Kulturalna ofensywa pilnie potrzebna

Jednym z wyrazów kryzysu polityki w Polsce jest to, że dopiero skandale
zwracają uwagę na stan spraw publicznych. Ujawniony w zeszłym tygodniu fakt
wydania przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych wulgarnego komiksu, który miał
promować dziedzictwo Fryderyka Chopina, czy reklama PLL LOT w niemieckim portalu
internetowym reklamująca Polskę jako kraj przyjazny seksturystyce zwróciły uwagę
na fatalny stan promocji kultury polskiej poza granicami kraju. Polityka w tej
sferze wymaga decyzji programowych oraz budowy instytucji.

W tej sytuacji nie można poprzestać na eliminacji skandalicznych praktyk
świadczących o braku godności i elementarnej kultury osób opowiedzianych za
podjęcie tych decyzji. Taka eliminacja podziała z pewnością ozdrowieńczo, ale
nie rozwiąże problemu promocji polskiej kultury poza granicą kraju.

Unikatowe dziedzictwo
W pierwszej kolejności trzeba mieć świadomość, że promocja kultury polskiej –
czy inaczej mówiąc – dyplomacja kulturalna nie jest osobnym segmentem polityki.
To zadanie będące częścią polskiej polityki zagranicznej, a jego celem jest
budowanie pozycji i prestiżu Polski w świecie. Dyplomacja kulturalna nie jest
zatem prostą mechaniczną prezentacją wydarzeń kulturalnych, tworzeniem wystaw,
organizowaniem festiwali czy koncertów. Dyplomacja kulturalna musi zatem
eksponować to, co najbardziej wartościowe w kulturze polskiej i polskim
doświadczeniu historycznym, bo tylko to budzi autentyczne zainteresowanie
cudzoziemców. Jeśli polityka w tej sferze polega na dopasowaniu się do oczekiwań
dyktowanych przez ideologiczną poprawność, efekt promocyjny będzie mizerny i
nietrwały. Polska ma wspaniałe dokonania w sferze kultury, które powinny być
przedmiotem szczególnej uwagi ludzi odpowiedzialnych za promocję. Znaczące
sukcesy promocyjne związane są zazwyczaj z prezentacją unikatowego dorobku
kulturowego, nie zaś próbą dopasowania do panujących mód. Przed kilkunastoma
laty ekspozycja "Kraj skrzydlatych jeźdźców. Sztuka w Polsce 1572-1764" cieszyła
się ogromną popularnością w USA. Wystawa prezentowała historię, sztukę i
cywilizacyjne dokonania I Rzeczypospolitej. Pierwsza wielka wieloaspektowa
prezentacja polskiej kultury podczas Europaliów w 2001 r. miała wysokie oceny. W
niemałym stopniu za sprawą ekspozycji polskiego malarstwa przełomu XVII i XIX
wieku.
Wielkim uznaniem w świecie cieszy się polska muzyka, w tej sferze jesteśmy
autentycznym mocarstwem, nie tylko ze względu na dziedzictwo Chopinowskie.
Twórczość XX-wiecznych kompozytorów – Witolda Lutosławskiego, Henryka Mikołaja
Góreckiego i Krzysztofa Pendereckiego – budzi podziw melomanów na całym świecie.
Wolno sądzić, że ten fenomen w niewystarczającym stopniu wykorzystywany jest
przez polską dyplomację kulturalną. Wbrew deklaracjom rządu zakończone niedawno
obchody Roku Chopinowskiego nie miały prawdziwie światowego rozmachu. Efekt był
nieporównywalnie mizerny w stosunku do Roku Mozartowskiego zorganizowanego z
prawdziwym rozmachem przez Austrię.

Uniwersalne przesłanie
Ofensywna dyplomacja kulturalna musi eksponować to, co w polskim doświadczeniu
historycznym ma walor uniwersalny. W tej sferze polityka historyczna przenika
się z dyplomacją kulturalną. Nie trudno wskazać na najważniejsze wątki wkładu
Polski w dzieje Europy i świata. Jednym z najciekawszych polskich doświadczeń
była Rzeczpospolita Obojga Narodów – unia z Litwą. Polska przez wiele stuleci
była krajem dającym przykład pokojowego współżycia narodów. Praktykowana przez
stulecia tolerancja, jedna z najstarszych w Europie tradycji parlamentaryzmu i
samorządności, poszanowanie dla idei prawa i jednostkowych uprawnień,
Konstytucja 3 Maja – wszystko to dostarcza nie tylko powodów do dumy, ale
pozwala na zainteresowanie naszą przeszłością cudzoziemców. Wydaje się, że idea
wolności ukształtowanej przez chrześcijaństwo znajduje centralne miejsce w
historii Polski i stanowi nasz największy wkład w dziedzictwo Europy. Wyraża to
w ogromnym stopniu XX-wieczne zmaganie Polski z systemami totalitarnymi –
nazistowskim i komunistycznym. Odparcie ataku bolszewickiego w roku 1920,
stawienie oporu Hitlerowi w 1939 roku, Armia Krajowa, Powstanie Warszawskie,
zrywy antykomunistyczne z lat 1956-1976, fenomen polskiego Kościoła, który wydał
tak wybitne postaci – ks. kard. Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II,
"Solidarność" – największy wolnościowy ruch w historii dwudziestowiecznej Europy
– to bez wątpienia te wątki polskiego doświadczenia historycznego, które mają
walor uniwersalny. Polska dyplomacja kulturalna powinna promować to
doświadczenie ze szczególną siłą. Daje to Polsce mocny tytuł do obrony praw
człowieka i zasady solidarności jako fundamentu stosunków międzynarodowych, a
także oręż do walki z egoizmem bogatych państw Europy Zachodniej.

Czekając na instytucje
Wszystko, o czym piszę, wymaga oparcia instytucjonalnego, budowy nowoczesnych
instytucji służących promocji polskiej kultury. Nie mogę zrozumieć, dlaczego
wszystkie projekty muzealnictwa historycznego znajdują się w stadium kryzysu i
żaden z nich nie zostanie ukończony w tej kadencji. Dotyczy to nie tylko Muzeum
Historii Polski, ale również Europejskiego Centrum Solidarności, które nie
powinno być przedmiotem nieufności ze strony PO. Trudno pojąć, dlaczego
zapowiadana od trzech lat przez ministra Bogdana Zdrojewskiego ustawa, która
miała nadać nowe formy dyplomacji kulturalnej i podnieść rangę Instytutu Adama
Mickiewicza, nie została skierowana do laski marszałkowskiej. Wciąż zatem
brakuje nam instytucji promocyjnej, porównywalnej rangą do Instytutu Goethego,
British Council czy Instytutu Cervantesa. Dynamiczna promocja kultury polskiej
wymaga zatem nie tylko świadomego i konsekwentnego wyboru tego, co najbardziej
wartościowe w polskiej kulturze, lecz także dobrych instytucji, bez których
promocja kultury skazana jest na ciągłą prowizorkę.
 

Kazimierz M. Ujazdowski
 

Autor jest posłem PiS, dwukrotnie sprawował funkcję ministra kultury i
dziedzictwa narodowego w latach 2000-2001, 2005-2007. Był inicjatorem
nowoczesnej polityki historycznej, powołał do życia Muzeum Historii Polski.

drukuj