Grecja nie wyczerpuje problemu
Z prof. Rolandem Hureaux, członkiem gabinetu premiera Édouarda Balladura,
wykładowcą w Instytucie Studiów Politycznych w Tuluzie, rozmawia Franciszek L.
Ćwik
Jakie, Pana zdaniem, są prawdziwe przyczyny kryzysu w Grecji?
– Od czasu wprowadzenia euro ceny w niektórych krajach, które je przyjęły,
poszybowały w górę bardziej niż w innych. Tak było w Grecji i dlatego jej
produkty przestały być konkurencyjne. Gdy dochodzi do takiego zjawiska w
sytuacji funkcjonowania waluty krajowej, można reagować dewaluacją, co przy euro
jest niemożliwe. Różnice cenowe z czasem tylko się powiększają. Zadłużenie
Grecji nie jest może nawet problemem najistotniejszym. Inne kraje też są
zadłużone. Problem w tym, że spowolnienie gospodarcze pociąga za sobą
zmniejszenie dochodów fiskalnych i zachwianie finansów publicznych.
Przed wprowadzeniem euro finansiści przekonywali, że będzie ono panaceum na
wszystkie trudności.
– Jak już powiedziałem, euro generuje pewne turbulencje między państwami
znajdującymi się w jego strefie. Niemcy kumulują nadwyżki budżetowe, a wszyscy
inni zwiększają deficyt. Posiedzenie ostatniej Rady Europejskiej było jedynie
manifestacją solidarności, ale nie rozwiązało zasadniczego problemu nierównowagi
cenowej i handlowej między poszczególnymi krajami.
Czy unijny bezprecedensowy plan pomocy Grecji będzie skuteczny?
– Jest to wielki oddech dla Grecji; mechanizm będzie skuteczny przez kilka
miesięcy, ale nie rozwiąże jej podstawowego problemu.
Można mówić o kryzysie, który dotyka całą Unię?
– Kryzys dotykał państwa unijne od samego początku dekoniunktury. Spowolnienie
gospodarcze było w UE w 2008 r. większe niż w USA. Obecny plan pozwoli na
uratowanie nie tyle Grecji, ile jej wierzycieli, czyli głównie banków
francuskich, niemieckich i angielskich.
Istnieje ryzyko, że kryzys dosięgnie Francję?
– Francja ma wysoki deficyt w finansach publicznych, ale nie znajduje się na
pierwszej linii zagrożenia, przynajmniej obecnie. Największe niebezpieczeństwo
zagraża krajom południa Europy. Również sytuacja USA i Wielkiej Brytanii nie
jest najlepsza. Niektórzy ekonomiści uważali, że zmniejszy się nieufność raczej
w stosunku do dolara niż do zadłużenia greckiego. Okazało się co innego – być
może dlatego, że Chiny przyszły z cichą pomocą USA.
Pana zdaniem, Polska powinna spieszyć się z wejściem do strefy euro?
– Wszystko zależy od tego, z jakim kursem złotego wejdzie. Jeżeli będzie
korzystny, tzn. jeżeli "sprzeda" złotego poniżej jego wartości (w co bardzo
wątpię), to przez pierwsze lata może to być dla niej opłacalne. To tak jak
dokonały tego Niemcy, wymuszając hamowanie wzrostu cen i zarobków w pierwszych
latach euro, by uzyskać przewagę nad innymi państwami. Problem w tym, że każda
strefa monetarna funkcjonuje, jeżeli wymiana handlowa między jej członkami jest
zrównoważona. Niemcy tego nie rozumieją. To jest silniejsze od nich – chcą być
wciąż na plusie, co stwarza nierównowagę i będzie fatalne w skutkach dla euro.
Niemcy są jedynym wielkim krajem europejskim, który przeżył galopującą inflację
w XX w. (Francja nie zaznała jej od czasu rewolucji francuskiej). To sprawia, że
Niemcy wciąż dążą do oszczędności, co jest bardziej objawem pewnej nerwicy.
Podobnie zachowują się Chiny.
Dziękuję za rozmowę.
