Sikorski chciał tanio, ale mało bezpiecznie

Przetarg na zakup samolotów dla VIP-ów przygotowany i ogłoszony przez
Radosława Sikorskiego był pod stałym nadzorem niezależnych obserwatorów. Tyle że
minister Sikorski nie mówi, jak ta współpraca przebiegała i czym się skończyła.
W tej szczytnej idei związanej z obserwatorami już na początku w MON popełniono
błąd. Za swoją pracę obserwatorzy otrzymywali pieniądze od zamawiającego, a to
stoi w sprzeczności z podstawową rolą, jaką mają spełniać tacy obserwatorzy, a
mianowicie – niezależnością

Z Jackiem Kotasem, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej w
rządzie Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Anna Ambroziak

Katastrofa smoleńska ujawniła wiele niedociągnięć i zaniedbań w sferze
zaopatrzenia floty rządowej w odpowiednie samoloty. Jednocześnie pojawiły się
oskarżenia, jakoby winnym tej sytuacji był Aleksander Szczygło, minister obrony
narodowej w rządzie PiS.

– Byliśmy świadkami podłego – chcę to powiedzieć z całą mocą – podłego, bo
opartego nie na prawdzie, ale na insynuacjach, ataku na człowieka, który już nie
może bronić się sam. Aleksander Szczygło zginął 10 kwietnia 2010 roku pod
Smoleńskiem. Tuż po katastrofie niektórzy politycy PO – mam tu na myśli m.in.
ministra Bogdana Klicha, ministra Radosława Sikorskiego i wiceministra Marcina
Idzika, nie mówili wprost, ale sugerowali, że to właśnie minister Szczygło z
powodu odwołania przetargu na samoloty dla VIP-ów ponosi współodpowiedzialność
za tę straszliwą tragedię. Zarzuty, że Aleksander Szczygło jest winny braku
nowych samolotów dla VIP-ów, pojawiały się już wcześniej, natomiast po
katastrofie przybrało to postać zmasowanego ataku. Moim zdaniem, chodziło o
zrzucenie odpowiedzialności za tę tragedię na ministra Szczygłę i ucieczkę od
odpowiedzialności i winy własnej.

Jak w ostatnich latach przebiegały starania o zakup samolotów dla
najważniejszych osób w państwie?

– Postępowanie przetargowe na zakup nowych samolotów dla VIP-ów zostało
ogłoszone 26 lipca 2006 roku przez Radosława Sikorskiego jako ministra obrony
narodowej. Zostało ono odwołane 30 maja 2007 roku przez prezesa Agencji Mienia
Wojskowego, a nie ministra obrony narodowej, jak to sugerowali wcześniej
wymienieni politycy. Nie była to więc decyzja ministra Aleksandra Szczygły, ale
decyzja prezesa AMW Bartłomieja Grabskiego, a co najważniejsze – prezes zrobił
to na wniosek komisji przetargowej. Minister Szczygło akceptował i wspierał tę
decyzję, uznając zasadność stojących za nią argumentów, a jednocześnie szybko
zainicjował i prowadził prace i działania, które umożliwiłyby zakup nowych
samolotów dla VIP-ów w nowym przetargu. Tymczasem do opinii publicznej trafiała,
powtarzana przez niektórych polityków, nieprawdziwa informacja, że przetarg na
samoloty dla VIP-ów odwołał śp. minister Szczygło.

