Gdzie byli rządowi specjaliści 10 kwietnia?

Z Ewą Kochanowską, wdową po rzeczniku praw obywatelskich dr. Januszu
Kochanowskim, który zginął w katastrofie Tu-154M pod Smoleńskiem, rozmawia
Paulina Jarosińska

Była Pani wczoraj w Sejmie. Jak ocenia Pani to, co usłyszała podczas debaty
na temat katastrofy smoleńskiej?

– To dotyka sprawy bardzo dla mnie bolesnej. A wiem, że może być jeszcze gorzej.
Zbliżają się wybory. Zdaję sobie sprawę z tego, że sprawa katastrofy smoleńskiej
wzbudza i nadal będzie wzbudzać ogromne napięcia wśród polityków, nie tylko w
Prawie i Sprawiedliwości, partii, która straciła tyle wspaniałych osób, ale
także w partii rządzącej, która za wszelką cenę musi przekonać wyborców, że jest
kompetentna i odpowiedzialna. W wystąpieniu sejmowym Donald Tusk w sposób dość
karkołomny starał się zamienić totalną klęskę na sukces, zapominając, że należy
sobie wreszcie uświadomić kilka bezsprzecznych faktów: nie mamy czarnych
skrzynek, nie mamy wraku samolotu, prokuratura polska nie ma na czym pracować.
MAK zamknął już sprawę (!), a polska komisja pod kierunkiem Jerzego Millera
mogła tylko szachować nagraniami z wieży kontrolnej. W dalszym ciągu strona
polska nie posiada nic, a opinię publiczną, w tym rodziny ofiar katastrofy,
karmi zapewnieniami i pustymi deklaracjami i już naprawdę nie da się upierać
przy załączniku 13, bo życie pokazało, że był to ślepy zaułek. Teraz nastąpiło
jedynie przesunięcie akcentów. Przez dziewięć miesięcy słyszeliśmy o wspaniałej
współpracy ze stroną rosyjską. Okazuje się, że nasz rząd otrzymał siarczysty
policzek od Rosjan, ku memu zdziwieniu nadstawia drugi zupełnie bezzasadnie.
Wracając do kwestii, o której powiedziałam na początku, czyli do wyborów.
Społeczeństwo polskie ma prawo usłyszeć, co w innych, żywo go obchodzących
kwestiach, ma do zaproponowania administracja. Osobiście wolałabym, aby Jerzy
Miller przestał zajmować się katastrofą smoleńską, a zajął się na przykład
zagrażającą wielu naszym rodakom kolejną powodzią. Nie wierzę w żadne komisje do
zbadania katastrofy. Marzę o takiej sytuacji, w której rząd polski, i tak już
skompromitowany, zostawia kwestię katastrofy i oddaje ją specjalistom. Wyobrażam
sobie, że można np. wynająć ekspertów w danych dziedzinach, którzy znajdą
najlepsze wyjście z tej krytycznej sytuacji. Rząd powinien właśnie tak teraz
postąpić, a nie dalej grać katastrofą na własny użytek i w swoim interesie,
podczas gdy Polacy ciągle tkwią w chaosie dezinformacji. Jednocześnie rząd nie
radzi sobie z pozostałymi kluczowymi sprawami dla naszego kraju i przyszłości
społeczeństwa oraz ze sposobem komunikowania na ich temat.

Donald Tusk odpowiedział merytorycznie na jakiekolwiek pytanie, które padło z
mównicy sejmowej?

