych – uruchomieniem
talentów, których może nigdy nie odważyliby się ujawnić, gdyby nie poczucie, że
wymaga tego Ojczyzna. Tragedia smoleńska i związane z nią manipulacje medialne
obudziły w młodych ludziach także poczucie nieufności wobec prorządowych środków
masowego przekazu i skłoniły do podjęcia poszukiwań informacji o Polsce na
własną rękę. – Zaczęłam czytać więcej literatury dotyczącej historii Polski.
Widzę, że Polska nie jest suwerennym krajem i jest nam potrzebny przewrót, który
odsunie od władzy ludzi pochodzących z poprzedniego systemu. Wcześniej w ogóle o
tym nie myślałam – opowiada Gosia z Warszawy.
Wielu młodych ludzi mówi o doświadczeniu wpisania się w wielowiekowe dzieje
Polski, o poczuciu obecności i wsparcia tych, którzy nas poprzedzili – bł. Jana
Pawła II, bł. księdza Jerzego Popiełuszki, Sługi Bożego Kardynała Stefana
Wyszyńskiego, powstańców warszawskich, żołnierzy wyklętych. Nawiązując do słów
bł. Jana Pawła II – każde pokolenie Polaków ma swoje Westerplatte. Zadaniem,
które stanęło przed obecnym młodym pokoleniem, jest wyjaśnienie prawdy o
katastrofie smoleńskiej, upamiętnienie ofiar i wypełnienie testamentu, jaki
pozostawili po sobie polegli. Wielu czuje podobnie jak Katarzyna: – Teraz
historia wezwała mnie do odpowiedzi, do konkretnej postawy. Musiałam się
określić, czy jestem skłonna dać świadectwo prawdzie, czy też tak jak reszta
konformistów zamknąć oczy na zalewające Polskę kłamstwo. Zaangażowałam się w
działalność społeczną, której zadaniem jest odbudowanie postawy obywatelskiej i
ducha Narodu.
Młodzi ludzie czują, że nadszedł ich czas w sztafecie pokoleń, o której
mówiła śp. Maria Fieldorf-Czarska, córka generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila".
Że teraz to oni mają być rękami, ustami i sercami tych, którzy odeszli już do
wieczności. W tę ponadczasową i ponadmaterialną więź mocno wierzyli wszyscy
polscy patrioci. O niej właśnie pisał poległy w Powstaniu poeta Tadeusz Gajcy:
Nie zatrzymamy się więc
tej nocy w milczeniu płynąc,
gdy wszystko sen, jesteśmy snem
bez ciała i bez imion.
Lecz gdy kogutów tkliwy głos
doleci nas już siwy –
przy twarzy twarz, przy dłoni dłoń
wrócimy, wrócimy.
Agnieszka Żurek
Tytuł i śródtytuły pochodzą z wiersza Tadeusza Gajcego "Przed snem"
