Rząd uderzy w rodzinę?

Jednym z elementów jesiennej ofensywy legislacyjnej Platformy
Obywatelskiej mogą być propozycje zmian w ustawach o ulgach prorodzinnych i
becikowym. Minister Finansów Jacek Rostowski proponuje zlikwidować becikowe i
zredukować ulgi podatkowe na dzieci. Zdaniem ministra, oba rozwiązania "nie
podnoszą wskaźnika demograficznego". Eksperci i posłowie alarmują: ulgi
prorodzinne są potrzebne i nie można ich likwidować w imię cięć budżetowych i
oszczędzania.

Według posła Artura Górskiego (PiS), te dwie kwestie, czyli ustawa becikowa i
ulgi prorodzinne, na pewno poprawiają sytuację rodzin wielodzietnych,
szczególnie rodzin ubogich. – Nigdy nie jest tak, że tylko jeden czynnik wpływa
na zwiększenie wskaźnika demograficznego. Do tego jest konieczna mądra polityka
podatkowa, ukierunkowana na rodzinę, i różne ulgi finansowe. Widać wyraźnie, że
minister Rostowski szuka oszczędności w budżecie na dzieciach i rodzinach, a to
powinno być ostatnią kwestią, którą w ogóle należałoby rozważać, i ostatnim
źródłem oszczędności – mówi Górski. 
– Nie ma takiego kryzysu w państwie, abyśmy musieli ograniczać naszą politykę
prorodzinną, która musi być priorytetem dla władzy – podkreśla. 
Minister Rostowski proponuje, żeby zamiast becikowego zainwestować w ulgi na
trzecie i kolejne dziecko, co byłoby jednocześnie promowaniem rodzin
wielodzietnych. Ale znikłyby też ulgi podatkowe na pierwsze i drugie dziecko.
Artur Górski powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", że o rodziny
wielodzietne należy dbać w sposób wyjątkowy, ale podkreślił również, iż każde
dziecko jest szczególną wartością dla Narodu i państwa. – Pamiętajmy, że
polityka prorodzinna nie jest związana tylko z kwestią bezpośredniego wsparcia
finansowego z budżetu państwa czy z budżetu samorządów, ale powinna to być
również polityka niskich podatków – wskazuje nasz rozmówca.
Jeśli chodzi o dane, na które powołuje się minister Rostowski, według Artura
Górskiego, mogą one świadczyć o tym, że szef resortu finansów najpierw
sformułował pewną tezę, a potem wybrał te dane, które by tę tezę uzasadniały, bo
przecież są także inne wyniki badań. – Wydaje się, że minister Rostowski za
wszelką cenę stara się potwierdzić, że nie jest to decyzja polityczna ani nawet
ekonomiczna, tylko poparta statystyką. Żadna decyzja, która uderza w rodzinę i
ogranicza jej rozwój, nie może być uznana za racjonalną – konkluduje poseł
Górski.
– Nie można zgodzić się z tym, co powiedział minister finansów – uważa ks. dr
Józef Młyński, socjolog z Instytutu Nauk o Rodzinie w Łomiankach. Podkreśla, że
wszelkie formy pomocy rodzinie ze strony państwa wpływają korzystnie na wzrost
wskaźnika demograficznego. – Nie ulega wątpliwości, że państwo powinno dbać o
rodzinę, jednak obecnie można bardziej zaobserwować brak konkretnych działań ze
strony państwa, które znacznie by poprawiały sytuację demograficzną, a
zapowiedzi o odebraniu becikowego świadczą o tym dobitnie – wskazuje nasz
rozmówca. W jego opinii, bardzo ważne jest, aby umocnić politykę rodzinną
dotyczącą młodych dopiero co zawierających małżeństwa. Dziś z powodu braku
wystarczających środków na założenie rodziny przekładają oni decyzję o tym,
dlatego państwo powinno już w tym momencie wychodzić młodym ludziom naprzeciw i
tak jak to możliwe wspierać ich na tym etapie. – Jeśli chodzi o becikowe, to
można zapytać: co państwo da w zamian? Becikowe jest, owszem, doraźną, ale
bardzo potrzebną pomocą dla małżeństw na samym początku. Taką ma przede
wszystkim spełniać rolę: ma być formą odciążenia finansowego rodziców i
wspieraniem rodziny – dodaje ks. dr Józef Młyński. Argumentuje też, że jeśli
państwo chce odebrać tę formę pomocy, to powinno zaproponować alternatywę, a
zapewnienia o tym, że będzie promowanie rodzin wielodzietnych przez ulgi dla
trzeciego i kolejnego dziecka, słyszymy już od dawna i nic z tego nie wynika. –
Przede wszystkim, aby wskaźnik demograficzny wzrósł, konieczna jest szeroko
pojęta polityka prorodzinna, począwszy od wspierania na płaszczyźnie
ekonomicznej młodych ludzi – mówi ks. dr Młyński.
Z kolei dr Krzysztof Szwarc, demograf z Katedry Statystyki i Demografii
Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, podkreśla, że nie należy wzrostu
wskaźnika demograficznego uzależniać tylko od kwestii finansowych czy
społecznych. – Polityka prorodzinna jest potrzebna, ale z mojego punktu widzenia
bardzo potrzebne jest wsparcie instytucjonalne ze strony państwa. Płatne urlopy
wychowawcze, wspieranie kobiet w ciąży, tak aby nie bały się, że stracą pracę.
Tak naprawdę wzrost wskaźnika demograficznego, jeśli chodzi o liczbę urodzeń,
zależy od czynników głęboko indywidualnych, ale nie można twierdzić, że polityka
prorodzinna nie wpływa na ten wzrost w ogóle – uważa ekspert.
Do zamiaru likwidacji becikowego i ograniczenia ulg prorodzinnych krytycznie
odnosi się również poseł Mieczysław Kasprzak (PSL), członek Komisji Polityki
Społecznej i Rodziny. Powiedział on w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", że nie
można oczekiwać, by becikowe w postaci 1000 złotych było jedynym czynnikiem
podnoszącym wskaźnik demograficzny w naszym kraju. Należy, według posła,
podkreślać fakt, że zarówno becikowe, jak i ulgi były ogromnym osiągnięciem w
polityce prorodzinnej. W ocenie posła Kasprzaka, stan finansów publicznych nie
może stanowić powodu, dla którego mamy oszczędzać na rodzinie. Jak zauważa nasz
rozmówca, dotychczasowe wsparcie to zasiłek w wysokości około 60 złotych na
jedno dziecko. – Nie można wmawiać, że jest to aż tak wielka pomoc ze strony
państwa. Na rodzinie po prostu nie możemy oszczędzać – dodaje poseł.

Paulina Jarosińska

drukuj