Drobne geszefciarstwo
Zaledwie kilka dni temu zakończyliśmy dyskusję nad bezsensownością
angażowania Polski w "unię fiskalną" strefy euro, a już jedynie słuszny rząd
sprezentował nam w Wigilię nową listę leków refundowanych, boleśnie uderzającą w
chorych na cukrzycę, nadciśnienie, a nawet dzieci cierpiące na rzadkie
schorzenia. W projekcie ustawy budżetowej na 2012 rok zmniejszono środki
przeznaczone na walkę z bezrobociem. Skutki tej decyzji znalazły już
odzwierciedlenie w budżetach regionalnych, również w budżecie mojego Pomorza.
Sprawny, elokwentny marszałek Mieczysław Struk przekonywał radnych, że on
również chciałby rozdawać, ale jest człowiekiem racjonalnym i optymalizuje
decyzje.
Modulacją głosu, gestykulacją, frazeologią zaskakująco przypominał
Donalda Tuska. Robi, co może, w trudnych czasach. Nie to, co populiści i
oszołomy z PiS. Kiedy rządzili, po prostu sprzyjało im szczęście, bo rządzić nie
umieli. Jaka to szkoda, że ci, co rządzić umieją, już drugą kadencję nie mają
szczęścia. Dobrze, że chociaż media i autorytety im sprzyjają.
Medialna narracja ostatnich dni podpowiadała nam, że premier zagalopował się w
Brukseli z obietnicami pożyczki dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W
sukurs ruszyli mu pozytywni bohaterowie bajek pani profesor Jadwigi Staniszkis:
Jan-Vincent Rostowski, Marek Belka i Dariusz Rosati. O żadnej pożyczce
udzielanej MFW na ratowanie bogatszych od nas, którzy leczą chorych na cukrzycę
i walczą z bezrobociem, już nie ma mowy. Finansiści wiedzą, że inwestowanie
środków narodowej rezerwy walutowej w stabilne papiery wartościowe, np. MFW, nie
łamie prawa. I nie muszą się z tego tłumaczyć Sejmowi. A Fundusz zrobi już z
tym, co zechce, i wszyscy będą zadowoleni. Pozytywnym bohaterom nie przeszkadza
fakt, że decyzja o "inwestycji" zapadła w Brukseli, podczas Rady Europejskiej, a
nie w warszawskim gabinecie prezesa NBP. Nie widzą w tym obejścia zapisów
Konstytucji, drobnego geszefciarstwa. Takim działaniom sprzeciwiał się zawsze
poprzednik Marka Belki, Sławomir Skrzypek, ofiara katastrofy smoleńskiej.
Nie było obiecywanej zmiany traktatu lizbońskiego na grudniowym szczycie UE. Nie
musiała być dokonywana. Już w marcu przyjęto (również głosem Donalda Tuska)
decyzję Rady UE ustanawiającą Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. Stanowi to
zmianę w trybie uproszczonym art. 136 TfUE (Traktatu o funkcjonowaniu Unii
Europejskiej). W konkluzjach Rady opisano automatyzm reagowania na sytuacje
kryzysowe w strefie euro i sposób głosowania sankcji "odwróconą większością".
Jeśli ktoś się sprzeciwi ocenie hegemonów/hegemona, to musi zebrać większość,
żeby tę ocenę odrzucić. Życzę powodzenia. To szokujące ograniczenie suwerenności
państw. Pisał o tym prezes PiS Jarosław Kaczyński w uzasadnieniu do swojej
rezygnacji z uczestnictwa w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Premier Donald
Tusk powiedział wówczas, już kilka dni po podjęciu brukselskiej decyzji, że nic
jeszcze nie zostało postanowione i "trzeba się temu przyglądać". Oszukiwał nas,
robił to bezkarnie. Takim działaniom sprzeciwiał się, strasznym osobistym
kosztem, Prezydent Lech Kaczyński, ofiara katastrofy smoleńskiej.
Zmiana traktatu nie została jeszcze ratyfikowana przez wszystkie państwa
członkowskie. Sejm będzie ją rozpatrywał w styczniu. A przecież na jej podstawie
uchwalono tzw. sześciopak, chlubę polskiej prezydencji. Na najbliższym
posiedzeniu Komisji ds. UE będziemy rozpatrywać kolejne akty prawa wtórnego,
pogłębiające "unię fiskalną". Nie podoba mi się powielaczowa metoda legislacyjna
UE. Stanowi zagrożenie dla suwerenności państw strefy euro. Znacznie
poważniejszym problemem jest jednak fakt, że poprzez Pakt Euro Plus i przyszłą
umowę wzajemną Polska chce dobrowolnie przyjąć na siebie ograniczenia i
ewidentną dominację polityczną Niemiec. Nie byłoby to możliwe za życia
Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Za tydzień posłowie Komisji ds. UE będą omawiać w trybie art. 151 ust. 1
regulaminu Sejmu (poza procesem legislacyjnym) ostateczną wersję rozporządzenia
Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie wytycznych dla Europejskiej Sieci
Infrastruktury Energetycznej TEN-E. Nie ma w nich mowy o Gazociągu Północnym.
Priorytetem stają się połączenia gazowe północ-południe w Europie Zachodniej, w
Europie Środkowej i Południowej. Ich sens zrozumiałam po oświadczeniu Gazpromu,
że chce budować trzecią i czwartą nitkę Nord Streamu, liczy na umowy z
odbiorcami w Europie Zachodniej. To samo będzie dotyczyło South Streamu, jak
sądzę, i umów w Europie Południowej. Te połączenia staną się europejskimi
priorytetami, kwalifikującymi się do finansowania. Na to m.in. przeznaczy się
polskie składki członkowskie. O blokowanie takich decyzji walczył kiedyś
Prezydent Lech Kaczyński, nie o samolot i krzesła. Teraz już nie przeszkadza,
Donald Tusk sądzi, że może już robić, co zechce.
Z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę Państwu zmiany, powrotu do polityki
śp. Prezydenta.
Anna Fotyga, poseł PiS
