Portugalia na rozdrożu

W obliczu problemów finansowych Hiszpanii przewidywania dotyczące jej
sąsiada – Portugalii, niewielkiego, położonego na peryferiach Europy państwa,
sprawdziły się, niestety, dosyć szybko. Okazało się bowiem, że po nieudanych
próbach reformowania finansów publicznych przez socjalistyczny rząd José
Sócratesa pogrążona w kryzysie gospodarczym Portugalia musiała, podobnie jak
wcześniej Irlandia oraz Grecja, prosić o wsparcie międzynarodowe instytucje
finansowe oraz Unię Europejską. Niestety, konsekwencje tej pomocy boleśnie
odczuje większość mieszkańców tego uroczego i mającego wspaniałą historię kraju.

Półwysep Iberyjski przez tysiąclecia był areną wydarzeń i procesów dziejowych,
które miały wpływ na losy Europy i świata. Tu przecież zakładali swe kolonie
Fenicjanie, Kartagińczycy, Grecy, tu znajdowała się zachodnia rubież Imperium
Romanum. Po upadku cesarstwa rzymskiego swoje królestwo zbudowali Wizygoci. W
początkach wieku VIII półwyspem zawładnęli muzułmanie. Następne kilkaset lat to
okres rekonkwisty, w czasie której powstawały chrześcijańskie królestwa
późniejszej Hiszpanii: Kastylia, Aragonia, Nawarra oraz Portugalia. Ta ostatnia
uniezależniła się od wpływów kastylijskich w wieku XII, stając się samodzielnym
państwem. Od tego czasu Portugalczycy budowali swój niezależny byt, umacniając
się pod względem politycznym, gospodarczym i kulturowym. Istotną rolę w tych
procesach odegrał również portugalski Kościół. Od roku 1415 (podbój Ceuty)
niewielka Portugalia rozpoczęła budowę swego imperium kolonialnego. Wiek XV to
czas odkrywania Atlantyku, XVI – Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku, XVII, XVIII –
Brazylii, by w wiekach XIX i XX objąć swym zasięgiem Afrykę. W początkach epoki
nowożytnej Portugalia stała się drugim po Hiszpanii mocarstwem kolonialnym.
Później jej rola nieco zmalała, gdy do gry włączyli się Holendrzy, Anglicy,
Francuzi, a sama Portugalia stała się przez 60 lat częścią monarchii
hiszpańskiej (1580-1640). Późniejsze dzieje tego kraju nie są już tak
znamienite.

Gospodarczy boom na kredyt
Broniąc się przed potężnym sąsiadem ze wschodu, Lizbona szukała wsparcia przede
wszystkim w Wielkiej Brytanii, od której uzależniła się politycznie i
gospodarczo. W 1823 r. Portugalia utraciła swą najważniejszą kolonię zamorską –
Brazylię. W roku 1910 została ustanowiona republika, a jednym z głównych
przeciwników nowego ustroju i władz stał się Kościół katolicki. Antyreligijny
klimat początków XX wieku znalazł swoje wymowne odzwierciedlenie w kontekście
objawień fatimskich z 1917 roku. Pod koniec lat 20. doszło do ostrego kryzysu
systemu republikańskiego w sferze ideologicznej, politycznej i moralnej.
Przeciwnicy republiki skupili się w tzw. Ruchu 28 maja, a ich liderem został
Antonio de Oliveira Salazar. W konsekwencji zmian politycznych utworzono tzw.
Nowe Państwo (Estado Novo), które miało charakter korporacyjny, a szczególną
rolę w życiu społecznym odgrywała rodzina.
Od roku 1974 Portugalia jest ponownie republiką. 1 stycznia 1986 r. znalazła się
w strukturach Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Ostatnie dekady XX wieku
przyniosły Portugalii znaczący rozwój gospodarczy i wzrost poziomu życia
ludności. Na scenie politycznej dominowały ugrupowania o charakterze lewicowym
(socjaldemokraci i socjaliści). Okazało się jednak, że portugalski boom oparty
był na niezbyt stabilnych podstawach. Strumień pieniędzy płynący z funduszy
europejskich wykorzystano częściowo na rozbudowę infrastruktury, częściowo
jednak środki te przeznaczano na wzrastające potrzeby rozbudowanego państwa
socjalnego oraz samą biurokrację. Portugalczycy przełomu XX i XXI wieku mieli
poczucie znaczącej poprawy swego bytu, okazało się jednak, że żyli ponad stan,
na kredyt, za pożyczone pieniądze, które dziś, kosztem wyrzeczeń, będą musieli
zwracać z odpowiednim procentem.

