Nie uznajemy raportu MAK
Z prof. Markiem Żyliczem, członkiem Komisji Badania Wypadków Lotniczych
Lotnictwa Państwowego, ekspertem międzynarodowego prawa lotniczego, rozmawia
Anna Ambroziak
Panie Profesorze, obie strony: polska i rosyjska, zgodziły się na
procedowanie po 10 kwietnia ub.r. według załącznika 13 konwencji chicagowskiej.
W pierwszym wywiadzie dla "Naszego Dziennika" ("Konwencja a status lotu", 27
października 2010) stwierdził Pan, że oba rządy, i polski, i rosyjski – nie
wdając się w debatę na temat zadań samolotu – zgodziły się przyjąć właśnie taką
procedurę badania..
– Ponieważ była to procedura gotowa, przyjęta w drodze porozumienia obu stron.
Procedura ta została sprawdzona w setkach badań na całym świecie.
Porozumienie to było jednak przyjęte nieformalnie w trybie roboczym.
– Nieformalne porozumienia są też ważne – przewiduje to konwencja wiedeńska o
prawie traktatów z 1969 roku. Wystarczy, że oba rządy zgodziły się na
zastosowanie spisanego dokładnie aneksu 13. Oczywiście istniało już porozumienie
między resortami obrony Polski i Rosji z 1993 r., ale dawało nam ono tylko i
wyłącznie prawo dostępu do dokumentów, które nie są tajne. Nie ma tam mowy o
przesłuchiwaniu świadków, uczestniczeniu w ekspertyzach itd.
Ale przecież Krzysztof Karsznicki, szef Departamentu Współpracy
Międzynarodowej Prokuratury Generalnej, publicznie powiedział, że zobowiązanie
(ustne, nieformalne) prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który w rozmowie
telefonicznej z premierem Tuskiem zapewnił, że śledztwo w sprawie przyczyn
katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie, przez polskich i rosyjskich
prokuratorów, nie ma żadnej mocy prawnej.
– Nie znam dokładnie treści tej rozmowy, ale jeżeli nie doprowadziła ona do
jakiegoś uzgodnienia, to nie ma znaczenia prawnego. Jak wynika z pani pytania,
dotyczyło to raczej badań prokuratorskich, a nie komisji lotniczej. Ostatecznie
doszło do porozumienia – Rosjanie zaproponowali, a nasz rząd to zaakceptował, że
rosyjski rząd powierzy zbadanie wypadku komisji rosyjskiej zgodnie z aneksem 13
i przy naszym udziale. Dla nas jest istotne, że opublikowano raport MAK oraz to,
by nasz raport dał odpowiedni odpór temu, co ogłosiła gen. Tatiana Anodina.
Czy nie można było zastosować porozumienia z 1993 r. i załącznika 13 jako je
precyzującego?
– Gdyby strony tak się umówiły, to byłoby to możliwe. Widocznie jednak strony
uznały, że było to niepotrzebne i wystarczy sam aneks 13.
Środowa "Rzeczpospolita" w artykule "Błędne porozumienie rządu z Rosją",
powołując się na Pańską publikację w kwietniowym numerze "Państwa i Prawa",
miesięcznika Komitetu Nauk Prawnych PAN, napisała, że komisja Millera jest już
gotowa do podania przyczyn katastrofy.
– Dziennikarze "Rzeczpospolitej" przeinaczyli sens mojej publikacji. Autorzy
przytaczają niektóre fragmenty z mojego artykułu, ale dodają do tego swoje
wypowiedzi, co może sugerować, że to mój pogląd – a to nieprawda.
Jakie konkretnie ma Pan w tej kwestii zastrzeżenia?
– Nie zgadzam się przede wszystkim z przypisywanym mi zdaniem, że decyzja o
przyjęciu do wyjaśniania katastrofy smoleńskiej aneksu 13 konwencji
chicagowskiej była błędem. To absolutnie nie wynika z mojego artykułu w
"Państwie i Prawie", ponieważ wykazuję, że gdyby nie to, bylibyśmy skazani tylko
i wyłącznie na łaskę i niełaskę Rosjan, którzy z racji suwerenności
terytorialnej decydowaliby o tym, w jakim trybie odbywałyby się badania w Rosji.
To właśnie aneks 13 szczegółowo określa uprawnienia akredytowanego
przedstawiciela państwa, gdzie zarejestrowany jest samolot, w tym wypadku
Polski. To, że MAK nie wykonał tych postanowień i nie dopuścił nas do niektórych
dowodów – nielicznych, ale istotnych – a później nie skonsultował z nami treści
raportu, to jest tylko naruszenie tego, na co obie strony się zgodziły i co
stanowi porozumienie międzynarodowe obowiązujące między obiema stronami. Zapisy
aneksu dawały Polsce m.in. prawo przesłuchiwania i wnioskowania o powołanie
świadków. Nie wiem, co można by dodatkowego wynegocjować. W "Państwie i Prawie"
wyraźnie zaznaczyłem, że nie było na to czasu.
We wcześniejszych wywiadach dla "Naszego Dziennika" mówił Pan, że Polska może
odwołać się do ICAO. W środowej wypowiedzi dla TVP Info stwierdził Pan, że nie
musi tego robić…
– Rząd polski może przedstawić swoje zastrzeżenia do ICAO, ale dopiero wtedy,
gdy MAK wyśle tam swój raport. Ale Polska wcale nie musi się odwoływać do ICAO.
Raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) nie jest decyzją, która by
nas w jakikolwiek sposób wiązała. MAK przygotował go źle i niekompletnie. My
tego raportu nie uznajemy i nie ma żadnej potrzeby, żebyśmy się odwoływali. Nie
trzeba formalnie zaskarżać sprawy do Rady ICAO. Nasza reakcja powinna polegać na
odpowiednim nagłośnieniu sprawy w mediach i organizacjach międzynarodowych.
Innej drogi nie ma, nie zmusimy Rosji do skorygowania raportu MAK. Moim zdaniem,
Polska powinna przedstawić niedociągnięcia MAK w ICAO – czy to na zgromadzeniu
ogólnym, czy też w tej komórce ICAO, która w pewnym sensie certyfikuje
organizacje badające wypadki lotnicze. Chodzi o zwrócenie uwagi na niedostatki
MAK przy następnym audycie, który ICAO tam przeprowadzi.
Kiedy ukaże się raport komisji Jerzego Millera? Komisja ma już wszystkie
informacje niezbędne do sporządzenia raportu końcowego.
– Nie wszystkie, ale większość. Materiały komisji badającej przyczyny katastrofy
smoleńskiej, której przewodzi szef MSWiA Jerzy Miller, są już prawie kompletne.
Niektóre materiały mogą być jeszcze uzupełnione przez protokoły z przesłuchań,
które odbyły się z udziałem polskich prokuratorów, ale to nie zmieni
ostatecznego obrazu. Raport powinien być opublikowany dopiero wtedy, gdy komisja
będzie miała absolutną pewność, że ma pełny obraz katastrofy. Tego rodzaju
raporty przygotowuje się latami, tu nie wolno się spieszyć.
Dziękuję za rozmowę.
