Liczę na mobilizację prawicy
Z dr. Tomaszem Telukiem, politologiem, założycielem Instytutu
Globalizacji, rozmawia Marcin Austyn
4,5 proc. głosów,
jakie dzieli Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego, to duża
różnica przed drugą turą wyborów prezydenckich?
– Ta różnica na
pewno jest mniejsza, niż sugerowały nam sondaże publikowane przed
pierwszą turą wyborów. Jest to strata do odrobienia. W ostatnich
wyborach prezydenckich Lech Kaczyński także w pierwszej turze zanotował
niewielką stratę do Donalda Tuska, by później wygrać wybory. Tam jednak
decydował nieco inny elektorat: LPR-u i Samoobrony. Tu trzecią siłą jest
Lewica.
Rozgrywającym jest więc Grzegorz Napieralski?
–
Nie widzę tu dużego pola manewru, jeśli chodzi o samych liderów. Nie
wierzę w targi Bronisława Komorowskiego z Grzegorzem Napieralskim. Nie
wyobrażam sobie, że PO zerwie koalicję z PSL i stworzy koalicję z SLD.
Przecież Napieralski nie jest w stanie zagwarantować tego, jak zagłosuje
jego elektorat. Nie wierzę też w to, by Bronisław Komorowski czy też
Jarosław Kaczyński zrobili jakiś głęboki ukłon w stronę Lewicy, bo taki
gest może oznaczać stratę poparcia wśród wyborców, którzy głosowali na
nich w pierwszej turze.
Jednak PO robiła w kampanii umizgi do
Lewicy: „przygarnięcie” Marka Belki, poparcie od Włodzimierza
Cimoszewicza…
– Były pewne działania, ale nie były one
bezpośrednie. Jeśli doszłoby np. do zawiązania koalicji PO – SLD, czy
Napieralski wprost poprze kandydata Platformy, to wówczas nie jest
wykluczone, że część wyborców Komorowskiego odwróci się od niego.
A
może prawdziwi sympatycy Lewicy zostaną w dniu wyborów w domach, bo to
już nie będą ich wybory?
– Myślę, że 4 lipca frekwencja może być
niższa niż w pierwszej turze. Wyborcy o poglądach lewicowych to nie
tylko ludzie starsi, ale i młodzi, których Napieralski uwiódł
nowoczesnym PR-em, dyskotekami, gadżetami – oni mogą już nie pójść do
urn. Mogą wybrać się na wakacje, nie przejmując się II turą wyborów.
Poparcia
można szukać też wśród tych, którzy nie głosowali, ale czy uda się ich
zmobilizować? Przecież i tak w tych wyborach głosowało już więcej osób
niż 5 lat temu.
– Wydaje mi się, że tu można i warto jeszcze
poszukać głosów. Jednak szczególnie wiele do zagospodarowania jest wśród
elektoratu prawicowego. Widzimy, że na dalszych miejscach pierwszej
tury działy się ciekawe rzeczy. To m.in. wysokie miejsce Janusza
Korwin-Mikkego, który przecież był już skazany na emeryturę polityczną.
Tymczasem jeśli pod uwagę weźmiemy nakłady finansowe na kampanię
wyborczą, to ten kandydat był skuteczniejszy niż np. Marek Jurek. Moim
zdaniem, jeśli kandydaci prawicowi „skrzykną” taką mocno konserwatywną i
rynkową prawicę, by ta poparła Jarosława Kaczyńskiego, to taki ruch
może przynieść Kaczyńskiemu jeszcze dobrych kilka procent głosów. Przed
rozstrzygającą turą wyborów liczyłbym więc na mobilizację prawicy.
Czego
spodziewa się Pan po strategii komitetów wyborczych? Wrócimy do sporów
utrzymanych w stylu sprzed 10 kwietnia?
– Wydaje mi się, że
debata będzie bardziej ostra, a wszelkie elementy emocjonalne zostaną
silnie uwypuklone. Politycy będą się spierać o takie nośne medialnie
tematy, jak chociażby sprawa katastrofy smoleńskiej, prywatyzacja służby
zdrowia, być może in vitro…
Jarosław Kaczyński stanie na
pierwszej linii, czy raczej pozostanie nieco za plecami swoich
sztabowców?
– Widać już pewne dążenie do konfrontacji. Takie
sygnały padają ze strony chociażby Pawła Poncyljusza – że jedna debata
to za mało, że musi być ich więcej, by wyborcy poznali poglądy obu
kandydatów. Myślę, że Jarosław Kaczyński stanie na wysokości zadania i
będzie mówił sam za siebie.
Tylko czy dojdzie do debaty?
–
Kandydaci nie mają już nic do stracenia, a na pewno będą chcieli się
spolaryzować, by wyborcy zobaczyli, że mimo wielu podobieństw, mają oni
inne wizje Polski. Na to zróżnicowanie liczą obaj kandydaci.
PO
– mimo nieznacznego prowadzenia – może zaliczyć I turę wyborów do
porażek? Kto jeszcze jest przegranym tych wyborów?
– To było
widać po minach w sztabie wyborczym Bronisława Komorowskiego. Brak
rozstrzygnięcia w pierwszej turze, przy takim dużym zaangażowaniu
mediów, pseudoautorytetów i polityków związanych z tą opcją, jest dla
nich przegraną. Wielką porażką okazał się też start Waldemara Pawlaka,
który osiągnął wynik niewiele lepszy od Andrzeja Leppera, który jest
politykiem skompromitowanym. To musi Pawlakowi dać dużo do myślenia.
Koalicja
z PO nie służy ludowcom?
– Może ona być źle odbierana przez
wyborców PSL i prezesa tej partii czeka wiele pracy przed kolejnymi
wyborami. Porażką jest też start Andrzeja Olechowskiego, który
zaangażował wielu swoich popleczników, dysponował pokaźnymi sumami na
kampanię, a mimo kreowanego ultranowoczesnego wizerunku tak naprawdę
skompromitował się, startując w tych wyborach prezydenckich.
Dziękuję
za rozmowę.
