Szał postpolityki niszczy tradycyjne wspólnoty
Z prof. Alfredo Marcosem, filozofem nauki, wykładowcą na
Uniwersytecie Valladolid w Hiszpanii, rozmawia Mariusz Bober
Filozofowie,
socjolodzy coraz częściej definiują obszar polityki jako zjawisko
postpolityczne.
– Żyjemy w okresie, który można nazwać postepoką.
Mówimy o świecie poprzemysłowym, o postpolityce, i – ogólnie – o
postmodernizmie. Obecnie przestaje już obowiązywać nowoczesny
światopogląd.
W jakim sensie?
– Tak naprawdę musimy
zmierzyć się z problemem dziedzictwa nowoczesności. Nowoczesność dała
nam wiele dobrych rzeczy. Jej największym dziedzictwem jest ustanowienie
struktur politycznych, takich jak demokracja parlamentarna, wolny rynek
i prawa człowieka. Ale nowoczesność popełniła poważny błąd, m.in.
podważając tradycyjny światopogląd i antropologię opartą na religii.
Modernizm próbował zastąpić je całkowicie światopoglądem naukowym.
Tymczasem powinien podjąć próbę połączenia współczesnego dorobku nauki z
tradycyjnym światopoglądem religijnym, a nie dążyć do całkowitego
zastąpienia go, co zresztą się nie powiodło. W efekcie nowoczesne
instytucje stały się pustymi, pozbawionymi treści zwyczajnymi formułami.
W tym kontekście postpolityka ma zarówno negatywne, jak i pozytywne
aspekty.
Pozytywne?
– Tak, ponieważ może być zjawiskiem
wartościowym, jeśli odsłoni brak zakorzenienia i „ożywienia” instytucji
politycznych. Ta diagnoza jest akurat słuszna. Moim zdaniem, właściwa
strategia powinna polegać na nadaniu właściwej treści tym instytucjom, a
nie na ich likwidacji.
I to jest właśnie negatywna strona
tego zjawiska?
– W tym kontekście chodzi przede wszystkim o to,
że postpolityka zagraża instytucjom, które nowoczesność uczyniła
wyrazicielami woli społeczeństwa. Myślę, że takie podejście [nastawione
na zniszczenie instytucji demokratycznych red.] to duży błąd.
Dlaczego
politycy podejmują szkodliwe działania dla wspólnoty, którą
reprezentują?
– Rozczarowanie obywateli polityką może być
wykorzystane przez niektórych zajmujących się nią ludzi, przez kłamców i
populistów. Dlatego moim zdaniem, tak ważna jest obrona instytucji
zachodniej demokracji. „Napuszczanie” na nie populistów jest bardzo
łatwe, i w ten sposób można je nawet zniszczyć. Ale zbudowanie czegoś
całkiem innego i lepszego będzie być może niemożliwe. Dlatego gdy ruchy
antysystemowe głoszą, że „inny świat jest możliwy”, „inna globalizacja
jest możliwa” itd., to myślę sobie: „tak, inny świat – gorszy – jest
możliwy”. Bardzo łatwo można zniszczyć tradycyjne struktury
demokratyczne. Będziemy mieli wtedy rzeczywiście inny świat, ale dużo
gorszy… W Hiszpanii na przykład obecny rząd gra na dwóch obszarach
jednocześnie. Z jednej strony testuje siłę demokratycznych instytucji, a
z drugiej sympatyzuje z ruchami antysystemowymi, które dążą do tego, by
zniszczyć te instytucje. To bardzo niebezpieczna gra. W ten sposób mamy
do czynienia ze zjawiskiem oddziaływania na państwo nowych ideologii,
które w rzeczywistości są… stare, ponieważ tak naprawdę są to
zmienione stare, komunistyczne i socjalistyczne ideologie. Kiedy nie
udało się im podważyć bezpośrednio roli zachodnich demokracji, przybrały
szaty organizacji antysystemowych. Ale ich cel pozostał ten sam.
Więc
jest to walka tylko na poziomie ideologicznym?
– Doszło również
do zmiany nastawienia społeczeństw. Zaczęły one postrzegać instytucje
publiczne jako twory odległe, zimne, puste i skolonizowane przez klasę
polityczną. I ta obserwacja jest poniekąd słuszna. Częściowo jest to
efekt niepowodzenia nowoczesności w konstruowaniu nowego światopoglądu.
Odpowiedzią na to zjawisko – w moim przekonaniu – powinien być powrót do
korzeni, które chronią demokratyczne instytucje i zapewniają
poszukiwanie zintegrowanego światopoglądu opartego na wiedzy, tradycji
chrześcijańskiej i zdrowym rozsądku.
Większość Pana rodaków
wciąż popiera socjalistów Zapatero, mimo że ci chcą przekształcić
Hiszpanię w awangardową republikę socjalistyczną?
– Przypadek
Hiszpanii, w mojej opinii, można uznać za modelowy przykład omawianego
problemu. Pierwszy okres rządów socjalistycznego rządu José Luisa
Rodrigueza Zapatero (2004-2008) i część drugiego (do 2009 r.) skupiły
się na wcielaniu w życie ich ideologii w oryginalnej formie. Rząd
zmierzał do realizacji inżynierii społecznej zakładającej całkowitą
zmianę obyczajów i tradycji. Próbował wykluczyć religię z przestrzeni
publicznej, zwłaszcza religię katolicką. Mimo to odmówił wprowadzenia
zakazu noszenia muzułmańskich burek w miejscach publicznych. Socjaliści
wprowadzają do szkół motywy ideologiczne. Przyznali też związkom
homoseksualnym status małżeństw. Dawali również sygnały, że chcą
usankcjonować prawnie Projekt Wielkiej Małpy [pomysł części naukowców,
by przyznać małpom prawa człowieka – red.]. Rozluźnili też warunki
dopuszczalności przeprowadzania aborcji. Jeden z ministrów zastanawiał
się nawet, czy embrion jest człowiekiem. Rząd Zapatero prowadził
negocjacje z terrorystami i dokonał historycznej rewizji oceny wojny
domowej. Mówiąc krótko: ten rząd oddał się wyłącznie sprawom ideologii
oraz inżynierii społecznej. W efekcie całkowicie zapomniał o gospodarce i
prawdziwych problemach ludzi.
To dlaczego Hiszpanie wybrali
ich ponownie przed dwoma laty?
– Do tej pory socjaliści
korzystali z koniunktury, którą pozostawił poprzedni rząd José Marii
Aznara z prawicowej Partii Ludowej. Nawet gdy Hiszpania zaczęła
dotkliwie odczuwać skutki światowego kryzysu gospodarczego, pierwszą
reakcją Zapatero było pogłębienie zideologizowania struktur władzy.
Dopiero kiedy Hiszpania znalazła się w tym roku w katastrofalnej
sytuacji gospodarczej i finansowej, socjalistyczny rząd został zmuszony
do zajęcia się gospodarką i odłożenia realizacji swoich projektów. Ale
ostatnie decyzje rządu Zapatero dotyczące tym razem gospodarki zostały
wymuszone przez Unię Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Hiszpanie mają poczucie, że zmarnowali sześć lat na realizowanie
ideologicznych planów socjalistów. Na dodatek widzimy, że tracimy
suwerenność, że Hiszpania staje się protektoratem Unii Europejskiej, USA
i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dlatego w ciągu ostatnich kilku
miesięcy poparcie dla socjalistycznego rządu zaczęło gwałtownie spadać.
Z ostatnich sondaży wynika, że gdyby wybory parlamentarne odbyły się
teraz, Partia Ludowa zdobyłaby w parlamencie absolutną większość. Ale
gdyby stan gospodarki poprawił się nawet nieznacznie, socjaliści
prawdopodobnie odzyskaliby poparcie i wróciliby do władzy, aby dokończyć
projekty inżynierii społecznej.
Dlaczego hiszpańskie
społeczeństwo jest podatne na lewackie eksperymenty inżynierii
społecznej?
– Wielu ludzi w Hiszpanii coraz bardziej dystansuje
się wobec głównych partii politycznych. Powód jest następujący:
socjaliści nadal współpracują ze starym establishmentem
intelektualistów, artystów, dziennikarzy usiłujących cały czas dokonać
przełomu w tradycyjnym myśleniu ludzi, w ich przyzwyczajeniach, i
zastąpieniu religii wojującym sekularyzmem. Taki nacisk sprawia, że
wielu obywateli dystansuje się od polityki. Z drugiej strony część
polityków Partii Ludowej cierpi na wszelkie możliwe rodzaje kompleksów.
