Obrażać to my, ale nie nas

Z dr. hab. Karolem Karskim (PiS), wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji
Spraw Zagranicznych, specjalistą w zakresie prawa międzynarodowego, rozmawia
Paulina Jarosińska

Jak odebrał Pan zatrzymanie przez policję w Białymstoku kibiców Jagiellonii
za skandowanie hasła: "Donald, matole, twój rząd obalą kibole"? Czy rzeczywiście
w tym przypadku zaistniało "lekceważenie konstytucyjnych organów państwa"?

– Wydarzenie w Białymstoku pokazuje w pełnej krasie sposób sprawowania władzy
przez rząd Donalda Tuska. Czy ktoś tutaj nie zapatrzył się zbytnio we wschodnie
wzorce? Dyskusyjna jest kwestia słownictwa: czy słowo, za które ukarano
kilkudziesięciu kibiców, było opinią, czy zniewagą. Czy w państwie
demokratycznym można karać za wyrażanie opinii politycznych? Dlaczego na
odprawach przed imprezami sportowymi policjanci są pouczani, że ich priorytetem
nie jest wyłapywanie osób agresywnych, ale tych, które trzymają transparenty z
antyrządowymi hasłami lub skandują antyrządowe hasła? Z wielkim zainteresowaniem
czekam na wyroki w tej sprawie. Mamy do czynienia z blamażem policji. Jeszcze
niedawno policja podejmowała upokarzające działania przeciwko kibicom Legii – w
momencie kiedy nie wykazywali oni żadnej agresji. Sądy uniewinniły zatrzymane
wówczas osoby. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że obecnie jesteśmy w sytuacji,
gdy znacznie wzrosła liczba zakładanych podsłuchów przez służby specjalne.
Nikomu jednak, o dziwo, nie przychodzi do głowy, aby mówić o państwie
policyjnym. Prowadzone są także bezprecedensowe działania służb przeciwko
niewygodnym dziennikarzom.

Ciężkie oskarżenia o budowanie państwa "faszystowskiego" i "policyjnego"
wytaczane były przez dwa lata rządów PiS. Kiedy Platforma wykazuje nie do końca
demokratyczne zapędy, głos mainstreamu nie jest tak ostry…

– Kiedy padały najcięższe sformułowania ze strony polityków Platformy
Obywatelskiej, czy to w kierunku członków rządu PiS, czy prezydenta Lecha
Kaczyńskiego, to wówczas okazywało się, że mieszczą się one w granicach wolności
słowa i generalnie nikogo nie obrażają. Natomiast za jedno słowo, nieporównanie
łagodniejsze niż obelgi kierowane pod naszym adresem, można dzisiaj dostać
niezły mandat lub zostać zatrzymanym. Odnoszę poza tym wrażenie, że poważna luka
w wyciąganiu odpowiedzialności za znieważanie organów państwa wytworzyła się
właśnie za kadencji Lecha Kaczyńskiego. Tylko w czasach jego prezydentury miała
miejsce całkowita samowola, jeśli chodzi o obrażanie głowy państwa. Wykształciło
się wówczas orzecznictwo pozwalające na wszelkie sformułowania, które padały z
ust prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej lub osób ją wspierających.

Ekipa Donalda Tuska aktywizuje się w walce z jakimś zjawiskiem tylko w dwóch
przypadkach: gdy dla potrzeb przemilczenia opłakanych skutków własnych decyzji
trzeba wygenerować jakiś sukces albo gdy inkryminowane zjawisko zaczyna dotyczyć
samego rządu. Drugi przykład widać w walce z agresją w internecie – rozpoczęto
ją, gdy Radosław Sikorski zorientował się, że ktoś go obraził. Przez cały rok
obrażano rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej, i jakoś zjawiska języka
nienawiści w sieci nie było.

