Miłość Ojczyzny wyniosłem z domu
Z Zygmuntem Mieszczakiem ps. „Tadek”, żołnierzem AK i Szarych Szeregów, rozmawia Mateusz Dąbrowski
Dlaczego przyszedł Pan na pl. Piłsudskiego w Warszawie?
– 11 listopada to wielkie święto, bo dzięki działaniom Marszałka Piłsudskiego odzyskaliśmy niepodległość po tylu latach niewoli. Zaskoczył mnie trochę wywiad z panem prezydentem, w którym dziennikarka powiedziała, że na tego typu uroczystości przychodzi bardzo mało ludzi. To nie jest do końca prawdą. Podobnie jak szkalowanie, iż niewielu ludzi chodzi do kościoła i przystępuje do Komunii Świętej. Ja jestem katolikiem i stwierdzam, że jest wręcz odwrotnie. Nadal zbyt mało osób wywiesza flagi w oknach na takie święta, ale mam nadzieję, że to się zmieni.
Dla mnie patriotyzm to wielka i szlachetna cecha. Od małego byłem wychowywany w duchu patriotyzmu, a te idee przekazał mi mój ojciec, jak również środowisko harcerskie. Mam 85 lat, przed wojną byłem harcerzem i umrę harcerzem. Podczas okupacji prowadziłem drużynę Szarych Szeregów w Milanówku. Przez całe życie przyświecało mi hasło „Bóg – Honor – Ojczyzna”.
Traktat lizboński będzie miał wpływ na naszą suwerenność?
– To jest pytanie, na które nie chciałbym odpowiedzieć w tonie krytykującym Lecha Kaczyńskiego. Wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, ale ta Unia miała być Unią ojczyźnianą, a teraz jest to próba zawłaszczenia naszej niepodległości. Choć Rosja nie jest w Unii, to wespół z Niemcami prowadzi restrykcyjną politykę wobec nas, co jest zresztą praktyką stosowaną od lat przez te państwa.
Dziękuję za rozmowę.
