Lituanizacji mówią: Nie!
Na Litwie zaognia się konflikt między polską mniejszością a władzami
Republiki Litewskiej. Polacy mieszkający na Wileńszczyźnie są coraz bardziej
zdeterminowani w walce o swoje prawa. Stanowczo sprzeciwiają się już nie
pełzającej, ale wręcz galopującej lituanizacji, która ostatnio objawiła się
litewskim zamachem na oświatę mniejszości. 2 września w polskich szkołach na
Litwie odbył się strajk szkolny, w którym uczestniczyło 90 proc. uczniów, a na
placu Simonasa Daukantasa przed pałacem prezydenckim w Wilnie zorganizowano
kilkutysięczny wiec polskich rodziców i uczniów, którzy protestowali przeciwko
uchwalonej w marcu ustawie o oświacie dyskryminującej szkolnictwo mniejszości i
dążącej do jego marginalizacji.
Dramat polskich dzieci z Wileńszczyzny, które chcą uczyć się w języku polskim i
zdawać egzaminy w języku ojczystym, przypomina protest polskich dzieci z
Wrześni, które w 1901 r. sprzeciwiły się wprowadzonemu przymusowi nauki w języku
niemieckim. Czy dzisiaj Polacy mieszkający na Litwie mają szansę wygrać tę
walkę?
Silne tradycje antypolskości
Republika Litewska ma silne tradycje antypolskości, które szczególnie mocno
występowały za czasów pierwszej niepodległości, czyli w okresie Litwy
Kowieńskiej. Ówczesne władze litewskie odwołujące się do popularnego wówczas
nacjonalizmu i szowinizmu, podjęły świadomą politykę asymilacyjną, wywodząc
swoje działania z popularnych w okresie międzywojennym koncepcji, że mniejszości
są niejako skazane na asymilację i należy ten proces wspierać. Czyniono to przez
arbitralne wpisywanie do dokumentów narodowości litewskiej, która później nie
mogła zostać zmieniona, a także przez ograniczenia w prawie do nauki w polskiej
szkole przysługującym wyłącznie dzieciom z rodzin, w których oboje rodzice mieli
w dokumentach wpisaną narodowość polską. Władze nie wspierały finansowo szkół
mniejszości, odmawiały także zatwierdzania polskich nauczycieli. Dlatego wiele
szkół z językiem polskim musiało zostać zamkniętych, gdyż nie miał kto w nich
uczyć. Zabroniono także wywieszania szyldów w języku polskim, urzędników i
kolejarzy szykanowano za posługiwanie się językiem polskim. Polskie tytuły
prasowe zostały objęte cenzurą prewencyjną i cenzurą post factum, z którą były
związane kary finansowe.
W okresie międzywojennym Litwini uważali, co wciąż jest popularne na Litwie, że
działania lituanizacyjne mają na celu nie asymilację, ale raczej reasymilację.
Wielu przedstawicieli litewskich elit do dziś jest zdania, że ich poczynania
odbierane jako antypolskie, szczególnie w obszarze języka i oświaty, faktycznie
mają pomóc w powrocie do litewskości nieświadomych swego pochodzenia przez
pokolenia spolonizowanych Litwinów, którzy bezpodstawnie uważają się za Polaków.
Niestety te działania spowodowały gwałtowną depolonizację, np. w Kownie w 1918
r. Polacy stanowili 45 proc. ludności, w 1939 r. – 10 proc., a w 2002 r. tylko
0,3 procent. Ostatnią polskojęzyczną szkołę w dawnej stolicy Litwy zamknięto w
latach 60.
W okresie okupacji sowieckiej na Litwie, szczególnie w latach 50., wprowadzono
szerszą możliwość nauczania w języku polskim. Liczba uczniów w szkołach polskich
z 13 750 w roku szkolnym 1950/1951 wzrosła do 32 260 w roku szkolnym 1954/1955.
Wspieranie szkolnictwa polskiego przez Rosjan miało niewątpliwie na celu
skłócenie Litwinów z Polakami i cel ten okupanci osiągnęli. W 1956 r. litewscy
intelektualiści zaprotestowali, zwracając uwagę, że naród litewski podlega nie
tylko procesom rusyfikacyjnym, ale na Wileńszczyźnie także polonizacji. Efekt
tego jest taki, że do dzisiaj większość Litwinów żyjących na Wileńszczyźnie zna
język polski, zaś językiem litewskim posługuje się biegle zaledwie połowa
tamtejszych Polaków, a część starszego pokolenia naszych rodaków w ogóle nie zna
języka litewskiego.