Dlatego ulega ideologicznym poglądom lewicy. Jej politycy nie mają
filozoficznych korzeni albo brakuje im odwagi, by ich bronić.
Liberalno-konserwatywna Partia Ludowa w moim kraju nie potrafiła stawić
wystarczającego oporu socjalistycznym projektom inżynierii społecznej.
Ostatnio ożywiła się nieco, krytykując fatalny stan gospodarki, do
którego doprowadzili socjaliści. Takie zachowanie rozczarowuje i
zniechęca ich własny elektorat. Nie oznacza to jednak, że nikt nie
będzie głosował na dwie główne partie [Hiszpańską Socjalistyczną Partię
Robotniczą i Partię Ludową – red.]. Ostatecznie ludzie głosują na nich
jako na mniejsze zło, ale bez entuzjazmu czy nadziei. Rośnie jednak
liczba inicjatyw obywatelskich niezwiązanych bezpośrednio z
działalnością polityczną, mających na celu np. ochronę życia ludzkiego,
pomoc ofiarom terroryzmu, czy też ochronę środowiska naturalnego.
W
Polsce i niektórych krajach komunistycznych mamy jednak do czynienia z
nieco inną postacią postpolityki, podsuwania tematów zastępczych?
–
Tak, zachodnie demokracje zajęły się spychaniem na dalszy plan myśli,
tradycji, cnót i wartości, które wcześniej były istotne. Kiedy straciły
tę podstawę, stawały się jedynie formalnymi demokracjami, pustymi
opakowaniami. Podsuwanie tematów zastępczych, o którym Pan mówi, wygląda
na przejawy wpływu ideologii. Ich celem jest nadanie nowych treści
pustym instytucjom demokratycznym. Jeszcze raz podkreślam, że one mają
ogromne znaczenie i powinny zostać zachowane. Ale muszą odzyskać
wartości i cnoty obywatelskie, na których zostały oparte. Chodzi o
poszanowanie życia ludzkiego, wolności i godności osoby, rodziny oraz
wartości religijnych, wolności ekonomicznej, pracowitości i
przedsiębiorczości. Oczywiście nie można ich znaleźć ani w
socjalistycznej, ani w komunistycznej spuściźnie. Dlatego postpolityczna
krytyka takiego nastawienia [złego funkcjonowania instytucji
demokratycznych – red.] ma swoje podstawy. Ale uważam, że nie jest to
najlepsze podejście, gdyż polityczne struktury nowoczesnej liberalnej
demokracji są bardzo wartościowe. Zaniepokojenie społeczeństwa nie
powinno się przeciwko nim zwracać. Przyczyny naszych problemów nie
należy szukać w tych politycznych strukturach, tylko w utracie wartości,
na których je budowano i które je ożywiały.
Jak długo może
potrwać ekspansja postpolityki?
– Według mnie, w dłuższej
perspektywie można zauważyć dwojakie nastawienie społeczeństw. Z jednej
strony dojdzie do obrony nowoczesnych struktur politycznych poprzez
dokonanie niezbędnych reform – mam tu na myśli reformy nawiązujące do
klasycznego, brytyjskiego stylu demokracji, oraz wolnego rynku, i praw
człowieka; z drugiej strony należy dbać o wartości i cnoty, aby nadać
sens tym strukturom, wiążąc je z potrzebami i problemami ludzi. Moim
zdaniem, te wartości i cnoty powinny być wsparte uniwersalistyczną
tradycją zachodniej myśli i antropologią zakorzenioną w
chrześcijaństwie.
Dziękuję za rozmowę.
Prof.
Alfredo Marcos jest filozofem nauki. Wykłada na hiszpańskim
Uniwersytecie Valladolid, a także na uczelniach europejskich i
latynoamerykańskich. Jest autorem wielu artykułów i publikacji
naukowych, członkiem Publicznego Komitetu Etycznego przy głównym
szpitalu w Valladolid.