Mały naród, duże problemy
Bezpośrednich przyczyn obecnego kryzysu politycznego i gospodarczego w
Portugalii można doszukiwać się w decyzjach podejmowanych przez rządzących od
2005 roku socjalistów. We wrześniu 2009 r. Partia Socjalistyczna kierowana przez
José Sócratesa odniosła kolejne zwycięstwo wyborcze, utraciła jednak większość
niezbędną do samodzielnego sprawowania władzy. W marcu 2010 r. został przyjęty
budżet oraz plan oszczędnościowy zakładający redukcję wydatków socjalnych i
wojskowych, podniesienie podatków, prywatyzację mienia publicznego oraz
zamrożenie pensji urzędników państwowych. Pierwszym poważnym sygnałem
ostrzegawczym stało się obniżenie oceny portugalskiej gospodarki przez
międzynarodowe instytucje konsultingowe (kwiecień 2010), co doprowadziło do
poważnego załamania na lizbońskiej giełdzie. W tej sytuacji Sócrates
przeforsował w parlamencie ustawę o podniesieniu VAT. Jesień 2010 r. przyniosła
dalsze niepokojące wydarzenia, zwłaszcza w odniesieniu do portugalskiego długu
zewnętrznego. 15 listopada minister finansów Fernando Teixeira dos Santos
zaprzeczył, jakoby rząd negocjował wsparcie ze strony Unii Europejskiej.
Pod koniec miesiąca doszło do strajku generalnego zwołanego przez główne
centrale związkowe: Confedera÷�o Geral dos Trabalhadores Portugueses (CGTP) i
Uni�o Geral de Trabalhadores (UGT), a parlament wprowadził kolejne poprawki
budżetowe: wzrost VAT z 21 proc. do 23 proc., dalsze obniżenie pensji urzędników
państwowych do 10 procent.
Próby reformowania finansów publicznych nie przyniosły jednak spodziewanych
efektów, a wiosną bieżącego roku nastąpiła dalsza destabilizacja polityczna i
ekonomiczna Portugalii. 23 marca opozycja (od konserwatystów po marksistowską
lewicę) odrzuciła kolejny plan stabilizacyjny sprowadzający się do cięć wydatków
na służbę zdrowia oraz kolejne obciążenia podatkowe dla najlepiej zarabiających.
Oburzenie opozycji wywołał zwłaszcza fakt, że rządzący socjaliści negocjowali
zaprezentowany w parlamencie plan w Brukseli, zanim przedstawili go
portugalskiemu społeczeństwu. W tej sytuacji gabinet Sócratesa podał się do
dymisji.
Zaniepokojone rządy unijne rozpoczęły debatę nad dalszym rozwojem wydarzeń w
Portugalii oraz ewentualnością wsparcia jej sumą 75 mld euro ze wspólnotowych
funduszy. Pełniący obowiązki premier Sócrates zapewniał jednak swych
brukselskich rozmówców, że jego kraj nie potrzebuje tego rodzaju akcji
ratunkowej.
Tydzień później prezydent Portugalii, konserwatysta An�bal Cavaco Silva, ogłosił
termin przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Odbędą się one na początku
czerwca. Nie uchroniło to jednak kraju przed dalszymi zawirowaniami na rynku
finansowym. Nasiliły się spekulacje portugalskimi obligacjami, a firmy
konsultingowe co kilka dni ogłaszały alarmujące informacje o obniżaniu
wiarygodności tego państwa w zakresie spłaty długów. Zdając sobie sprawę z
powagi sytuacji, minister finansów Teixeira dos Santos, a następnie sam Sócrates
(6 kwietnia) zwrócili się do Unii Europejskiej z prośbą o wsparcie. 8 kwietnia
unijni ministrowie gospodarki i finansów przyjęli portugalski wniosek, a Komisja
Europejska oszacowała wysokość akcji ratunkowej na 80 mld euro i 122 mld
dolarów. Przypomnijmy, że wcześniej na pomoc dla Irlandii wydano 67,5 mld euro
oraz 89 mld dolarów, a dla Grecji 110 mld euro i 151 mld dolarów.
Szczegółowy plan działań ma być gotowy w połowie maja. Pierwszym krokiem
podjętym przez Brukselę stało się wysłanie do Lizbony delegacji ekspertów
Komisji Europejskiej, do których dołączyli przedstawiciele Europejskiego Banku
Centralnego oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dodajmy, że eksperci MFW
przewidują dla Portugalii ujemny wskaźnik produktu narodowego brutto (-1,5 proc.
w 2011 r. oraz -0,5 proc. w 2012 r.).
Już wkrótce się dowiemy, jakie będą ostatecznie warunki akcji ratunkowej dla
Portugalii. Jednak jaką cenę zapłacą za nią sami Portugalczycy? Jakie będą
polityczne konsekwencje finansowej zapaści tego państwa? Kto obejmie władzę w
wyniku czerwcowych wyborów? I wreszcie, czy portugalski kryzys wpłynie na
sąsiednią Hiszpanię, która również balansuje na krawędzi? Sami Hiszpanie,
powołując się na ekspertów MFW, twierdzą, że ich kraj uniknie tego rodzaju
zagrożenia, ponieważ rząd podjął na czas zdecydowane kroki uzdrawiające wydatki
publiczne. Jak donosi dziennik "ABC", zdaniem MFW produkt narodowy brutto
Hiszpanii wyniesie w bieżącym roku 0,8 proc., a w przyszłym wzrośnie do 1,6
procent. Nie jest to może wynik rewelacyjny, ale i tak sytuuje Hiszpanię przed
Grecją, Portugalią oraz Irlandią.
Pozostaje jednak jeszcze jedna niewiadoma – jak kryzys portugalski wpłynie na
problemy całej strefy euro, która już dziś, zdaniem ekspertów MFW, znajduje się
na rozdrożu.

 

Prof. Cezary Taracha
 


Autor jest kierownikiem Katedry Historii i Kultury Krajów Języka
Hiszpańskiego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

drukuj