W Bykowni ginęły też kobiety
Ponad 500 przedmiotów znaleźli do tej pory polscy archeolodzy w Bykowni na
Ukrainie. To tylko potwierdza, że w zbiorowych grobach ofiar zbrodni NKWD
spoczywają polscy oficerowie z listy katyńskiej. W jednej z mogił znaleziono też
kilkanaście par damskich butów, co dowodzi, że Sowieci aresztowali i mordowali
również żony polskich oficerów.
W Bykowni pod Kijowem do lipca 1941 r. w lesie mieścił się tajny cmentarz NKWD,
gdzie stalinowscy oprawcy pod osłoną nocy grzebali ciała osób rozstrzelanych w
kijowskich więzieniach. Łącznie spoczywa tam ok. 150 tys. ofiar komunizmu
różnych narodowości, wtym ok. 3,5 tys. polskich ofiar zbrodni katyńskiej. Mordu
dokonano z rozkazu najwyższych władz ZSRS z 5 marca 1940 r.; tej samej, której
skutkiem było ludobójstwo w sumie ok. 22 tys. Polaków m.in. w Katyniu, Charkowie
i Twerze. Ekshumacje w Bykowni przeprowadzono w 1971, 1987 i 1989 roku. Choć
wskazywały one, że spoczywają tam Polacy, głośno nie wolno było o tym mówić.
Pierwsze już oficjalne badania polskich archeologów w Bykowni rozpoczęły się na
początku obecnego stulecia. W rezultacie starań Rady Ochrony Pamięci Walk i
Męczeństwa jej ukraiński odpowiednik – Komisja ds. Upamiętnienia Ofiar Represji
Politycznych i Ofiar Wojny w 2001 r. wyraziła zgodę na przyjazd polskich
archeologów do lasku pod Kijowem. Prace tam rozpoczęte trwały krótko, ale
wystarczająco, by potwierdzić, że w Bykowni spoczywają polscy żołnierze.
Kolejne, równie krótkie i także niedokończone rekonesansy archeologiczne
przeprowadzone w 2006 i 2007 r. pozwoliły odkryć zbiorowe mogiły z ludzkimi
szczątkami, w tym czaszki przestrzelone w sposób charakterystyczny dla NKWD. W
łącznie zbadanych 53 polskich grobach archeolodzy znaleźli ok. 4 tys.
przedmiotów pochodzenia polskiego i zachodnioeuropejskiego. Nie natrafiono na
przedmioty ukraińskie czy sowieckie. Wśród tych rzeczy były m.in. nieśmiertelnik
sierż. Józefa Naglika oraz grzebień z wyrytymi nazwiskami Polaków zamordowanych
przez NKWD. Były tam także fragmenty umundurowania, polskie buty wojskowe,
guziki z orzełkiem, medalik, polskie monety czy szczoteczki do zębów z polskimi
nazwiskami. W jednej z mogił znaleziono też kilkanaście par damskich butów, co
dowodzi, że Sowieci aresztowali i mordowali również żony polskich oficerów.
W ramach rozpoczętych 4 maja br. prac archeologiczno-ekshumacyjnych w Bykowni
zleconych przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zespół polskich naukowców
ma do zbadania ok. 90 zbiorowych mogił, w tym groby polskich oficerów, m.in. z
tzw. ukraińskiej listy katyńskiej. Jak podkreśla prof. Andrzej Kola z Instytutu
Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który nadzoruje
poszukiwania w Bykowni, efekty dotychczasowych prac wydają się potwierdzać
wcześniejsze przypuszczenia i badania przeprowadzone w latach minionych. –
Liczymy, że do końca czerwca, a więc do wyznaczonego terminu zakończenia naszych
prac, zrealizujemy nakreślone cele – ocenia prof. Kola. Archeologom udało się
już odnaleźć ok. 500 różnych przedmiotów, w tym identyfikator polskiego
policjanta z Krakowa wydany w Warszawie oraz guziki wojskowe z orzełkiem,
ponadto złotą obrączkę, na której widnieje data ślubu z 1927 roku. –
Zakończyliśmy prace przy 26 grobach, a prace przy 7 są jeszcze w toku. W tym
zakończyliśmy prace przy 8 polskich grobach, a prace przy dwóch kolejnych,
ewidentnie polskich mogiłach, na co wskazują polskie przedmioty, są w toku –
wylicza prof. Andrzej Kola. Jak podkreśla, wśród ciągle odnajdowanych polskich
przedmiotów najczęściej powtarzają się guziki wojskowe, polskie monety,
szczoteczki do zębów, grzebienie, a więc to czego używali na co dzień polscy
żołnierze w sowieckim więzieniu. Przypomnijmy, że bok naukowców z Polski prace w
Bykowni prowadzą też archeolodzy z Krymu, którzy robią badania dla Anglii,
Francji czy Niemiec. Wszystkie prace prowadzone w lasku w okolicach Bykowni na
powierzchni ok. 5 ha powinny się zakończyć w czerwcu. Będzie to nie tylko
dokończenie ekshumacji polskiej strefy, ale wszystkich prac
archeologiczno-ekshumacyjnych na terenie Bykowni. Rada Ochrony Pamięci Walk i
Męczeństwa czyni starania, by na wiosnę przyszłego roku w Bykowni został otwarty
cmentarz polskich ofiar zbrodni katyńskiej. Był to także jeden z tematów
omawianych podczas niedawnej wizyty polskiej delegacji na szczeblu rządowym w
Kijowie, gdzie władze ukraińskie oznajmiły, że decyzje w sprawie budowy
cmentarza w Bykowni już zapadły. Będzie to czwarta polska nekropolia katyńska
obok Miednoje, Katynia i Charkowa.
Mariusz Kamieniecki
***************************
Z prof. Andrzejem Kolą z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika w Toruniu, kierującym pracami archeologicznymi w Bykowni pod Kijowem
na Ukrainie, gdzie spoczywa m.in. ok. 3,5 tys. polskich ofiar zbrodni
katyńskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czym różnią się prace przy badaniu mogił w Bykowni od prac w Katyniu czy
Charkowie?
– Pod względem metodycznym nie ma różnicy. Natomiast sytuacja w Bykowni jest o
tyle złożona, że w przypadku większości grobów jest to już czwarta ekshumacja,
groby są przekopane i to, co tu zastajemy, stanowi resztkę tego, czego nie
odkryto podczas wcześniejszych badań.
Co stanowi największą trudność podczas prac prowadzonych pod Pana kierunkiem?
– Największym kłopotem są sprawy organizacyjne dotyczące uzyskiwania pozwoleń.
Na Ukrainie musi być odrębna zgoda na prace archeologiczne, którą uzyskaliśmy,
ale okazało się, że dotąd nie ma zgody na prace ekshumacyjne. Wprawdzie jest ona
już załatwiana na szczeblu ministra kultury, ale biurokracja jest tu tak
ogromna, że do tej pory nie udało się jej uzyskać. Obiecują nam, że w przyszłym
tygodniu ta zgoda już będzie, mimo iż prace ekshumacyjne prowadzimy od początku
maja.
Może to skutkować przedłużeniem prac?
– Jesteśmy dobrze zorganizowani i staramy się robić swoje niezależnie od całej
tej otoczki. Myślę, że jeżeli ta zgoda rzeczywiście będzie w przyszłym tygodniu,
to prace archeologiczno-ekshumacyjne w Bykowni zakończymy w przewidzianym
terminie, do końca czerwca. Jest tyle różnych spraw towarzyszących ekshumacji,
jak chociażby kwestie związane z oczyszczaniem zabytków, szczątków kostnych czy
z prowadzeniem dokumentacji, w zakres której wchodzą zdjęcia, opisy itp. Zatem
to, co mieliśmy wykonać pod koniec pobytu na Ukrainie czy nawet już po powrocie
do Polski, robimy teraz. Powtórzę – jeżeli zgoda na prace ekshumacyjne będzie w
przyszłym tygodniu, to do końca czerwca na pewno zdążymy.
Pamiętamy, co w tym miejscu się wydarzyło, ale jako archeolodzy, antropolodzy,
profesjonaliści w poszczególnych dziedzinach traktujemy nasze prace rutynowo.
Nie staramy się zatem wnikać w sprawy emocjonalne, jakie związane są ze
stanowiskiem i wykopaliskami, jakie tu prowadzimy. Posługujemy się wypracowanymi
metodami, i tylko to nas interesuje. Poniekąd przypomina to pracę lekarza, który
nie może ulegać emocjom, ale zachować rozsądne myślenie i skupić się na
wykonywanej pracy.
Proszę opowiedzieć o odkrytych przedmiotach.
– Dotychczas odkryliśmy ponad 500 przedmiotów pochodzenia polskiego, tzw.
polonika, które identyfikują nam groby. Wśród nich są przedmioty codziennego
użytku, m.in. polskie monety, medaliki, guziki wojskowe, szczoteczki do zębów
oraz przedwojenny identyfikator należący do polskiego policjanta, wydany w
Warszawie. Mam nadzieję, że natrafimy na kolejne przedmioty, które pozwolą
ustalić personalia pochowanych tu osób.
Te rzeczy trafią do Polski?
– W tej chwili prowadzone są rozmowy, by przedmioty te trafiły do Polski. Trudno
jednak powiedzieć, czy się to uda. Na pewno nie będzie to możliwe wraz z naszym
powrotem do Polski. Są to trudne mediacje, które niestety wymagają czasu.
Biurokracja na Ukrainie jest taka, a nie inna i tego nie przeskoczymy.
Gdzie teraz będą przedmioty znalezione w Bykowni?
– Na razie zostaną zdeponowane w Instytucie Archeologii Narodowej Akademii Nauk
Ukrainy w Kijowie.
Czy Bykownia to ostatni cmentarz katyński, który kryje szczątki zamordowanych
polskich oficerów?
– Nie. To nie jest ostatni cmentarz, gdzie spoczywają szczątki polskich
oficerów, cmentarz, który należałoby zbadać i upamiętnić. Jest jeszcze Białoruś,
gdzie zamordowano Polaków z tzw. białoruskiej listy katyńskiej, ale także
Chersoń na południu Ukrainy, gdzie zamordowano prawdopodobnie nawet do tysiąca
osób.
Dziękuję za rozmowę.
