Jeden duch, jedno serce

Z o. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Maria Popielewicz



Jak co roku ojcowie z Radia Maryja udali się do miejsc, gdzie są największe skupiska Polonii, by spotkać się z Rodziną Radia Maryja i tradycyjnie podzielić się opłatkiem. Ojcze Dyrektorze, jak wyglądają takie spotkania, jaka atmosfera podczas nich panuje?

– Oprócz spotkań opłatkowych w Polsce, których co roku jest kilkadziesiąt, spotykamy się z naszymi słuchaczami w wielu miastach USA, Kanady i Niemiec. Każde spotkanie to ogromna radość dla nas. Atmosferę, która im towarzyszy można opisać w jednym zdaniu: „Jeden duch i jedno serce”. Nawzajem obdarowujemy się umocnieniem i wychodzimy jeszcze bardziej radośni, optymistyczni w codzienne życie.

Spotkania podzielone są na dwie części. Rozpoczynamy zawsze od Eucharystii, na którą przychodzi bardzo wielu ludzi. Ta podniosłość atmosfery naszych spotkań wynika właśnie z głębokiego przeżywania spotkania z Chrystusem Eucharystycznym. A później odbywają się uroczyste obiady, w czasie których dzielimy się opłatkiem. W zależności od wielkości sali, którą wynajęły osoby zapraszające nas na spotkanie, bierze w nich udział od stu do nawet kilkuset osób. Spotkania trwają wiele godzin, często kończą się nocą. Towarzyszą im koncerty i występy utalentowanych dzieci i młodzieży, a także aukcje, na których sprzedawane są ofiarowane przez artystów dzieła sztuki. Dochód z tych aukcji wspiera działalność Radia Maryja. W Toronto i w Chicago mieliśmy występy grup dzieci i młodzieży, przeważnie z rodzin góralskich, w strojach tradycyjnych. Muszę powiedzieć, że na tych spotkaniach człowiek może się uczyć od tych ludzi i ładować wewnętrznie tą miłością do Pana Boga i Ojczyzny.

Czy Polacy chętnie przyłączają się do organizowania tych spotkań opłatkowych?

– Muszę powiedzieć, że w organizowanie naszych spotkań zaangażowanych jest bardzo wiele wspaniałych osób – od dzieci, przez młodzież, po dorosłych. Oni to robią z miłości do Pana Boga, do Ojczyzny, do ludzi. W Kanadzie na przykład cały posiłek przygotowują sami słuchacze pod kierunkiem pani Czesławy Kantor, mieszkanki Sanoka, z którego musiała emigrować przez swoją działalność patriotyczną, solidarnościową. To człowiek bardzo oddany Panu Bogu i ludziom; gdzie może i gdzie jest potrzeba, chętnie pomaga. W Toronto służy swoją pomocą pani Iwona Zawadowska, która jest z nami od samego początku.

Muszę podkreślić, że także księża są bardzo zaangażowani i bardzo życzliwi. W Kanadzie muszę wymienić ks. Czesława Chmurzyńskiego, w Chicago ks. Józefa Wąsika, u którego mieszkaliśmy, ale także inni, i zakonni, i diecezjalni. Cieszy to, że oni także słuchają Radia Maryja. Często wchodzi się na plebanię, a tam jest włączone Radio Maryja czy Telewizja Trwam. To dla mnie ogromna radość.

Spotkania opłatkowe mają już wieloletnią tradycję. Czy przychodzą na te spotkania także nowe osoby?

– Przychodzą nowi ludzie i jest ich coraz więcej, i coraz więcej jest tych spotkań. To bardzo mnie cieszy i buduje. W tych opłatkach biorą udział wszyscy ojcowie z Radia Maryja. Już przed Bożym Narodzeniem pojechał do Stanów Zjednoczonych o. Jan Król. Prowadził tam rekolekcje. Gdyby była taka możliwość, to pewnie pojechałby wcześniej, nawet pod koniec listopada, bo tych ludzi, którzy chcą się spotkać, jest naprawdę wielu. Ale nikt nie chce opuścić rocznicy Radia Maryja, którą przeżywamy na początku grudnia, zresztą wypada, byśmy byli wszyscy. Obecnie za oceanem są jeszcze o. Jan Król i o. Jacek Cydzik, który wróci do Polski dopiero pod koniec stycznia. Warto podkreślić, że coraz więcej ludzi słucha Radia Maryja i ogląda Telewizję Trwam, a także… czyta „Nasz Dziennik”.

Jakie problemy w rozmowach z Ojcami poruszają osoby przychodzące na te spotkania opłatkowe?

– Przede wszystkim poruszają sprawy wiary, wychowania młodzieży, rodziny. Mówią o trudnościach i radościach, jakich doświadczają. Często wyznają, że wyjeżdżali z Polski z zupełnie innym wyobrażaniem o losie, jaki ich tam czeka, z innymi oczekiwaniami, a rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Raczej widać rozczarowanie tym nowym miejscem. Dużo lepiej w tej rzeczywistości radzą sobie nowe pokolenia, choć niestety bardzo wielu młodych nie mówi już po polsku. To bardzo smutne. Choć oczywiście nie brakuje rodzin bardzo polskich, w których dzieci wychowywane są w dwóch językach.

Poza tym wśród tych, którzy przychodzą na nasze spotkania, widać niezwykłe zatroskanie o naszą Ojczyznę. Często w rozmowach z nami wyrażają swoje rozczarowanie tym, co się dzieje, czują się bezradni, zastanawiają się, co robić, by Polsce pomóc. Ci ludzie to często emigracja solidarnościowa, oni zostali wyrzuceni z kraju, opowiadają nam, jakie dramaty przeżywali. Zwracają uwagę, że nikt nie został rozliczony z tych krzywd, jakie zostały im wyrządzone, a ci, którzy krzywdzili, są często przedstawiani w mediach jako autorytety. Często też skarżą się, że rząd w Polsce o nich nie myśli, że ambasady, konsulaty często nie jednoczą Polonii, a wręcz przeciwnie – dzielą na lepszych i gorszych, a część Polaków nawet jest odpychana, trafia na czarną listę, jeżeli sami się organizują poza tą poprawnością polityczną. Tak jest w przypadku tych, którzy kontaktują się z Unią Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej. Za to trafiają na czarną listę. To są bardzo przykre sprawy, którymi Polacy na tych naszych opłatkach się z nami dzielą.

Ale poruszają też sprawy Polski, ubolewają nad rozkradaniem naszej Ojczyzny, są rozczarowani brakiem dobrego gospodarzenia Polską, podpisaniem traktatu lizbońskiego tak bezkrytycznie i bez zastrzeżeń. Ale zostaje tym ludziom wielka wiara, że Pan Bóg pomoże tam, gdzie ludzie zawodzą. Bo właściwie te struktury ziemskie, narodowe, ojczyźniane często ich zawodzą, dlatego tym, co im pozostaje, jest wiara w Boga, kultura i rodzina.

A czym osobiście dla Ojca Dyrektora są te spotkania?

– To niezwykłe umocnienie. Widzę wiarę, miłość tych ludzi, która przekłada się na ich czyny. Są oni bardzo oddani, żyją Panem Bogiem i Ojczyzną. Życzyłbym sobie, żeby wszyscy tacy byli, to by lepiej było w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj