Dwuznaczna rola Pakistanu
Poniedziałkowa akcja amerykańskich komandosów, w wyniku której zginął
znany przywódca fundamentalistycznych islamistów z Al-Kaidy Osama bin Laden,
spowodowała poważne napięcie pomiędzy USA a ich strategicznym sojusznikiem –
Pakistanem. To na terenie tego kraju, 50 km od stolicy Islamabadu znajdowała się
kryjówka terrorysty. Pojawia się coraz więcej dowodów, że pakistański wywiad
ochraniał poszukiwanego na całym świecie zbrodniarza.
Funkcjonariusze wywiadu USA i krajów europejskich są coraz bardziej przekonani,
że emerytowani i obecni pracownicy pakistańskich wojsk i agencji wywiadowczej
ISI pomagali Osamie bin Ladenowi. Jak pisze dziennik "Wall Street Journal",
przywódca Al-Kaidy ukrywał się w mieście Abbotabad w posiadłości położonej około
1,5 km od elitarnej akademii wojskowej w tym mieście. Informatorzy dziennika
twierdzą, że są to ci sami funkcjonariusze, którzy wspierali także inne
terrorystyczne organizacje mające siedziby w Pakistanie. W ostatnich latach
aresztowano wielu pochodzących z Pakistanu terrorystów, którzy organizowali
zamachy na obiekty amerykańskie. W zeszłym tygodniu wysocy rangą przedstawiciele
rządu w Islamabadzie przekonywali przywódców Afganistanu, aby zdystansowali się
od USA i nawiązali ściślejsze więzi z Pakistanem i Chinami.
Pakistan też szukał bin Ladena
Według oficjalnego stanowiska władz w Islamabadzie, Pakistan nie ma nic
wspólnego z ośrodkami muzułmańskiego terroryzmu. Premier Yousaf Raza Gilani
zapewnił w wywiadzie dla francuskiego dziennika "Le Figaro", że podległe mu
służby specjalne nie wiedziały, iż szef Al-Kaidy ukrywa się na terytorium
Pakistanu. – Istniała ścisła współpraca między CIA a ISI (pakistańskim wywiadem
wojskowym) w poszukiwaniach szefa Al-Kaidy – twierdzi Gilani, choć, jak
poinformowali Amerykanie, Islamabad nie został uprzedzony przez Waszyngton o
poniedziałkowej akcji. – Teraz, kiedy bin Laden został wyeliminowany, trzeba
wzmocnić naszą współpracę we wspólnej walce z ekstremizmem i terroryzmem. Trzeba
zapobiec temu, by ci ekstremiści mogli na nowo się zjednoczyć pod wodzą nowego
lidera, takiego jak bin Laden – dodał pakistański polityk.
Pakistańska armia w czwartek zleciła redukcję amerykańskiego personelu
wojskowego w kraju do minimum i zagroziła rewizją zasad współpracy wojskowej z
USA w przypadku przeprowadzenia kolejnej operacji podobnej do tej, w wyniku
której zginął Osama bin Laden. "Każda kolejna operacja USA, która naruszy
suwerenność Pakistanu, spowoduje rewizję stopnia współpracy wojskowej i
wywiadowczej ze Stanami Zjednoczonymi" – czytamy w oświadczeniu szefa sztabu
generała Ashfaqa Parveza Kayaniego. Zjednoczone utrzymują w Pakistanie ok. 275
wojskowych. Część z nich uczestniczy w szkoleniu armii.
Pakistańscy wojskowi przyznali jednak, że w pracy ISI były "niedociągnięcia",
jeśli chodzi o zbieranie informacji na temat miejsca kryjówki bin Ladena.
"Jednak sukcesy ISI w walce z Al-Kaidą i jej sojusznikami są znane. Ponad stu
przywódców i bojowników Al-Kaidy zostało zabitych lub aresztowanych przez ISI,
ze wsparciem CIA lub bez niego od końca 2001 roku" – głosi przekazany mediom
komunikat.
Rząd w Islamabadzie ma pretensje do Waszyngtonu również o trwające od wielu
miesięcy bombardowania baz terrorystów w Pakistanie przez amerykańskie samoloty
bezzałogowe. Operacje te zostały wczoraj wznowione po przeprowadzeniu operacji
przeciw bin Ladenowi. W położonym przy granicy z Afganistanem północnym
Waziristanie, który jest ostoją talibów i Al-Kaidy, zginęło w wyniku
amerykańskiego ostrzału rakietowego ośmiu domniemanych bojowników islamskich.
Nastroje fundamentalistyczne w Pakistanie są doskonale znane. Wczoraj w Kwecie,
na zachodzie kraju, około 1500 pakistańskich islamistów protestowało przeciwko
zabiciu przez amerykańskich komandosów bin Ladena. – Dżihad przeciwko Ameryce
nie skończy się wraz ze śmiercią Osamy. Bin Laden jest szahidem (męczennikiem).
Z krwi Osamy narodzą się tysiące innych – mówił duchowny Fazal Mohammad Baraich,
a zgromadzony tłum krzyczał "Precz z Ameryką!". Spalono również flagę USA. Jak
podkreśla Agencja Reutera, należy się spodziewać kolejnych protestów, po tym,
gdy największa partia fundamentalistów islamskich Jamaat-e-Islami wezwała do
masowych demonstracji przeciwko naruszeniu suwerenności Pakistanu przez siły
USA. W tej samej Kwecie doszło wczoraj do ataku, w wyniku którego zginęło ośmiu
szyitów, a dziesięciu zostało rannych. Za zamach odpowiedzialni są
najprawdopodobniej bojownicy sanniccy, mający w Pakistanie większość. Uważają
oni szyitów za odstępców od wiary.
Przesłuchania w Senacie
Problem Pakistanu był w czwartek tematem przesłuchań przed senacką Komisją Spraw
Zagranicznych w Kongresie USA. Według oficjalnego stanowiska administracji, nie
ma "rozstrzygających dowodów" na to, że Pakistan wiedział o miejscu pobytu Osamy
bin Ladena i mu pomagał. – Ale kraj ten musi się teraz wykazać w walce z
terroryzmem. Wciąż rozmawiamy z Pakistanem i staramy się ustalić, co wiedzieli,
a czego nie – powiedziała Michele Flournoy, doradca sekretarza obrony USA
Roberta Gatesa. Jej zdaniem, Pakistan musi przedsięwziąć "bardzo konkretne i
widoczne działania", które pokażą wolę współpracy tego państwa "jako partnera w
walce z terroryzmem", co jest warunkiem utrzymania pomocy dla tego kraju.
Flournoy odniosła się także do wysuwanych wątpliwości co do tożsamości ofiary
poniedziałkowego ataku, szczególnie po tym, gdy USA podjęły decyzję o
niepublikowaniu pośmiertnej fotografii bin Ladena. – Wszelkie wątpliwości
dotyczące jego śmierci zostaną wyjaśnione. Ludzie, którzy dziś wątpią, że on nie
żyje, prawdopodobnie spojrzeliby na zdjęcie i podważali jego autentyczność –
stwierdziła.
Władze USA podały, że znalezione w rezydencji bin Ladena materiały wskazują, iż
nawet w ukryciu pozostawał on ważną postacią w Al-Kaidzie i wywierał wpływ na
jej działalność. Według dziennika "Washington Post", CIA znała kryjówkę bin
Ladena na miesiące przed podjęciem decyzji o szturmie. Niewielka grupa agentów
miała prowadzić obserwacje z zakonspirowanego domu, a także korzystała z
pakistańskich informatorów i innych źródeł. Przy gromadzeniu danych stosowano
wszelkie możliwe metody wywiadowcze, od nadzoru satelitarnego po podsłuchy –
pisze gazeta.
Wczoraj amerykański prezydent spotkał się w bazie wojskowej Fort Campbell w
stanie Kentucky z oddziałami sił specjalnych, które brały udział w operacji, by
osobiście im podziękować za jej sukces. W czwartek Obama odwiedził tzw. strefę
Ground Zero, miejsce po zburzonych w zamachach z 11 września 2001 r. budynkach
nowojorskiego World Trade Center.
Jak podał Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA, w dziesiątą rocznicę
ataków Al-Kaidy na USA, 11 września tego roku, terroryści planowali zamachy na
amerykańską kolej. W ostrzeżeniu skierowanym do oddziałów policji w całym kraju
stwierdzono, że organizacja terrorystyczna rozważała zepsucie torów kolejowych
tak, by jadący po nich pociąg wykoleił się w dolinie lub na moście. Obecnie,
według przedstawicieli administracji, nie ma zagrożenia atakiem terrorystycznym
w USA.
Rządowe agencje badają komputery, nośniki danych i inne materiały zabrane z
rezydencji Osamy bin Ladena. Al-Kaida brała pod uwagę scenariusze różnych
ataków, jednak z pierwszych analiz wynika, że żaden z nich nie wykroczył poza
falę planowania – podała stacja ABC, powołując się na władze USA. Od schwytania
i zabicia bin Ladena w Stanach Zjednoczonych podjęto działania prewencyjne w
obawie przed potencjalnymi atakami.
Wczoraj na jednym z forów internetowych islamskich fundamentalistów zamieszczono
informację o potwierdzeniu przez Al-Kaidę śmierci swojego duchowego przywódcy.
Jednocześnie organizacja wzywa do kontynuowania "świętej wojny" – dżihadu, oraz
nazywa zabicie bin Ladena "przekleństwem dla Ameryki".
Piotr Falkowski