Dlaczego przetarg został jednak odwołany?
– Przede wszystkim założenia odwołanego przetargu zostały źle przygotowane. W
ogłoszonym za kadencji ministra Sikorskiego przetargu głównym kryterium była
cena samolotu. Była ona ważniejsza od kwestii bezpieczeństwa. Gdyby przyjąć
pewne proporcje, to cena dostawy, usług oraz koszty eksploatacji stanowiłyby 70
procent, a parametry dotyczące bezpieczeństwa, parametry lotno-techniczne oraz
wymagania w zakresie komfortu podróży – 30 procent. Gdyby ująć to bardziej
szczegółowo, to cena oferty stanowiła 46,7 proc. kryterium oceny oferty,
natomiast koszty użytkowania – 23,3 procent. Dla porządku podam, że
bezpieczeństwo oszacowano na zaledwie 10 procent. Przypisanie zdecydowanie
mniejszej wagi do bezpieczeństwa (a to jest przecież zasadniczy parametr w
lotnictwie, a w przewozach VIP-ów szczególnie) w stosunku do ceny samolotu i
kosztów jego eksploatacji jest ewidentnym błędem merytorycznym, nie tylko z
punktu widzenia bezpieczeństwa lotów. Zastosowane w przetargu ogłoszonym za
kadencji ministra Sikorskiego kryteria oceny ofert, wedle wielu opinii,
jednoznacznie preferowały samolot tani, o stosunkowo niskim poziomie
bezpieczeństwa i małym zaawansowaniu technologicznym, ale drogi w eksploatacji.
W takim przetargu nawet najnowocześniejszy i najbezpieczniejszy samolot nie
wygra z samolotem najtańszym. Zresztą na to zwracali nam uwagę oferenci w
zastrzeżeniach.

Jakie to były firmy?
– O ile sobie przypominam, to sześć firm wykazało zainteresowanie przetargiem,
ale po analizie warunków przetargu część z nich, zgłaszając wiele zastrzeżeń,
wycofała się. Natomiast wracając do przyczyn odwołania przetargu: ujawniono też
braki w dokumentacji postępowania przetargowego i jej ewidencjonowaniu (według
stanu na marzec 2007 r. aż 60 proc. dokumentów nie zarejestrowano w Kancelarii
AMW). Nie prowadzono protokołu postępowania, eksperci biorący udział w
posiedzeniach komisji przetargowej nie złożyli w należytych terminach oświadczeń
o braku konfliktu interesów przed rozpoczęciem negocjacji z oferentami (zostało
to zrobione ex post, w nowym składzie komisji). Prace komisji w nowym składzie
ujawniły, że zaistniały rozbieżności pomiędzy Wstępnymi Założeniami
Taktyczno-Technicznymi a Warunkami Przetargu, które to WZTT powinny były
stanowić podstawę Warunków. Przyjęta hierarchia ważności grup parametrów i cech
samolotu preferowała samoloty o wysokich kosztach eksploatacyjnych, w tym o
dużym zużyciu paliwa oraz przestarzałej konstrukcji. Chodziło o wart setki
milionów złotych przetarg na samoloty dla najważniejszych osób w państwie.
Dlatego nie można było dopuścić do kompromitacji i zarzutów m.in. o bałagan w
dokumentacji.

Minister Sikorski powtarza jednak, że to Aleksander Szczygło rozwiązał
przetarg na nowe samoloty, który Sikorski przygotował wraz ze specjalistami,
m.in. z Transparency International Polska.

– Rzeczywiście, przygotowany i ogłoszony przez niego przetarg był pod stałym
nadzorem niezależnych obserwatorów. Tyle że minister Sikorski nie mówi, jak ta
współpraca przebiegała i czym się skończyła. W tej szczytnej idei związanej z
obserwatorami już na początku w MON popełniono błąd. Za swoją pracę obserwatorzy
otrzymywali bowiem pieniądze od zamawiającego, a to stoi w sprzeczności z
podstawową rolą, jaką mają spełniać tacy obserwatorzy, a mianowicie –
niezależnością. Do tego obserwatorzy uporczywie bronili ewidentnie
nieobiektywnych kryteriów oceny, sugerowali uzupełnienie dokumentacji ex post,
nie reagowali na nieprawidłowości, a nawet ignorowanie procedur postępowania
przetargowego i zasad prowadzenia dokumentacji. Wiele mówiącym faktem o ocenie
tej współpracy jest to, że po oficjalnym podpisaniu Porozumienia o współpracy
pomiędzy MON i Transparency International Polska – stowarzyszenia działającego
na rzecz przeciwdziałania korupcji, w marcu 2007 r., za kadencji ministra
Szczygły, TI Polska poprosiło o zmianę dotychczasowych obserwatorów przebiegu
przetargu. Warto też zajrzeć do doniesień medialnych z tamtego okresu,
omawiających przetarg i jego warunki. Większość ekspertów, ale też część
oferentów, zarzucała MON przygotowanie przetargu pod konkretnego producenta,
który to producent w ich zgodnej opinii nie posiadał odpowiedniego dla przewozu
VIP-ów samolotu. Przypomnę, że – według mediów – producentem tym był Embraer, z
którym niedawno, bez przeprowadzenia przetargu, MON podpisało wartą około 200
mln zł umowę czarteru samolotów do obsługi lotów najważniejszych osób w
państwie.

