Rosyjskie kłamstwo
Kłamstwo, oszustwo, fałszerstwo istnieją od tysięcy lat, od początków
ludzkości. Ale w żadnym państwie świata, nigdy i nigdzie, w sposób tak trwały i
tak cyniczny nie wprowadzono kłamstwa do polityki jak w Rosji. Co więcej – car
Piotr I, zwany przez Rosjan Wielkim, oficjalnie uznał, że kłamstwo stanowi nie
tylko rację stanu, ale wręcz doktrynę polityczną imperium rosyjskiego, które
utworzył w 1709 roku. Prezydent Ronald Reagan, zapytywany o definicję pojęcia
"imperium zła", następująco sprecyzował, co miał na myśli, charakteryzując tak
właśnie komunistyczną Rosję: "Zamiast pokoju – wojna, zamiast wolności –
niewola, zamiast prawdy – kłamstwo".
Liczne rosyjskie media, w tym najważniejsze kanały telewizji moskiewskiej, od
kilku dni intensywnie informują, że w Strzałkowie (Wielkopolska) nieznani
sprawcy przytwierdzili do kamienia upamiętniającego zjednoczenie ziem polskich w
1918 r. tablicę z napisem po rosyjsku: "Tutaj spoczywa 8000 radzieckich
czerwonoarmistów, brutalnie zamęczonych w polskich obozach śmierci w latach
1919-1921". W Strzałkowie rzeczywiście w okresie wojny polsko-bolszewickiej
znajdował się obóz jeniecki. W latach 1920-1921 w polskiej niewoli przebywało
80-85 tys. Rosjan. Według polskich danych zmarło 16-17 tys. z nich, a według
rosyjskich 18-20 tysięcy. Rosjanie umierali głównie na skutek epidemii tyfusu. W
Strzałkowie – według polskich danych – zmarło ich ponad 4 tysiące. Tablica
została przytwierdzona do obelisku, który upamiętnia 90. rocznicę odzyskania
przez Polskę niepodległości.
Ten incydent to ewidentna prowokacja agentury rosyjskiej w Polsce. W 1919 roku
Lenin – premier rządu rosyjskiego i zarazem bolszewicki dyktator, wydał rozkaz
agresji Armii Czerwonej na Polskę. Agresja ta przebiegała pod zbrodniczym
sowieckim hasłem: "Naprzód na Zachód! Przez trupa Polski do serca Europy!".
Męstwo żołnierza polskiego, geniusz strategiczny Józefa Piłsudskiego,
determinacja całego Narodu w walce z najeźdźcą zatrzymały nawałę Armii Czerwonej
15 sierpnia 1920 roku. To był "Cud nad Wisłą", który uratował Polskę i Europę. W
czasie działań wojennych Rosjanie dopuszczali się zbrodni ludobójstwa. Masowe
gwałty na polskich dziewczynach i kobietach, rabunki, podpalanie kościołów i
mordowanie księży, rozstrzeliwanie bezbronnych polskich jeńców (m.in. w
Chorzelach, Białymstoku, Zadwórzu, Kolnie), pogromy Żydów – wszystko to
stanowiło szlak bojowy sowieckich żołnierzy latem 1920 roku. Po klęsce 15
sierpnia rozbite dywizje rosyjskie w popłochu wycofały się z Polski, a do
niewoli trafili, jak po każdej wojnie, jeńcy bolszewiccy. Większość z nich
rzeczywiście nie wróciła do domu, ale nikt ich nie mordował, nie prześladował i
nie zamęczał. Część zmarła na tyfus i inne zakaźne choroby, tak jak dziesiątki
tysięcy Polaków w tym strasznym roku, kiedy na Polskę spadła, poza plagą
rosyjską, także plaga epidemii. Dziesiątki żołnierzy rosyjskich pozostały w
Polsce albo na zachodzie Europy, bo ludzie ci wybrali wolność i dobrobyt, buty,
zegarki, rowery, pracę, a także mydło i higienę, bo i tego w sowieckiej Rosji
nie było. Właśnie dlatego nie wrócili do Rosji! To rosyjskie kłamstwo,
fałszerstwo i potwarz, że rosyjscy jeńcy "zostali brutalnie zamęczeni w polskich
obozach śmierci".
Kłamstwa rosyjskie są powszechnie znane, ale też powszechnie przyjmowane i
właśnie dlatego są niebezpieczne. Niegdyś milionom ludzi wmawiano, że komunizm
jest najpotężniejszym i najlepszym ustrojem na świecie, a zbrodni ludobójstwa
nie popełniła w Katyniu Rosja, tylko Niemcy. Oczywiście, według Kremla, nie było
też IV rozbioru Polski i układu Stalina z Hitlerem 23 sierpnia 1939 roku. Przez
pół tygodnia Rosjanie kłamali w sprawie elektrowni atomowej w Czarnobylu, a
kiedy prawda wyszła na jaw, twierdzili i nadal twierdzą, że to tylko awaria, a
nie eksplozja atomowa. Kiedy zatonął flagowy okręt atomowy floty rosyjskiej
"Kursk", to prezydent Putin kłamał prawie przez tydzień, że nic takiego się nie
zdarzyło. Przykłady można mnożyć! Jeżeli Rosjanie oszukają w takich sprawach,
jeżeli oszukują własny naród, dlaczego nie mieliby kłamać w sprawie katastrofy
polskiego samolotu pod Smoleńskiem?! Jeżeli okłamują samych siebie, to dlaczego
nie mieliby tego robić wobec Polaków?!
W okresie PRL w imię sowieckiej racji stanu na rozkaz z Moskwy kłamali polscy
komuniści: Bierut, Jaruzelski, Gomułka, Gierek, Kania i inni. Cała propaganda
PZPR była w interesie Kremla, bo Polska była pozbawiona suwerenności, przy
zachowaniu pozorów niepodległości. Dzisiaj jest inaczej, m.in. w sprawie pomnika
tzw. Czterech Śpiących w Warszawie, pomnika bolszewików w Ossowie pod Wołominem,
a wreszcie rosyjskiej tablicy w Strzałkowie Rosjan wyręczają inni. Zadziwiający
komentarz na temat tej prowokacji agentury rosyjskiej w Strzałkowe zamieściła
"Gazeta Wyborcza". Według "Wyborczej", to Polacy ponoszą odpowiedzialność za
prowokację, ponieważ "…sami jesteśmy sobie winni. Taką ilość brudu i głupoty,
jaką niektóre środowiska wylały w Polsce na Rosję po katastrofie smoleńskiej,
trudno było znieść ze spokojem. Ale odwet pogarsza sytuację. Radykałowie po
jednej stronie napędzają radykałów po drugiej. Jedyne wyjście to dialog, odwaga
w podejmowaniu czasem niepopularnych decyzji. Polska płaci cenę za to, że przez
kilka miesięcy nic nie zrobiła w sprawie tablicy w Smoleńsku. Czas pokaże, czy
umieszczenie tablicy w Strzałkowie to tylko ostrzeżenie wobec Warszawy, czy też
wypowiedzenie nowej wojny na pamięć. (…) Błyskawiczne nagłośnienie tej sprawy
w rosyjskich mediach świadczy o tym, że w stosunkach z Moskwą wraca logika
zemsty wet za wet. To znak, że w Rosji do głosu dochodzą jastrzębie i
radykałowie". Czy "Gazeta Wyborcza" w sprawie katastrofy smoleńskiej zajmuje
stanowisko zgodne z rosyjską czy polską racją stanu? Czy usiłuje rosyjskie
kłamstwa wprowadzić do polskich mediów? Pozostaje też pytanie o czerwone logo
przy tytule "Wyborczej" na pierwszej stronie, logo niezwykle podobne do
czerwonej sowieckiej, komunistycznej flagi.
Józef Szaniawski