Odrodzenie litewskiej państwowości po okresie komunizmu związane jest z
lituanizacją mniejszości. Sajudis od samego początku istnienia dążył do rozwoju
języka litewskiego i narzucenia jego znajomości nie tylko mieszkającym na Litwie
Rosjanom, ale także Polakom. W 1989 r. obowiązkowy język rosyjski został
zastąpiony przez obowiązkowy język litewski (państwowy), którego dobrej
znajomości zaczęto bezwzględnie wymagać nie tylko przy zatrudnieniu w
administracji, ale także podczas załatwiania spraw urzędowych.
Od 1992 r. obserwujemy zachłyśnięcie się elit litewskich antypolonizmem.
Wystąpiła wówczas ekspansja litewskości w ramach szeroko zakrojonego planu
lituanizacji, którą najlepiej widać w podejściu do polskiej oświaty. Podkomisja
Litwy Wschodniej, utworzona przy Państwowej Komisji Problemów Regionalnych,
zaleciła wprowadzenie nauczania większości przedmiotów w języku litewskim,
rozszerzenie sieci szkół litewskich na Wileńszczyźnie, a także prowadzenie
specjalnej rekrutacji nauczycieli do tych szkół. Przy czym eliminuje się
angażujących się w sprawy narodowościowe, a przyjętym zapewnia lepsze
wynagrodzenie. I program ten jest powoli, ale konsekwentnie realizowany.
Ciosy w polską oświatę
W 1992 r. litewskie ministerstwo oświaty nakazało wycofanie ze szkół polskich
podręczników, które zostały przygotowane w Polsce w ramach wsparcia dla polskiej
mniejszości. Litwini wydali wówczas książki w języku polskim, ale były one mocno
krytykowane przez stronę polską, albo – jak w przypadku podręcznika do historii
– ze względu na odmienną interpretację wydarzeń, albo za niski poziom
polszczyzny. Pod koniec lat 90. zaprzestano druku polskojęzycznych podręczników
na Litwie, a w 2002 r. władze tego kraju oświadczyły, że nie mają środków na ich
wydawanie. Choć w kolejnych latach pojawiały się nowe wydania podręczników w
językach mniejszości, wciąż są olbrzymie braki w książkach do przedmiotów
humanistycznych, szczególnie w starszych klasach (VII-XII). Litwini przytaczają
argument finansowy, że produkcja podręczników w językach mniejszości jest
droższa i nieopłacalna, szczególnie w dobie kryzysu.
Język polski przez dziesięciolecia był obowiązkowym przedmiotem na maturze w
polskich szkołach na Litwie. Jednak w 1998 r. odebrano egzaminowi maturalnemu z
języka polskiego status obowiązkowego i stał się on jednym z egzaminów do
wyboru. W wyniku protestów polskiej mniejszości rok później wprowadzono
regulację, że o losach egzaminu maturalnego z języka polskiego – czy ma być
obowiązkowy, czy fakultatywny – miała decydować rada szkoły składająca się z
nauczycieli, rodziców i uczniów. Ponieważ rady w zdecydowanej większości uznały,
że matura z języka polskiego ma być obowiązkowa, władze litewskie zaproponowały,
aby uczniowie sami o tym decydowali, skoro skończyli 18 lat i są dorośli.
Należy także zauważyć, że język polski w pewnym momencie zniknął z listy
egzaminów, z których ocena była brana pod uwagę przy rekrutacji na wyższe
uczelnie litewskie. Oznaczało to w rzeczywistości, że każdy uczeń, który
wybierał język polski, musiał zdać jeden egzamin więcej, gdyż i tak musiał
zaliczyć egzaminy z tych przedmiotów, które znajdowały się na liście egzaminów
dających punkty na studia. To oczywiście zniechęcało część uczniów do wyboru
języka polskiego na maturze, gdyż oznaczało jeden egzamin więcej i dodatkową
naukę.
W latach 90. władze litewskie zainicjowały na Wileńszczyźnie rozbudowę
infrastruktury szkolnej, która nie była podporządkowana samorządowi, ale
wyjątkowo administracji rządowej. W każdej wsi i w każdym miasteczku, gdzie
funkcjonowała polska szkoła, często w budynkach pamiętających czasy Marszałka
Józefa Piłsudskiego (szkoły ogrzewane piecami kaflowymi), miała powstać
nowoczesna szkoła litewska. I gdy na terenach rdzennie litewskich infrastruktura
szkolna pozostała przeważnie w opłakanym stanie, jak grzyby po deszczu na
Wileńszczyźnie zaczęły wyrastać ogromnym nakładem środków nowoczesne szkoły
litewskie z wielkimi salami gimnastycznymi, basenami i pracowniami naukowymi.
Aby w początkowym okresie przyciągnąć do tych szkół polskich uczniów, rodzice w
zamian za posłanie dziecka do litewskiej szkoły mieli wypłacane 100 litów
miesięcznie, co dla rodzin biedniejszych było nie do pogardzenia. Dzieciom z
tych szkół zagwarantowano bezpłatne wyżywienie, zaś dzieci z polskich szkół
musiały płacić za możliwość korzystania z basenów przy szkołach litewskich.
12 marca 2008 r. rząd litewski podjął uchwałę nr 257 zakładającą zwiększenie
liczby uczniów w klasach (tzw. kompletacja klas) i pozbawiającą samorządy prawa
utrzymania klas z mniejszą liczbą uczniów. Mogło to doprowadzić do likwidacji
wielu klas i małych wiejskich szkół, które nie miały wymaganej w uchwale liczby
uczniów. I faktycznie w tych rejonach, gdzie Polacy w samorządzie stanowili
mniejszość (np. w rejonie trockim), łączono małe szkoły polskie i litewskie, co
prowadziło do faktycznej likwidacji szkół z polskim językiem nauczania. Jednak
samorządy rejonu wileńskiego i solecznickiego, gdzie Polacy mają większość,
bardzo długo, nawet pod presją kar finansowych, nie rozwiązywały małych klas i
nie likwidowały niewielkich wiejskich placówek oświatowych, jeśli te nie
spełniały standardów określonych w uchwale.
Mimo parasola ochronnego władz samorządowych, zdominowanych przez Akcję Wyborczą
Polaków na Litwie, działania władz litewskich spowodowały spadek liczby uczniów
w polskich szkołach. Jeszcze w 2002 r. do polskich szkół uczęszczało ok. 60
proc. polskich dzieci, a obecnie w szkołach litewskich, gdzie nie ma języka
polskiego, uczy się mniej więcej połowa polskich dzieci, w tym wszystkie dzieci
pracowników tych placówek (warunek zatrudnienia polskiego nauczyciela czy innego
pracownika w litewskiej szkole).
Szkolnictwo wyższe z problemami
Wileńszczyzna po okresie komunizmu odziedziczyła jedną szkołę mającą charakter
uczelni wyższej, która obecnie mieści się w Białej Wace w rejonie solecznickim.
Mowa tu o Wileńskiej Wyższej Szkole Rolniczej, która od ponad pół wieku kształci
niemal wyłącznie polską młodzież z terenów wiejskich, przygotowuje kadry dla
miejscowej gospodarki rolnej. Nauka większości przedmiotów odbywa się w języku
polskim w dwóch pionach: niższym – dla młodzieży, która w ciągu trzech lat ma
szansę uzyskać świadectwo dojrzałości i zdobyć zawód, i wyższym – kształcącym
młodzież po maturze na kierunkach: agrobiznes, serwis samochodów, agroturystyka.
Problem polega na tym, że Litwini w sensie prawnym nie mogą się zdecydować, czy
szkoła ta ma charakter szkoły wyższej, półwyższej, pomaturalnej czy tylko
"podwyższonej", bo i takie określenia się pojawiały. Szkoła ta jest
niedofinansowana, mieści się w starych budynkach, a młodzież wiedzę praktyczną
zdobywa na przestarzałym sprzęcie rolniczym. W powszechnym przekonaniu szkoła
wegetuje i bez należytego wsparcia materialnego nie będzie się rozwijała.
W latach 90. Stowarzyszenie Naukowców Polaków Litwy podjęło próbę założenia
Uniwersytetu Polskiego w Wilnie. W 1998 r. uniwersytet został zarejestrowany,
jednak nie jako uczelnia wyższa, na co nie było zgody oświatowych władz
litewskich, ale jako prywatna instytucja wyższej użyteczności publicznej. Szkoła
ta nie uzyskała zatem pełnych uprawnień uczelni wyższej. Kształciła młodzież
akademicką, której jednak nie miała prawa nadawać stopni licencjata i magistra.
Studenci Uniwersytetu Polskiego w Wilnie musieli kontynuować naukę na uczelniach
w Polsce i na nich uzyskiwać dyplomy. Studiowanie w systemie: trzy lata w Wilnie
i dwa lata w Polsce nie było jednak atrakcyjne, gdyż władze litewskie odmawiały
uznawania uzyskanych w ten sposób dyplomów, co utrudniało znalezienie pracy w
administracji. Wobec trudności piętrzonych przez władze litewskie i problemów z
naborem studentów szkoła zakończyła działalność.
