Co nam wolno śpiewać?

Słuchając przemówienia prezydenta Bronisława Komorowskiego w święto
narodowe 3 Maja, można było odnieść wrażenie, że mówi o naszych czasach, nawet
kiedy opowiada o wydarzeniach sprzed 220 lat. Takie historyczne skróty myślowe
to wyjątkowa umiejętność, no ale prezydent jest przecież historykiem z
wykształcenia.

A więc dawniej i dzisiaj byli Polacy, którzy kochali Ojczyznę i chcieli ją
"modernizować", oraz byli i są tacy Polacy, którzy temu "nowoczesnemu myśleniu"
się przeciwstawiają. Mądrzy Polacy, prawdziwi patrioci, uchwalili Konstytucję 3
Maja, a ci źli i głupi, którzy nie chcieli państwa "nowoczesnego", przy wsparciu
"wroga zewnętrznego" doprowadzili Rzeczpospolitą do zguby.
O tym, że patriotą, a potem największym śmiertelnym wrogiem Polski okazał się
skorumpowany król Stanisław August Poniatowski i jego Familia, król, którego
kandydaturę na monarchę zatwierdziła wcześniej Rosja, o tym, że ówczesna Polska
była nieustannie rozgrywana przez Rosję i Prusy, o tym, że przed uchwaleniem
Konstytucji 3 Maja i po jej obaleniu Polska nic już w Europie nie znaczyła,
można sobie przeczytać w historycznych książkach, a nawet w Wikipedii.
Słabość tamtej Polski nie polegała tylko na tym, że ustrój państwa był zły w
kontekście naszej sytuacji politycznej (liberum veto, tron elekcyjny, przywileje
dla szlachty i mieszczan), ale i na tym, że państwa sąsiednie reprezentowały
systemy despotyczne i zaborcze. Przyszli zaborcy robili wszystko, aby te nasze
ówczesne zdobycze, o których dziś moglibyśmy powiedzieć "demokratyczne", nie
zostały zniesione do czasu likwidacji całej Rzeczypospolitej. Mieliśmy w epoce
stanisławowskiej, jak i dużo wcześniej, system władzy, który stanowił wyzwanie
dla absolutyzmu Prus i Rosji. Polska wolność stanowiła dla nich zagrożenie i na
nic zdały się nasze próby wiązania się raz z Prusami przeciwko Rosji, raz z
Rosją przeciwko Prusom. Nasi sąsiedzi uważali Polskę za niebezpieczną, gdyż zbyt
wielu obywateli Rzeczypospolitej miało wpływ na własne państwo, w tym na
własnego monarchę, stanowienie prawa, a więc i na wolności religijne.
Uchwalenie Konstytucji 3 Maja było jeszcze jednym narodowym zrywem w celu
ratowania kraju przed obcymi wpływami oraz zdrajcami Ojczyzny, ale wyrok
dziejowy na Polskę zapadł już dużo wcześniej. Wiedziała o tym Rosja, zezwalając
na zwołanie Sejmu Czteroletniego, który doprowadził do uchwalenia Konstytucji 3
Maja, wiedziały o tym Prusy – ówczesny sprzymierzeniec Polski w walce z
rosyjskim panowaniem, uznając obowiązywanie Konstytucji. Ale już wkrótce oba te
kraje wspólnie, w 1793 roku, dokonują II rozbioru Polski, a za dwa lata
całkowitej likwidacji Rzeczypospolitej.
Do naszej pięknej narodowej tradycji należy świętowanie uchwalenia Konstytucji 3
Maja, w której widzimy odwagę i determinację ówczesnych Polaków w ratowaniu
kraju i poszerzaniu wolności obywatelskich (demokratycznych). Jesteśmy dumni z
tego, że ta Konstytucja, ze względu na jej polityczny ustrój, stawia nas w
świecie na drugim miejscu po Stanach Zjednoczonych.
Łącząc z taką łatwością historię dawną ze współczesnością, prezydent Bronisław
Komorowski wyraził swój żal z faktu, że Polacy znowu śpiewają, jak w czasach
zaborów i za "komuny", "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie", zamiast
"pobłogosław, Panie", że te słowa "śpiewane są przeciwko wolnej przecież
Polsce". Z tym trudno się jednak zgodzić. Te słowa nie wyrażają przecież
sprzeciwu wobec wolnej Polski, ale raczej tęsknotę za pełną wolnością, której
ich zdaniem wciąż w naszym kraju nie ma. Jest oczywiste, że wolni Polacy mają
prawo śpiewać to, co chcą, i tak, jak czują. Poza tym kiedy już śpiewają tak a
nie inaczej, to widocznie mają ku temu jakiś ważny powód. Widocznie jest wśród
tych ludzi oczekiwanie na taką wolność, w której możliwe jest poznanie i
mówienie prawdy, w tym prawdy o tragedii smoleńskiej. Wolni Polacy mają też
prawo składać znicze i kwiaty tam, gdzie uważają to za stosowne. Nie jest to
wymierzone przeciwko wolnej Polsce, to przejaw wolnej Polski.
Prezydent wszystkich Polaków powinien starać się poznać motywy zachowania tych
swoich rodaków, którzy w dzień narodowego święta nie podzielają tak
bezgranicznego uczucia radości, jakie wyrażał w swoim przemówieniu Bronisław
Komorowski. Nawoływania do radości (aż siedem razy pada to słowo w prezydenckim
przemówieniu) i cieszenia się z Konstytucji ledwie rok po największej polskiej
tragedii po II wojnie światowej jest po prostu nietaktem. Mamy się cieszyć z
Konstytucji sprzed 220 lat, a odmawia nam się prawa do wiedzy o tym, co stało
się z prezydentem Lechem Kaczyńskim (którego Bronisław Komorowski uparcie nazywa
swoim "poprzednikiem"). Mamy się radować z wydarzenia, które było niegdyś ważne
w walce Polaków o wolność i własne państwo, a zarazem nie wolno zadawać pytań o
wydarzenie sprzed roku. Prezydenckie nawoływanie do tego, by "radość i nadzieja
3 Maja trwała w nas przez cały rok", brzmi po prostu sztucznie.
Być może będą wśród nas ludzie, którzy już zawsze będą smutni, gdy przypomną
sobie o Smoleńsku. I ci właśnie ludzie także mają prawo do używania naszych
polskich symboli, gdy domagają się prawdy na temat katastrofy. Ich postawa nie
może nikogo ranić, chyba że tych, którzy prawdę ukrywają.
Historia uczy nas, że musimy być bardzo czujni, gdy chodzi o nasze
bezpieczeństwo, a dla wielu Polaków wydaje się ono dziś zagrożone. Niewyjaśniona
katastrofa w Rosji, zbliżenie rosyjsko-niemieckie, a równocześnie słabe i źle
zorganizowane państwo polskie, z nieliczącą się armią, wyprzedanym majątkiem
narodowym, zlikwidowanym przemysłem, faktycznie osamotnione w Europie, no chyba
że ktoś całą nadzieję pokłada w Unii Europejskiej i NATO.

 

Wojciech Reszczyński
 


Autor jest komentatorem w Programie 3 Polskiego Radia SA.

drukuj