Nie mamy pomysłu i nie jesteśmy gotowi
Z posłem Eugeniuszem Kłopotkiem (PSL) z sejmowej Komisji Skarbu Państwa rozmawia Jacek Dytkowski
Rząd PO – PSL nie przedstawił projektu ustawy reprywatyzacyjnej. Przedstawi?
– Nie uciekniemy przed reprywatyzacją – to pierwsza sprawa. Druga natomiast dotyczy tego, w jakiej wysokości ma nastąpić zadośćuczynienie. W tym bowiem temacie trwa spór zarówno pomiędzy rządzącymi a spadkobiercami byłych właścicieli, jak również w gronie samych polityków. Trzeci wreszcie problem dotyczy formy zadośćuczynienia. Tutaj ponownie pojawiają się rozbieżności pomiędzy rządzącymi a spadkobiercami byłych właścicieli oraz politykami. A jak wiadomo, z tego tytułu około 1 mln hektarów ziemi państwowej, czyli będącej w dyspozycji Agencji Nieruchomości Rolnych, zostało zablokowane do dalszego obrotu. Wystarczyło bowiem, że ktoś zgłosił do niej pewne roszczenie reprywatyzacyjne – i Agencja nie może tej ziemi sprzedać.
Nie jest Pan zniecierpliwiony brakiem działań rządu w kwestii zadośćuczynienia Polakom za zagrabione przez komunistów mienie?
– Powiedzmy sobie szczerze – dziś nas nie stać na reprywatyzację. Jeśli chodzi o zadośćuczynienie, to pomijam formę gotówkową, która jest niemożliwa do przeprowadzenia. Natomiast być może jest możliwa oferta na przykład w postaci bonów reprywatyzacyjnych. Może jednak okazać się bardzo nieskuteczna albo raczej mało zachęcająca. Wreszcie ostatnia ewentualna forma zadośćuczynienia zakłada przyznanie innych dóbr materialnych, chociażby tej przyblokowanej ziemi. Uważam jednak, że w tym momencie nie jesteśmy gotowi do wprowadzenia w życie ustawy reprywatyzacyjnej. Niewątpliwie czeka nas ten problem i nie uciekniemy przed nim, ale na pewno nie uporamy się z nim dzisiaj.
Nie zostały też zakończone prace nad ujawnieniem w księgach wieczystych własności nieruchomości Skarbu Państwa i samorządu terytorialnego. Mieszkańcy Ziem Odzyskanych są zaniepokojeni tą sytuacją…
– Zastanawia mnie, że nie potrafimy się z tym problemem uporać. Chodzi głównie o zamianę użytkowania wieczystego na własność z mocy ustawy z 2007 roku i oczywiście uporządkowania wpisów w księgach wieczystych. W piątek byłem na Mazurach w powiecie piskim na trzech spotkaniach wyborczych – i ten temat na każdym z nich był podnoszony. Istnieje obawa, że ci, którzy w latach 60. i 70. ubiegłego wieku wyjechali – jak na przykład pani Agnes Trawny – będą mogli ewentualnie skutecznie przed sądami polskimi dochodzić po raz kolejny praw do tamtej, niegdyś opuszczonej własności. I to rzeczywiście powinno nas mobilizować. Nie wiem, dlaczego prace nad realizacją tej ustawy toczą się tak ślamazarnie. Trudno stwierdzić, czy brak tutaj woli politycznej, ale ten problem zlikwidowałbym jak najszybciej. Między innymi dlatego, że powoli kończą się okresy ochronne na nabywanie polskiej ziemi – chociaż nie spodziewam się w tym zakresie jakiegoś wielkiego ataku na naszą ziemię ze strony Niemców. Natomiast nie ulega wątpliwości, iż takie pojedyncze przykłady – jak chociażby pani Trawny – w dodatku skutecznie załatwione przed polskim sądem, powodują wzrost napięcia na tych terenach. Podkreślam, iż mam żywo w pamięci piątkowe spotkania, gdzie ten temat był również podnoszony. Wobec tego zamierzam wystąpić z zapytaniem poselskim bądź interpelacją do premiera Donalda Tuska oraz ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, dlaczego ten problem nie został do dzisiaj uregulowany. Co stoi na przeszkodzie, żeby tę kwestię jednoznacznie i raz na zawsze rozwiązać?
Dziękuję za rozmowę.