Po uchwaleniu przez Sejm litewski w 2003 r. nowej ustawy o szkolnictwie wyższym
pojawiła się formalna możliwość założenia na Litwie filii publicznej polskiej
uczelni. Podjęte przez stronę polską rozmowy przyniosły efekt dopiero za rządu
Jarosława Kaczyńskiego. 9 czerwca 2007 r. władze Republiki Litewskiej podjęły
decyzję o udzieleniu Uniwersytetowi w Białymstoku zgody na utworzenie Wydziału
Ekonomiczno-Informatycznego w Wilnie. Jednak także filia polskiej uczelni
publicznej miała początkowo problem z uzyskaniem statusu akademickiego. Ponieważ
Litwini traktowali filię jako oddział zagranicznego przedsiębiorstwa, szkoła
musiała płacić podatki i nie można było czynić na nią 2-procentowych odpisów
podatkowych, jak na każdą placówkę oświatową. Zmieniło się to dopiero po
interwencjach i długich negocjacjach. Również nie od razu studenci filii zostali
uznani za studentów litewskich i mogli np. korzystać ze zniżek w komunikacji
miejskiej, a także uzyskiwać stypendia państwowe. Jednak obecnie sytuacja
formalnoprawna uczelni jest już uregulowana, a jej bogata oferta programowa, jak
również stosunkowo niskie czesne powodują, że staje się konkurencyjna wobec
uczelni litewskich. Niemniej w związku z problemami z siedzibą (Litwini nie chcą
udzielić zgody na budowę siedziby szkoły na terenie, którym uczelnia dysponuje,
twierdząc, że jest zbyt blisko centrum Wilna), rozwój Wydziału
Ekonomiczno-Informatycznego w Wilnie stoi pod dużym znakiem zapytania.
Ostatnia walka o polskość?
Litwini, widząc, że dotychczasowe działania nie przynoszą oczekiwanego efektu,
postanowili przeprowadzić znacznie głębszą reformę oświaty. Uchwalona w marcu
br. ustawa o oświacie zakłada m.in., że w szkołach z polskim językiem nauczania
na Litwie wprowadzone zostanie obowiązkowe nauczanie niektórych przedmiotów w
języku państwowym (historia i geografia Litwy, wiedza o społeczeństwie i
wychowanie patriotyczne), a liczba przedmiotów nauczanych w języku litewskim
będzie wzrastała w starszych klasach. Skreślono też ostatecznie egzamin z języka
polskiego z listy egzaminów obowiązkowych w szkołach z polskim językiem
nauczania, a także zlikwidowano egzamin z języka polskiego na małej maturze (po
ukończeniu szkoły podstawowej). Ustawa zakłada również ujednolicenie egzaminu
maturalnego z języka litewskiego dla uczniów ze szkół polskich i litewskich od
2013 r., co stawia na uprzywilejowanej pozycji uczniów szkół litewskich.
W ramach reformy postanowiono przeprowadzić tzw. optymalizację sieci placówek
oświatowych. Wprowadzono zasadę pierwszeństwa w zachowaniu i utrzymaniu szkoły
średniej z językiem litewskim w miejscowościach wiejskich, gdzie wystąpi
zjawisko zmniejszenia się liczby uczniów (brak kompletów klas) i trzeba będzie
którąś szkołę zamknąć. To oznacza – pisali polscy posłowie na Sejm RL – "że
zagwarantowane nauczanie w języku ojczystym pozostanie na poziomie tylko szkoły
początkowej, a nie szkoły średniej, jak było dotychczas, oraz że małe wiejskie
szkoły średnie z litewskim językiem nauczania mają być ustawowo przymusowo
zachowane kosztem szkół z polskim językiem nauczania".
Zgodnie z nową ustawą o oświacie, jeśli nawet dzieci polskie będą tłumnie
uczęszczały do polskiej szkoły, a w pobliskiej szkole litewskiej będzie
brakowało dzieci, zlikwidowana zostanie szkoła polska, a zachowana szkoła z
państwowym językiem nauczania. W konsekwencji dzieci ze zlikwidowanej szkoły
polskiej trafią przymusowo do szkoły z litewskim językiem nauczania, a zatem
będzie pogłębiał się proces ich lituanizacji.
To właśnie regulacje nowej ustawy o oświacie spowodowały najnowsze protesty
Polaków z Wileńszczyzny. Jeśli w tych zmaganiach nasi rodacy nie otrzymają
realnego wsparcia polskich władz, a także ze strony instytucji europejskich i
rządów tych dużych państw, którym bliskie są wartości demokracji i wolności,
może to być ostatnia walka o utrzymanie polskości na Litwie. Oblicza się bowiem,
że jeśli nowe prawo litewskie nie zostanie zmienione, w ciągu kilku lat aż 75
proc. dzieci polskich straci kontakt z językiem polskim w szkole, a w ciągu
dwóch pokoleń mniejszość polska, świadoma swojej odrębności narodowej i
kulturowej, skurczy się o połowę. Czyż nie tego pragną Litwini?
Dr Artur Górski
poseł na Sejm RP