– Nie odpowiedział. Mało tego – już na tych spotkaniach z członkami rodzin
odniosłam takie wrażenie, że premier o niektórych kwestiach słyszał pierwszy
raz. Błędem było mówienie o wolnej prokuraturze, ponieważ – jak wiemy –
prokuratura wojskowa nie ma swojej reprezentacji przy prokuraturze rosyjskiej i
wszystkie jej wnioski muszą przechodzić ścieżką rządową. Mówienie o niezależnej
prokuraturze jest jakimś nieporozumieniem.
Muszę przyznać, że ani pytania w większości, ani odpowiedzi mnie nie
usatysfakcjonowały. Jako osoba żywo zainteresowana posiadam wiedzę w szeregu
spraw i znam więcej detali. Potrafię powiedzieć, w jakim momencie zachodzą
nieporozumienia. Byłam w Moskwie i słyszałam wystąpienia Ewy Kopacz i Tomasza
Arabskiego. Niedowierzając własnej pamięci, notowałam szczegółowo, kto, co i
kiedy powiedział i jakie zapewnienia padały. Jeśli chodzi o przedstawicieli
rządu, to po jakimś czasie okazało się, że wszystkie wypowiedzi Ewy Kopacz
dotyczące miejsca katastrofy wynikały z tego, że ona nie była w ogóle w
Smoleńsku, tylko w Moskwie, i mówiła to na postawie doniesień, jakie do niej
docierały. W środę natomiast nie usłyszałam niczego, co by mi naświetliło
sytuację i powiedziało więcej, niż wiem. Nawet to podstawowe pytanie, czyli o
okoliczności i zasadność przyjęcia załącznika 13 konwencji chicagowskiej jako
podstawy prawnej śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, którą trudno już
dziś bronić, nie doczekało się jasnej odpowiedzi. Teraz mamy taką sytuację, że
ICAO nie zamierza zajmować się raportem MAK, ponieważ statut lotu Tu-154M na to
nie pozwala. Odnoszę wrażenie, że nagle okazuje się, iż wszyscy są ekspertami od
wszystkiego, każdy zna się na lotnictwie, na prawie międzynarodowym. Przychodzi
mi do głowy w związku z tym banalny przykład: komu przeważnie zdarzają się
katastrofy lotnicze? Liniom lotniczym. To może warto zadzwonić do LOT i zapytać,
jak oni reagują na takie zdarzenia? Okazuje się, że istnieje organizacja
międzynarodowa, której LOT jest członkiem, płaci do niej składki i ona w
momencie jakiejś katastrofy wyrusza po ciała ofiar, szczątki i wszystko odbywa
się w jak najlepszych standardach. Czemu 10 kwietnia nie wynajęto takiej
instytucji? Wie pani, że w regulaminie tej instytucji są nawet zalecenia co do
tego, jak ma wyglądać pomieszczenie, w jakim powinno się przekazywać informację
rodzinie na temat katastrofy?

Ale część polityków i "ekspertów" zapewnia, że zarówno sekcje zwłok, jak i
chociażby sposób przechowywania wraku (łącznie z niszczeniem) przeprowadzane
były zgodnie ze standardami rosyjskimi. Taka fraza pojawiła się również w
wypowiedzi samego premiera.

– Jeżeli przyjmuje się konwencję chicagowską, to należy bez dwóch zdań wypełniać
zawarte w niej standardy. W przypadku, gdy nie są one przestrzegane, należy
złożyć skargę, nawet jeśli dotyczyłoby to MAK. Nie wystarczy mówienie: Rosjanie
tacy są. Trzeba im było patrzeć na ręce, i to bardzo szczegółowo. Teraz wychodzą
poszczególni politycy na mównicę sejmową i bawią się w ekspertów od relacji
polsko-rosyjskich i od prawa międzynarodowego. Skoro tylu jest ekspertów, to
gdzie oni wszyscy byli 10 kwietnia, kiedy byli tak potrzebni?

Premier zamiast rzeczowej dyskusji używał zbitki wyrazowej "relacje
polsko-rosyjskie".

– Jeszcze jedno słowo padało niezwykle często, a mianowicie "prawda", a prawdy z
dobrymi stosunkami polsko-rosyjskimi nie da się pogodzić. Albo skupimy się na
"współpracy" z Rosją, albo będziemy dążyć do prawdy.

Powiedziała Pani w środę, że oczekuje od rządu konkretnych wskazówek na
przyszłość, a nie ogólnych deklaracji.

– Chodziło mi o to, że Tusk, relacjonując wydarzenia z 10 kwietnia, jest mocno
spóźniony. On powinien teraz poinformować opinię publiczną, w jakiej sytuacji
Polska znajduje się po ogłoszeniu raportu MAK – co teraz należy robić. ICAO nie
chce się tym zajmować. Opowiadanie o własnym raporcie polskiej strony jest
bardziej życzeniowe, ponieważ i tak niewiele możemy z tym raportem zrobić.
Raport komisji Millera będzie tylko na użytek wewnętrzny. Patrząc na reakcję
rządu, można zapytać, czy minister obrony narodowej będzie się zajmował teraz
sytuacją w Wojsku Polskim od czasów formowania się korpusu nad Oką. Reakcja
rządu jest spóźniona i niedorzeczna. Rodziny pisały już do ICAO o tym, że MAK
nie nadaje się do zbadania tej sprawy i permanentnie narusza wytyczne załącznika
13. Właśnie zostało wystosowane kolejne pismo do tej organizacji. Najdalej po
miesiącu od przyjęcia procedury ICAO powinna zwrócić uwagę stronom, że załącznik
nie ma tutaj zastosowania. Jesteśmy zdania, że teraz ICAO nie wolno uchylać się
od odpowiedzialności i powinna ustosunkować się do raportu MAK. Rząd kompletnie
o tym nie myśli. Rodziny same muszą się tym zajmować i ja nie przestanę, bo
muszę się dowiedzieć, dlaczego ta katastrofa się wydarzyła.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj