Nagrody za awaryjne lądowanie

Załoga samolotu Jak-40 wioząca polską delegację do Kijowa, która po
stwierdzeniu usterki maszyny, zgodnie z procedurami, przerwała wykonywanie
zadania i zawróciła na lotnisko, otrzymała wyróżnienie. Zastanawia, czy
szefostwo 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego bardziej doceniło
umiejętności pilotów, czy też ich gotowość do służby na maszynach kończących
swój techniczny żywot.

Tydzień po feralnie rozpoczętym locie do Kijowa polskiej delegacji na pokładzie
samolotu Jak-40 dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego wyróżnił
załogę samolotu, która "wykonując lot z Warszawy do Kijowa, stwierdziła po
starcie z Lotniska Chopina usterkę techniczną samolotu". Jak informuje specpułk,
"zgodnie z obowiązującymi procedurami załoga samolotu przerwała wykonywanie
zadania i wylądowała na lotnisku startu". Jak czytamy w uzasadnieniu, "dzięki
umiejętnościom załogi, która podjęła kroki, ażeby nie dopuścić do sytuacji
szczególnej, samolot wylądował bezpiecznie na warszawskim Okęciu". W skład
załogi wchodzili: mjr Marek Waszczyszyn – dowódca, por. Daniel Brzoskowski –
drugi pilot, chor. Robert Dzikoń – technik pokładowy.
4 lipca samolotem Jak-40 na Ukrainę wylecieli urzędnicy Kancelarii Prezydenta
Bronisława Komorowskiego prowadzący przygotowania do spotkania prezydenta RP z
Wiktorem Janukowyczem. Na pokładzie rządowej maszyny leciało 13 osób, w tym
Jacek Michałowski, szef Kancelarii Prezydenta, Jaromir Sokołowski,
odpowiedzialny za sprawy zagraniczne, oraz Andrzej Kunert, sekretarz Rady
Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Po starcie załoga stwierdziła usterkę
techniczną związaną z hermetyzacją kabiny. Piloci przerwali wykonywanie zadania,
zawrócili na Okęcie, a delegacja udała się do Kijowa przygotowanym wcześniej
samolotem zapasowym. Wiadomość o awarii polskiego samolotu rządowego ujawnił
Serhij Lowoczkin, szef administracji prezydenta Ukrainy. Dopiero później fakt
wystąpienia awarii potwierdziły Siły Powietrzne.
W ocenie pilotów wojskowych, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik", usterka
związana z hermetyzacją kabiny nie jest groźna, nawet jeśli przydarzy się na
dużej wysokości. Wówczas należy wyposażyć pasażerów w maski lub przenośne
aparaty tlenowe. – Tego typu usterki przeważnie jednak wychodzą po starcie, gdy
samolot nabiera wysokości, lub podczas lądowania. To niegroźna awaria, a do
wysokości 4000 metrów, nawet bez masek tlenowych nic nikomu nie grozi – zauważył
nasz rozmówca. W jego ocenie, jeśli usterka zdarzyła się po starcie z Okęcia,
załoga, wracając na lądowisko, podjęła słuszną decyzję. Gdyby tego typu awaria
zdarzyła się w dalszej odległości od macierzystego lotniska, załoga mogłaby
obniżyć lot i poszukać bezpiecznego lądowiska lub kontynuować lot na lotnisko
docelowe, zgodnie z przyjętym planem. Faktem jest jednak, że służące w 36. SPLT
samoloty Jak-40 to mocno wyeksploatowane maszyny. Ich resursy techniczne wygasną
w przyszłym roku. Niestety, resort obrony nie ma w tej chwili pomysłu na to, jak
zaspokoić potrzeby sprzętowe specpułku w sposób umożliwiający realizowanie misji
pułku związanej z transportem powietrznym VIP-ów. Co istotne, obecnie w
Federacji Rosyjskiej samoloty typu Jak-40 są sukcesywnie wycofywane z użytku.

 

Marcin Austyn

drukuj