Matura z ideologii „gender”

We Francji trwa mobilizacja przeciw dopuszczeniu do szkół ideologii "gender",
która w przyszłym roku ma wejść do programu nauczania w liceach i może pojawić
się na maturze. Pod protestami podpisało się do tej pory 30 tysięcy rodziców,
zatrwożonych wizją faszerowania ich dzieci treściami o podtekście
homoseksualnym.

Program lansowany przez środowiska feministyczne i homoseksualne wywołuje
głębokie zaniepokojenie rodziców, nauczycieli, naukowców i polityków. Protestuje
przeciw niemu Kościół.
Wobec problemu szerzenia lewackiej ideologii w placówkach oświatowych nie
pozostają obojętni francuscy deputowani z Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP):
Christian Vanneste, Xavier Berton, Marc Le Fur, Jean Nesme, Jean-Claude Mignon
oraz Véronique Besse z Ruchu Na Rzecz Francji (MPF). W listach kierowanych do
ministra edukacji Luca Chatela politycy ci podkreślali, że szkolnictwo ma za
zadanie przekazać młodej generacji wiedzę umożliwiającą jej jak najlepszą
integrację w społeczeństwie, nie może natomiast zastępować rodziny,"a tym
bardziej nasączać jej, pod przykrywką wiedzy naukowej, koncepcjami typowo
ideologicznymi". Autorzy dostrzegają, żewprowadzanie konceptu "gender" do szkół
odbywa się "w kontekście laickości nauczania, gdy system chce być neutralny w
stosunku do wierzeń osobistych uczniów". Ich zdaniem, po głębszej analizie staje
się jasne, że "praktyki te są typowe dla państwa totalitarnego".
Chistian Vanneste w artykule opublikowanym na łamach "Liberté Politique"
zaznaczył, że nawet niektórzy prominentni propagatorzy ideologii "gender" w
Stanach Zjednoczonych zmieniają ostatnio swoje stanowisko. "Nie jest potrzebne
nauczanie tej teorii, która stoi w sprzeczności z najbardziej elementarną wiedzą
naukową, ale także poglądami ogromnej większości rodziców dotyczącymi wychowania
ich dzieci" – konkluduje Vanneste.
Psycholog i psychiatra Jacques Arénes zwraca uwagę, że teoria "gender" nie ma
nic wspólnego z prawdą i nauką. Z kolei prof. Xavier Lacroix, teolog, zauważa,
że teksty wprowadzane do szkolnych podręczników biologii są przewrotne, bo pod
płaszczykiem wiedzy przemycają elementy tej teorii, która głosi, że rozróżnianie
płci człowieka jest czystą konstrukcją socjalną. Ten koncept jest w wielu
krajach podstawą dla forsowania legalizacji homozwiązków.

Nauka o życiu ma płeć?
W debatę włączyła się Christine Boutin, przewodnicząca Partii
Chrześcijańsko-Demokratycznej. W liście otwartym do ministra edukacji wyraziła
oburzenie i wielki niepokój w obliczu zawartości nowych podręczników do "nauki o
życiu i ziemi", stawiając jednocześnie pytanie: Jak można przedstawiać w
książkach, które chcą uchodzić za naukowe, ideologię ignorującą rzeczywistość,
czyli odmienność seksualną między kobietą i mężczyzną? "Nie możemy zgodzić się
na to, by szkoła stała się miejscem propagandy, tubą ideologiczną, gdzie
dorastający człowiek będzie wzięty w zastaw przez mniejszościową grupę mającą
błędną wizję "normalności", której nie podziela społeczeństwo francuskie" –
napisała Boutin.
Mimo zebrania 30 tys. podpisów pod petycją "Szkoła zdezorientowana" Luc Chatel
odmawia jakiegokolwiek dialogu. Ministerstwo twierdzi, że wytacza mu się
nieuczciwy proces, a rozszerzenie nauczania o społecznym wymiarze seksualności
ma na celu "walkę z homofobią". – Książki, wprowadzając kwestie orientacji
seksualnej, mówią, że społeczeństwo rozpoznaje nas jako mężczyznę lub kobietę,
ale każdy może mieć relacje z osobą tej samej płci lub płci przeciwnej –
stwierdził Jean-Michel Blanquer, dyrektor generalny szkolnictwa, który także nie
widzi powodu, by podjąć polemikę. – Powód jest podstawowy, bo wizja relacji
seksualnych w wydaniu ministerstwa jest diametralnie różna od chrześcijańskiej
wizji kobiety, mężczyzny i rodziny – ripostuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem"
Jean-Pierre Maugendre, przewodniczący stowarzyszenia Odrodzenie Katolickie. Jak
dodaje, nowy program nauczania zagraża podstawom francuskiego społeczeństwa.
Pomysły ministerstwa edukacji popierają lewackie nauczycielskie organizacje
związkowe, takie jak Snes-FSU i Unsa-Education, stojące na stanowisku, że
Kościół nie może nawet wyrażać swojej opinii dotyczącej programu szkolnego,
którego celem jest formacja "obywateli", a nie "wierzących", bo byłoby to
pogwałceniem rozdziału Kościoła od państwa.
Natomiast Dyrekcja Szkolnictwa Katolickiego zwróciła się do kadry
nauczycielskiej z prośbą o wybranie odpowiednich podręczników dla licealistów,
wskazując na szkodliwość nowych książek, niestety obowiązkowych w szkołach
państwowych.
 

Franciszek L. Ćwik

drukuj