Gdzie szukać listy białoruskiej

Odpowiedź na to pytanie powinna być przede wszystkim zawarta w
wielotomowych aktach sprawy dotyczącej zbrodni katyńskiej (sprawa nr 159), którą
aż do 2004 r. prowadziła Główna Prokuratura Wojskowa Rosji. Jednak do tej pory
nie wiemy, czy znajduje się tam ta odpowiedź i czy Główna Prokuratura Wojskowa
podjęła niezbędne kroki, by odnaleźć listę białoruską. Niestety, główne akta
sprawy zostały uznane za ściśle tajne i wbrew obietnicom złożonym po katastrofie
smoleńskiej na najwyższym szczeblu w kwietniu 2010 r. Rosja wszelkimi sposobami
przeciąga ich ujawnienie i przekazanie Polsce kopii dokumentów.

Oprócz wyjaśnienia wszystkich okoliczności rozprawy z Polakami na podstawie
decyzji podjętej przez Politbiuro KC WKP(b) 5 marca 1940 r. śledztwo w ramach
sprawy nr 159 miało ustalić również nazwiska wszystkich ofiar rozstrzelanych
wiosną 1940 roku. O ile w stosunku do 14 tys. 552 jeńców przebywających w
obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku, a rozstrzelanych w Katyniu i
Smoleńsku, Kalininie i Charkowie, było to całkiem możliwe, ponieważ w archiwum
byłego Zarządu NKWD ds. spraw jeńców i internowanych pozostały listy
transportowe z nazwiskami i imionami wysłanych na rozstrzelanie, o tyle w
przypadku cywilów zamordowanych w tym samym czasie, wiosną 1940 r., takich list
nie znaleziono.

Łącznie, zgodnie z decyzją Politbiura z 5 marca 1940 r., jak to wiemy z
notatki szefa KGB Aleksandra Szelepina (przygotowanej w 1959 r.), w więzieniach
tzw. zachodniej Ukrainy i Białorusi rozstrzelano 7305 polskich cywilów,
aresztowanych od września 1939 do kwietnia 1940 r. na terenach Polski zajętych
przez Armię Czerwoną. Zasadnicza różnica pomiędzy nimi a jeńcami – polskimi
oficerami przetrzymywanymi w trzech obozach, polegała na tym, że aresztowani
przez NKWD cywile polscy byli przetrzymywani w więzieniach zarządów NKWD w tzw.
zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi. I areszty, i rozprawa przeciwko nim
zostały uwarunkowane stalinowską teorią o "wrogach klasowych". Zgodnie z decyzją
Politbiura z 5 marca 1940 r. na rozstrzelanie skazano członków różnych
"organizacji kontrrewolucyjnych, szpiegowskich i dywersyjnych, byłych
właścicieli ziemskich, przemysłowców, byłych polskich oficerów, urzędników i
zbiegów". Na podstawie dokładnie takich samych kryteriów i cech przynależności
klasowej w latach Wielkiego Terroru (1937-1938) odbywały się rozprawy przeciwko
cywilom ZSRS i cudzoziemcom. Stalin więc ponownie uciekł się do swojej ulubionej
metody masowych rozstrzeliwań, ale teraz już na nowych, zagarniętych przez ZSRS
zachodnich terytoriach. Sowietyzacja tych ziem w stalinowskim wykonaniu
obowiązkowo zawierała też społeczną selekcję i czystkę za pomocą aresztów i
egzekucji, a także masowych deportacji "klasowo obcych elementów".

Wiosną 1994 r. w Kijowie w archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU)
została ujawniona i przekazana Prokuraturze Generalnej RP alfabetyczna lista
3435 więźniów osadzonych w więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy, z podaniem
numeru decyzji, na podstawie których zostali wysłani na egzekucję przez
rozstrzelanie. Lista została opublikowana w Polsce i przylgnęła do niej nazwa
"lista ukraińska". Co sobą przedstawiał ten wielostronicowy dokument? Przede
wszystkim było to pismo przewodnie z 25 listopada 1940 r. do wykazu
3435-osobowych spraw więziennych przekazanych do wydziału
ewidencyjno-archiwalnego NKWD w Moskwie. I sama lista spraw, na której
znajdowały się nazwiska rozstrzelanych oraz numery decyzji NKWD, zgodnie z
którymi więźniowie zostali skazani wiosną 1940 r. na śmierć.

Trzeba mieć świadomość, że istniała również analogiczna lista białoruska,
przecież akta spraw rozstrzelanych polskich cywilów na Białorusi też przesłano
do Moskwy do archiwum. Na tej liście powinny znaleźć się nazwiska 3870 osób.
Ważne pytanie: czy zachował się ten dokument?