– Widzimy tu wyraźnie, że politycy Platformy działają według zasady Kalego, w
tym wypadku: "Obrażać to my, ale nie nas". Słynne już "dorzynanie watah",
"bydło" czy "dyplomatołki" są tego najlepszą egzemplifikacją. Pamiętamy też, gdy
Radosław Sikorski mówił o Lechu Kaczyńskim, że prezydent może być niski, ale nie
mały.

Czemu mają służyć takie akcje, jak walka z kibicami?
– Ostatnie działania rządu postrzegam pod kątem pewnej desperacji Donalda Tuska.
Moim zdaniem, ekipa rządząca zdaje sobie sprawę z tego, że władza wymyka się jej
z rąk. Nie mają programu, nie mają merytorycznych argumentów, muszą więc szukać
po omacku jakichś doraźnych PR-owskich rozwiązań, dzięki którym mogą zyskać
medialnie. PO jest klasyczną partią władzy – właśnie na władzy jej najbardziej
zależy. Nie interesuje jej w gruncie rzeczy to, jak najlepiej służyć Polsce.
Platformie chodzi o to, jak utrzymać się przy władzy. I tylko do tego potrzebuje
takich wymyślonych akcji, typu walka z dopalaczami czy kibicami. Wpisują też do
ustawy kastrowanie pedofilii, choć czynią to tak nieudolnie, że nikt do dziś nie
słyszał o jakimkolwiek wykastrowanym pedofilu. Racja funkcjonowania rządu w tym
momencie się załamuje – coraz mniej mają "atrakcyjnych" pomysłów. Efektem tej
frustracji w szeregach PO jest agresja, która prowadzi do takich sytuacji, jak
ta w Białymstoku. W rezultacie Polska przesuwa się w praktykach bardziej na
wschód.

Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało, że zamierza się zająć tą sprawą na
posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

– Tak, ponieważ jest to zdarzenie, które poważnie każe zastanowić się nad
funkcjonowaniem instytucji odpowiedzialnych za porządek publiczny. Tą sprawą
należy się zająć właśnie z racji pewnych wątpliwości prawnych. Także Fundacja
Helsińska zaczęła interesować się tym zdarzeniem pod kątem tego, czy zasadny był
w tym przypadku zarzut o lekceważenie konstytucyjnych organów państwa, czy można
karać za krytykę władzy. Chciałbym w tym miejscu podkreślić jeszcze jedną
istotną sprawę, która łączy się ściśle z tym spektaklem partii rządzącej. Proszę
zauważyć, że obóz Tuska ma obsesję – im się wszystko kojarzy z faszyzmem, a już
najbardziej wszystko to, co robi Prawo i Sprawiedliwość. W sytuacji gdy sami
podejmują działania odległe od standardów demokratycznych, oskarżają nas o
sianie nienawiści i faszystowskie poglądy. Przecież to najgorsza zniewaga.
Faszyzm był totalitarnym ustrojem, w ramach którego wymordowano miliony ludzi.
Manifestowanie z pochodniami kojarzy się im jednak nie z paradą z pochodniami,
którą zorganizowała łódzka PO z okazji wejścia Polski do UE, a z nazizmem.
Prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz nawet projekt Pomnika Światła kojarzy się z
faszyzmem, ponieważ pierwszy świetlny pomnik miał podobno powstać w
nazistowskich Niemczech, a jego autorem miał być nazistowski architekt Albert
Speer. To już zakrawa na obsesję. Chcę przy tym przypomnieć, że to członek PiS
Marek Rosiak został zabity w Łodzi przez byłego członka PO tylko za to, że był
członkiem naszej partii. Moje pytanie: kim są ludzie, którzy nami rządzą, i
dlaczego wszystko kojarzy im się z faszyzmem? Jeśli ktoś operuje w debacie
publicznej takimi argumentami, to ją po prostu spłyca. Jeśli natomiast chodzi o
sprawę zatrzymania kibiców w Białymstoku, wyraźnie widzimy, do czego najbardziej
tęskni Donald Tusk, a o co konsekwentnie oskarża opozycję.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj