Stalinięta straszą, by powrócić

Ta socjotechnika jest stara
jak świat. Uciekający złodziej głośno krzyczy: „Łapaj złodzieja!” –
sugerując, że oto właśnie znajduje się w pierwszym szeregu uczciwych na
czele pogoni. Dzięki temu nie tylko nie zostanie złapany, ale przy
odrobinie szczęścia może nawet zostać autorytetem moralnym.

Po
pierwszej turze wyborów prezydenckich w „Gazecie Wyborczej” zabrała głos
pani Agnieszka Holland, tłumacząc stosunkowo dobry wynik Jarosława
Kaczyńskiego tym, że „ogół obywateli najwyraźniej zapomniał, czym była
IV RP”. Gdyby czytał to cudzoziemiec, mógłby sobie pomyśleć, że za
rządów Jarosława Kaczyńskiego władze dopuszczały się jakichś
niesłychanych zbrodni, może nie na miarę holokaustu, z którym – gwoli
narzucenia powszechnej opinii przekonania o jego wyjątkowości i
bezprecedensowym charakterze – wszelkie porównania są surowo zakazane,
ale na przykład na miarę zbrodni komunistycznych, jakich widownią stała
się Polska w czasach stalinowskich. Jak wiadomo, terror był wówczas
zjawiskiem codziennym, a towarzyszyła mu oszczercza, czarna propaganda, w
której – tak się akurat złożyło – specjalizował się ojciec pani
Agnieszki, Henryk Holland. Zasłynął on bowiem podówczas z publikacji
szkalujących Armię Krajową i jej żołnierzy, którzy – jeśli nie zostali
zamordowani, to właśnie gnili w więzieniach. Wprawdzie później, na
skutek nieporozumień w klubie politycznych i zwyczajnych gangsterów,
jaki stanowiła Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, wyskoczył z okna w
trakcie rewizji, jaką przeprowadzała u niego ubecja, ale przecież co się
wcześniej stało, to się już nie odstanie. Tymczasem IV RP – jeśli nawet
tak byśmy nazwali okres rządów premiera Kazimierza Marcinkiewicza i
Jarosława Kaczyńskiego – nie tylko na tym tle, ale w ogóle, wygląda
szalenie safandulsko. Wprawdzie minister Zbigniew Ziobro rzeczywiście
wynalazł tzw. areszt wydobywczy, ale przecież Platforma Obywatelska nie
tylko go nie zlikwidowała, ale nawet nabrała doń specjalnego upodobania.
Wprawdzie za rządów PiS utworzone zostało Centralne Biuro
Antykorupcyjne, któremu od początku byłem i nadal jestem przeciwny – ale
przecież PO nie tylko go nie zlikwidowała, a przeciwnie – na żądanie
swoich panów gangsterów właśnie rozszerza jego uprawnienia na zbieranie
informacji o chorobach, sympatiach politycznych, przekonaniach
religijnych, a nawet preferencjach seksualnych obywateli – a więc
wiadomości, które z korupcją jako żywo nie mają nic wspólnego.
Znakomicie nadają się natomiast do szantażowania obywateli i ich
werbowania przez agentów razwiedki. Media donoszą, że zmiany te zostały
już zaaprobowane przez Komitet Stały Rady Ministrów, więc tylko patrzeć,
jak znajdą się w Sejmie. Przez „ruch w obronie godności”, któremu z
przepastnych wyżyn swego autorytetu patronował „drogi Bronisław”, a na
którego czele stanęli dwaj utytułowani konfidenci SB, została
zneutralizowana groźba lustracji – również na skutek ustawodawczych
inicjatyw prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wreszcie jedyną ofiarą
śmiertelną w tym okresie była pani Barbara Blida, która zastrzeliła się w
przekonaniu, że wszystko zostało wykryte, podczas gdy to tylko strach
miał wielkie oczy. I chociaż powołana w celu kanonizacji pani Blidy jako
męczenniczki sejmowa komisja śledcza od trzech lat próbuje wykombinować
jakiś sposób na obciążenie tym samobójstwem konta IV RP, to przecież
niczego konkretnego nie wymyśliła. Tymczasem za premiera Donalda Tuska –
że już nawet nie wspomnę o świadkach wieszających się w monitorowanych
24 godziny na dobę celach pod specjalnym nadzorem – w zagadkowej
katastrofie pod Smoleńskiem zginęło ponad 90 osób, z prezydentem państwa
na czele, a przecież nikt z tego powodu nie bije na alarm ani nie
powołuje sejmowej komisji. Widać wyraźnie, że nie tylko na tle okresu
stalinowskiego, ale nawet na tle rządów premiera Tuska IV RP prezentuje
się safandulsko. Jej rzekoma demoniczność, którą stalinięta próbują
dzisiaj straszyć naiwnych, wyrażała się przede wszystkim w gadaniu. „Cóż
stąd, że bije? Nikogo nie zabił” – zauważa poeta.
Tymczasem
Agnieszka Holland radzi marszałku Bronisławu Komorowskiemu, żeby
„przekonał do siebie elektorat lewicowy”. Ot, na przykład – panią Joannę
Senyszyn (née Raulin), przez 20 lat, aż do końca – w PZPR, a obecnie
współpracującą z pismem „Fakty i Mity”, w którym znalazł przytulisko
również morderca księdza Jerzego Popiełuszki, kapitan SB Grzegorz
Piotrowski. On też z całą pewnością ma serce gorejące po lewej stronie,
podobnie jak i przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski, nie mówiąc już o
pani Agnieszce i całym tym szemranym towarzystwie, które demonizowaniem
IV RP, podobnie jak faworyci tych wyborów – podlizywaniem –
rehabilitują PRL, torując w ten sposób drogę recydywie komuny.

Stanisław Michalkiewicz

drukuj