Dlaczego lista białoruska mogła się nie zachować

Jest zupełnie oczywiste, że lista ukraińska znaleziona w archiwum SBU
stanowiła drugi egzemplarz dokumentu (pozostawiona w archiwum kopia wychodzącego
dokumentu). Oryginał wraz z aktami osobowych spraw więziennych został wysłany do
Moskwy i najprawdopodobniej był przechowywany w tym samym pomieszczeniu, gdzie
znajdowały się pozostałe wymienione w niej akta spraw. Niewykluczone, że
pierwszy egzemplarz listy ukraińskiej został zniszczony w 1959 r. razem z
teczkami osobowymi i aktami ewidencyjnymi osób rozstrzelanych na podstawie
decyzji Politbiura z 5 marca 1940 roku. Ten sam los mógł spotkać i pierwszy
egzemplarz listy białoruskiej, on przecież także wpłynął do wydziału
ewidencyjno-archiwalnego NKWD razem z innymi aktami i mógł być przechowywany
razem z nimi.

Pozostaje nadzieja, że w archiwum KGB Białorusi, analogicznie do Ukrainy,
pozostał drugi egzemplarz listy białoruskiej z wykazem spraw wysłanych w 1940 r.
do Moskwy. Tyle że w odróżnieniu od archiwów NKWD Ukrainy, które wprawdzie
niecałkowicie, ale jednak zostały ewakuowane w 1941 r., archiwa NKWD Białorusi
ucierpiały znacznie bardziej. Już 28 czerwca 1941 r. Mińsk został zajęty przez
Niemców, a w pierwszym dniu wojny bomby zniszczyły budynek NKWD. Tak więc
szanse, że lista białoruska ocalała wśród dokumentów archiwalnych dzisiejszego
KGB Białorusi, są bardzo małe. Tym niemniej taka nadzieja zawsze istnieje. Inna
sprawa czy po 1990 r. były podejmowane poważne próby poszukiwania i czy
przeprowadzono pełny – arkusz po arkuszu – przegląd zasobów wydziału
ewidencyjno-archiwalnego (1 wydziału specjalnego) NKWD Białorusi w Mińsku oraz
jego korespondencji z Moskwą?

Jak wiadomo, istota propozycji szefa KGB Aleksandra Szelepina w marcu 1959 r.
była taka, żeby zniszczyć akta ewidencyjne wszystkich 21 tys. 857 rozstrzelanych
Polaków, a do celów informacyjnych zachować protokoły trójki NKWD w składzie:
Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow i Leonid Basztakow, którzy skazali jeńców i
więźniów na śmierć. Gdyby te protokoły pozostały, nie byłoby potrzeby zajmować
się poszukiwaniem listy białoruskiej – w tych protokołach były nazwiska, imiona,
numery spraw wszystkich rozstrzelanych Polaków, zarówno wojskowych, jak i
cywilów. Dzisiaj i archiwiści FSB, i pracownicy GPW, którzy prowadzili śledztwo,
jak jeden mąż twierdzą, że w 1959 r. funkcjonariusze KGB "przesadzili" i spalili
również bezcenne protokoły trójki – świadectwa stalinowskiej zbrodni. Ale czy
tak było naprawdę? Przecież dotychczas nie zostały udostępnione protokoły (a one
były obowiązkowo sporządzane – taki był wymóg) zniszczenia tych spraw. Czy te
protokoły zostały udostępnione podczas śledztwa i dołączone do materiałów sprawy
nr 159? Historycy nic na ten temat nie wiedzą. Dotychczas nie udowodniono
zniszczenia w 1959 r. materiałów ewidencyjnych do spraw rozstrzelanych Polaków
(protokołów trójki, protokołów wykonania wyroków trójki), a za taki dowód może
służyć tylko pisemny protokół zniszczenia dokumentów, można więc mieć nadzieję,
że te materiały pozostały w archiwum FSB. Jeśli tak, to ich ujawnienie jest
kwestią czasu i dobrej woli władz rosyjskich rozwiązania sprawy katyńskiej.

Czy można odtworzyć listę białoruską

Jeżeli jednak w archiwum KGB w Moskwie rzeczywiście w 1959 r. zniszczono cały
komplet osobowej dokumentacji rozstrzelanych Polaków – jak również akta spraw i
materiały ewidencyjne, to rodzi się pytanie, czy możliwe jest odtworzenie listy
białoruskiej?
Tutaj ważne znaczenie ma stopień zachowania materiałów archiwalnych NKWD w
Mińsku i zarządów NKWD tzw. zachodnich obwodów Białorusi. Samo odtworzenie listy
białoruskiej, nawet przy nienaruszonym stanie archiwów NKWD Białorusi, to
zadanie nadzwyczaj pracochłonne, ale możliwe do wykonania. Przede wszystkim
istnieje ważne i stuprocentowe kryterium, na podstawie którego można określić,
kto został rozstrzelany na podstawie decyzji z 5 marca 1940 roku. Akta śledcze i
osobowe powinny być po rozstrzelaniu obowiązkowo przechowywane w archiwum NKWD w
Moskwie, podczas gdy sprawy innych represjonowanych (i jest to powszechna
zasada) były przechowywane w tych zarządach NKWD, gdzie prowadzono śledztwa. A
więc ci polscy cywile, którzy zostali aresztowani przez białoruskie NKWD, a
czyich spraw nie ma w archiwach KGB Białorusi (oraz w archiwach obwodowych i w
mińskim archiwum), to osoby z listy białoruskiej. Całą zbrodniczą operację z
1940 r. charakteryzował jeden fakt: po rozstrzelaniu polskich cywilów, na
podstawie decyzji trójki na czele z Mierkułowem – wszystkie akta sprawy, decyzji
i protokoły egzekucji zostały wywiezione do Moskwy. Publiczne kłamliwe
oświadczenia ZSRS w latach 1943-1944 o Katyniu oraz próby zrzucenia
odpowiedzialności na Niemców spowodowały, że dostęp do tych materiałów stał się
jeszcze bardziej tajny i poufny. Dokumenty przechowywano w specjalnym
odizolowanym pomieszczeniu, miało o nich wiedzę ściśle ograniczone wąskie grono
współpracowników.

Istotną więc przesłanką do odtworzenia listy białoruskiej jest brak
materiałów śledczych aresztowanego w archiwach KGB Białorusi. Czego więc wtedy
szukać, co z czym porównywać i zestawiać? Przede wszystkim w archiwach KGB
przechowywane są dzienniki wszczęcia spraw śledczych. W nich zapisywano
nazwisko, imię i imię ojca, datę wszczęcia i numer sprawy. Czyli dokumentów
samych spraw w archiwum nie ma, ale informacje o nich pozostały w dziennikach.
Jeżeli dzienniki zachowały się w obwodowych zarządach KGB na Białorusi, to
trzeba je przestudiować i sporządzić pełny spis aresztowanych polskich cywilów w
okresie od września 1939 r. do początku maja 1940 roku. Sprawę ułatwić może fakt
zachowania się grzbietów nakazów aresztu (odrywana część nakazu była podczepiana
do akt sprawy), na podstawie tych materiałów możliwe jest też sporządzenie listy
aresztowanych w wymienionym okresie. Następny krok to wyjaśnienie, czyich spraw
z tej pełnej listy aresztowanych brak w archiwach KGB Białorusi. Po tym
sprawdzeniu zostaną nazwiska osób, które z dużą dozą prawdopodobieństwa zostały
rozstrzelane właśnie na podstawie decyzji Politbiura z 5 marca 1940 roku.
Ponadto w ustaleniu losów osób z listy białoruskiej pomoże baza danych
represjonowanych cywilów polskich, której sporządzeniem już 20 lat zajmuje się
rosyjskie stowarzyszenie Memoriał oraz Fundacja Ośrodka Karta w Warszawie. Na
liście białoruskiej powinny znaleźć się osoby, o których losie, mimo kwerendy,
dotychczas nie uzyskano żadnych wyraźnych odpowiedzi ani z rosyjskich, ani z
białoruskich archiwów. Wiemy też, że rodziny osób z listy białoruskiej zostały
deportowane (to był obowiązkowy los rodzin tych wszystkich, którzy byli
aresztowani i rozstrzelani na podstawie decyzji z 5 marca 1940 r.). Stopniowe
odsiewanie nazwisk aresztowanych, których losy są znane, i miejsca
przechowywania ich akt śledczych da w rezultacie możliwość odtworzenia (niechby
i z błędami czy lukami) listy białoruskiej. Oczywiście, jest to ogromna praca, a
jej sukces, oprócz wielu innych czynników, zależy również od dobrej woli władz
Białorusi, otwarcia archiwów KGB, zorganizowania poszukiwań i opracowania
wszystkich koniecznych materiałów. Niestety, znając białoruskie realia
polityczne, należy uznać, że dziś taka możliwość wygląda bardzo utopijnie.

Czego jeszcze trzeba szukać w archiwum FSB w Moskwie

Co przeszkadzało w latach 90. i przeszkadza obecnie w przeprowadzeniu na dużą
skalę poszukiwań archiwalnych? Przede wszystkim "feudalne" rozdrobnienie
resortów zajmujących się poszukiwaniem akt sprawy katyńskiej i prowadzeniem
śledztwa. Przecież prokuratorzy wojskowi nie zajmowali się bezpośrednio (to
znaczy osobiście) poszukiwaniami materiałów w archiwach KGB, a później FSB. Oni
tylko kierowali tam pisemne zapytania z prośbą o ujawnienie i wysłanie
wszystkich dokumentów związanych z egzekucjami polskich cywilów w 1940 roku. A
jak pracowali archiwiści bezpieczeństwa państwowego? Przeglądali sprawy i
sporządzali kopie tych dokumentów, które według nich dotyczyły sprawy. A co,
jeżeli w dokumencie nie było bezpośrednio mowy o Polakach? Przecież tylko
człowiek prowadzący śledztwo i znający całokształt już zgromadzonego materiału
może określić (czasem na podstawie szeregu cech pośrednich), jakie dokumenty
rzucają światło na problem i mogą stanowić źródło informacji dla danej sprawy.
Na przykład wysłane do Moskwy do zastępcy szefa NKWD Mierkułowa szyfrotelegramy
ze sprawozdaniami z wykonania egzekucji przez zarządy NKWD w Kijowie, Mińsku
oraz innych miastach Ukrainy i Białorusi wiosną 1940 r., z suchym i lakonicznym
tekstem: "29 kwietnia wykonano [i dalej liczba]", na pierwszy rzut oka o niczym
nie mówią – nie ma tu ani słowa o Polakach! A faktycznie to bardzo cenny
materiał informacyjny, który pozwala prześledzić nie tylko dynamikę egzekucji
według listy ukraińskiej i białoruskiej, lecz także ściśle określić pełny wykaz
zarządów NKWD, gdzie te egzekucje były przeprowadzane. W ten sposób możemy
postawić hipotezy o miejscu pochówku w celu ewentualnego ich odnalezienia oraz
przeprowadzenia ekshumacji.
Konieczny jest pełny przegląd wszystkich szyfrotelegramów wychodzących z NKWD
ZSRS do terenowych NKWD Ukrainy i Białorusi oraz wchodzących szyfrotelegramów z
tychże zarządów NKWD do Moskwy na nazwisko Mierkułowa. Ponadto, niewykluczone,
że zlecenia lub imienne zalecenia wykonania decyzji trójki o egzekucjach
polskich cywilów na Białorusi i na Ukrainie były wysyłane też za pomocą
szyfrotelegramów w imieniu Mierkułowa. Jeżeli tak, to listy Polaków
rozstrzelanych w więzieniach Białorusi mogą zostać odtworzone również na
podstawie zaleceń przekazanych za pomocą szyfrotelegramów.

Oddzielny temat – kaci. Nazwiska tych, którzy rozstrzeliwali jeńców w Katyniu
i Smoleńsku, Kalininie i Charkowie, są znane na podstawie odnalezionego w
archiwach i opublikowanego rozkazu NKWD z 26 października 1940 r. o ich
odznaczeniu nagrodą pieniężną. Niewykluczone, że ci, którzy wystąpili w roli
katów, po rozstrzelaniu Polaków w więzieniach Ukrainy i Białorusi też zostali w
jakiś sposób wyróżnieni. Jednak do chwili obecnej wszystkie rozkazy NKWD ZSRS
(zarówno ściśle tajne, jak i jawne) z 1940 r. zostały dosyć dobrze zbadane i nie
natrafiono w nich na żadną wzmiankę o tych ludziach. Niewykluczone, że zostali
oni nagrodzeni na podstawie rozporządzeń wydanych przez NKWD Ukrainy i
Białorusi. Do tej pory nie wiadomo, czy zorganizowano poszukiwanie tych
materiałów w archiwach SBU i KGB Białorusi i uważnie je przestudiowano pod kątem
rozporządzeń o odznaczeniu wykonawców egzekucji polskich cywilów.

Niestety, obecnie nie mamy dobrych informacji. Sprawa nr 159 o egzekucjach
polskich cywilów w 1940 r. została umorzona przez Główną Prokuraturę Wojskową
już dawno, a pytania, których jest niemało, pozostają wciąż niewyjaśnione.
 

Prof. Nikita Pietrow
rosyjski historyk, wiceprzewodniczący stowarzyszenia Memoriał

tłum. Ewa Rzeczycka-Surma

drukuj