Jeszcze w styczniu tego roku Aleksander Szczygło, szef Biura Bezpieczeństwa
Narodowego, wskazywał, że czarter to rozwiązanie pochłaniające tyle samo
pieniędzy, ile zakup dwóch nowych maszyn dla 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa
Transportowego.

– W opinii wielu ekspertów, rozwiązania, które wcześniej przygotowywał minister
Bogdan Klich, a po 10 kwietnia 2010 roku to, które zrealizował, jest złe z wielu
powodów, a najważniejsze z nich to brak zapewnienia odpowiedniego poziomu
bezpieczeństwa i koszty. Minister Klich nie skorzystał, nawet poprzez
modyfikację, z przygotowanych materiałów i nie ogłosił przetargu na nowe
samoloty dla VIP-ów przez ponad dwa lata swojej pracy w MON. Nie znam podstaw i
analiz, na których oparto decyzje o wyborze embraerów. Przed katastrofą starano
się o przygotowanie jakiegoś przetargu, po 10 kwietnia bez przetargu podpisano
umowę. Takie działania i wcześniejsze w tym obszarze powinny być wyjaśnione. Za
kadencji ministra Szczygły wspólnie z przedstawicielami Dowództwa Sił
Powietrznych, Agencji Mienia Wojskowego i przedstawicielami dysponentów
samolotów VIP, kancelariami Prezydenta RP, Senatu i Sejmu RP oraz Prezesa Rady
Ministrów dokonano uzgodnień i opracowano na nowo projekt Wstępne Założenia
Taktyczno-Techniczne oraz przedstawiono propozycję kompleksowego rozwiązania
problemu przewozu lotniczego ważnych osób w państwie. Minister Szczygło wydał 21
września 2007 roku decyzję w sprawie wyposażenia Sił Zbrojnych RP w nowe
samoloty do przewozu VIP oraz zlecił opracowanie wszystkich głównych dokumentów
do końca 2007 roku, tak aby nowy przetarg mógł zostać jak najszybciej ogłoszony.
Ostatnią jego decyzją w tej sprawie było powołanie w listopadzie 2007 roku
Komisji Przetargowej. W wyniku tych wszystkich – pokrótce tylko omówionych –
działań i przedsięwzięć 5 marca 2008 roku następca ministra Szczygły, Bogdan
Klich, po otrzymaniu z Ministerstwa Gospodarki założeń do oferty offsetowej
dysponował już kompletem dokumentacji niezbędnej do ogłoszenia nowego przetargu.
Ale go nie ogłosił i nie zrobił tego przez ponad dwa lata swojej kadencji. Co
bardzo ciekawe – i na to chciałbym zwrócić uwagę – już następnego dnia, tj. 6
marca 2008 roku, odbyło się spotkanie w MON z udziałem Marcina Idzika,
dzisiejszego wiceministra, wtedy pełnomocnika MON ds. procedur antykorupcyjnych,
na którym rozważano zakup trzech nowych samolotów lub trzech używanych. Taka
decyzja oznaczała de facto odstąpienie od ogłoszenia przetargu i rozpoczęcie
większości prac od nowa. Dziś sugeruje się, że za brak samolotów odpowiada śp.
Aleksander Szczygło. Być może zrozumiałbym, że ktoś ma swojego faworyta w
przetargu, że ktoś inny nie potrafi lub boi się podejmować decyzje. Ale nie mogę
milczeć, gdy winę za własne działania lub ich brak zrzuca się na człowieka,
który nie może się bronić, bo zginął tragicznie 10 kwietnia tego roku.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj