Papież upominał się o człowieka
Z Thomasem P. Meladym, byłym ambasadorem Stanów Zjednoczonych przy Stolicy
Apostolskiej, obecnie ekspertem Institute of World Politics w Waszyngtonie,
rozmawia Mariusz Bober
Kiedy po raz pierwszy spotkał Pan Jana Pawła II? Dopiero po objęciu funkcji
ambasadora USA przy Stolicy Apostolskiej?
– Jako aktywny członek laikatu katolickiego w USA spotkałem Papieża Jana Pawła
II chyba 5 albo 6 razy, zanim zostałem ambasadorem, ale zawsze w towarzystwie
innych osób. Moje pierwsze bezpośrednie spotkanie z Janem Pawłem II miało
miejsce we wrześniu 1989 roku, po formalnym przedstawieniu listów
uwierzytelniających. Choć spotkanie miało mieć charakter formalny, dla mnie było
bardzo ważne, ponieważ doświadczyłem już wówczas, jak niezwykłe cechy osobowości
posiadał Papież. Podczas 4 lat służby dyplomaty przy Stolicy Apostolskiej miałem
wiele takich bezpośrednich spotkań z Janem Pawłem II. Najbardziej znaczące, co
już opisałem, były m.in. te w sprawie Michaiła Gorbaczowa oraz obaw Papieża
dotyczących amerykańskich działań w Kuwejcie [pierwsza wojna w Zatoce Perskiej –
red.], a także podziału świata na bogatą Północ i ubogie Południe.
Uczestniczył Pan także w spotkaniu Ronalda Reagana z Ojcem Świętym na Alasce
w maju 1984 roku. Niektórzy uważają, że mogło ono zmienić losy świata.
– Rzeczywiście, spotkanie na Alasce miało duże znaczenie dla strategicznych
planów prezydenta Ronalda Reagana oraz celów polityki amerykańskiej. Niestety,
nie uczestniczyłem w bezpośrednich rozmowach.
Rozpoczął Pan służbę ambasadora przy Stolicy Apostolskiej wkrótce po
ustąpieniu z urzędu Ronalda Reagana. Jak układały się relacje między nową
administracją George´a Busha i Watykanem?
– Już w ciągu pierwszych tygodni po objęciu funkcji ambasadora USA przy Stolicy
Apostolskiej, pod koniec lata 1989 roku, zauważyłem, że prezydent Reagan
zostawił znaczący ślad w relacjach między USA a Stolicą Apostolską. Ta moja
opinia wynika głównie z nieformalnych rozmów ze współpracownikami Papieża Jana
Pawła II. Stało się dla mnie jasne, że przedstawiciele Watykanu wykazywali
przychylność, a nawet pewną sympatię dla Ronalda Reagana, przede wszystkim za
pełne wznowienie stosunków dyplomatycznych między USA i Stolicą Apostolską.
Zastanawiałem się też na początku, czy to nastawienie nie wynikało z faktu, że
zarówno Jan Paweł II, jak i Ronald Reagan przeżyli zamachy, dokonane na nich
niemal w tym samym czasie. Papież kiedyś opowiadał mi, że wystarczyło, by kula
przeszła o niecały cal dalej, a zostałby śmiertelnie ugodzony. Podobnie było –
podkreślił – w przypadku zamachu na prezydenta Reagana. Choć Jan Paweł II nie
powiedział tego wprost, wyczułem, że myślał, iż obaj zostali ocaleni dzięki
Bożej Opatrzności.
Tę przyjazną atmosferę odczuwałem w ciągu czterech lat mojej służby
dyplomatycznej.
Jaki wpływ miał Jan Paweł II na poglądy Ronalda Reagana i jego następców?
– Pamiętam, że – już po ustąpieniu z funkcji prezydenta Stanów Zjednoczonych –
Ronald Reagan spotkał się w Moskwie z przywódcami Związku Sowieckiego. Zadzwonił
do mnie z Moskwy i powiedział, że miał bardzo interesujące spotkanie z sowieckim
kierownictwem i chciałby porozmawiać o tym z Papieżem. Wkrótce potem przyjechał
do Rzymu i poprosił mnie o zaaranżowanie spotkania z Ojcem Świętym. Nie miałem z
tym większych problemów. Papież był wtedy w swojej letniej rezydencji w Castel
Gandolfo. Współpracownicy Jana Pawła II byli wręcz zadowoleni, pomagając w
przygotowaniu spotkania. Usłyszałem później, że prezydent Reagan mówił głównie o
swoich rozmowach z przywódcą ZSRS Michaiłem Gorbaczowem i jego najważniejszymi
współpracownikami. Z tego, co mi wiadomo, Ojciec Święty był bardzo zadowolony z
tej rozmowy z Ronaldem Reaganem.
Pełnił Pan służbę ambasadora USA przy Stolicy Apostolskiej w okresie
przełomowym dla losów świata – w latach 1989–1993. Z Rzymu obserwował Pan m.in.
upadek komunizmu i przemiany w Europie Środkowo-Wschodniej, mając dostęp do
informacji i opinii zarówno Stolicy Apostolskiej, jak i władz USA. Jakie są dziś
Pana refleksje na temat tamtych wydarzeń?
– Już gdy obejmowałem stanowisko ambasadora przy Stolicy Apostolskiej,
wiedziałem, że Papież zdawał sobie sprawę, iż rozpoczęły się ważne zmiany w
krajach będących dotąd pod kontrolą komunistów. Wiedziałem również – zarówno
dzięki informacjom oficjalnym, jak i nieoficjalnym – że Stolica Apostolska
pośrednio uczestniczyła w tych ważnych chwilach, kładąc nacisk w swojej
publicznej aktywności na konieczność respektowania przez wszystkich praw
człowieka i wolności religijnej.
Wraz z upadkiem komunizmu zaczął tworzyć się nowy porządek świata. Docierały
do Pana informacje, co na ten temat uważa Ojciec Święty?
– Sprawa "nowego porządku świata" pojawiała się podczas moich rozmów z Papieżem
i jego współpracownikami. Ogólnie rzecz biorąc, mieliśmy na ten temat zbieżne
poglądy. Moim zdaniem, Papież jasno wyrażał opinie, że nowy układ może oznaczać
zarówno wolność od komunistycznej dyktatury, jak i od… wolności religijnej i
poszanowania praw człowieka. To były bardzo ważne uwagi. Były jednak pewne
różnice w poglądach między Stolicą Apostolską i Stanami Zjednoczonymi w sprawie
ówczesnej Jugosławii.
Właśnie, wkrótce potem doszło do rozpadu Jugosławii i krwawej wojny, którą
Ojciec Święty próbował powstrzymać. Jak USA i pozostałe kraje zachodnie
odpowiadały na papieskie wezwania?
– Jako ambasador USA zostałem zobowiązany do informowania Ojca Świętego już w
1989 roku, że Stany Zjednoczone popierają utrzymanie zjednoczonej Jugosławii.
Wyrażane były wówczas obawy, że dezintegracja tego państwa dokonywana bezładnie
może doprowadzić do chaosu i przemocy. Dla Stolicy Apostolskiej było natomiast
jasne, że z punktu widzenia praw człowieka i wolności religijnej oraz różnic
kulturowych między narodami zachodnich Bałkanów: Słoweńcami, Chorwatami i
Bośniakami, mają oni prawo do samookreślenia swojej przyszłości. Oczywiście
Stolica Apostolska uważała, że może się to odbyć na drodze porozumień, umów
między poszczególnymi stronami. Stany Zjednoczone były przeciwne takim zmianom.
Później natomiast USA odegrały znaczącą rolę podczas porozumień pokojowych w
Dayton w 1995 r., które zakończyły konflikt w Jugosławii.
Ważnym elementem tworzenia nowych relacji międzynarodowych po upadku
komunizmu stał się podział na bogatą Północ i biedne kraje z południowej części
świata. Papież często apelował o pomoc dla ubogich krajów Afryki i Ameryki
Południowej. Czy te wysiłki Ojca Świętego wywarły wpływ na "sumienie świata"?
– W czasie całej mojej służby jako ambasadora i w latach następnych miałem
świadomość, że Stolica Apostolska bardzo poważnie traktuje problemy
socjoekonomiczne południowych krajów. Rozmawiałem na ten temat wielokrotnie ze
współpracownikami Ojca Świętego, a także z samym Janem Pawłem II. Stolica
Apostolska czuła się w obowiązku inspirować pewne zmiany. To było
charakterystyczne dla Jana Pawła II. Dlatego angażował się on we wspieranie
działań na arenie międzynarodowej zmierzających do przestrzegania praw człowieka
i wolności religijnej.
Dziękuję za rozmowę.
