„Nie ma chleba bez wolności”
14 sierpnia 1980 r. rano, w czwartek, w Stoczni Gdańskiej im. Lenina proklamowano strajk. Zawiązany wówczas Komitet Strajkowy żądał przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy, wzniesienia pomnika pamięci ofiar Grudnia „70, gwarancji nierepresjonowania strajkujących, podwyżek płac o 2 tys. zł i zasiłków rodzinnych, takich jak w milicji.
W międzyczasie na terenie stoczni pojawili się znani bezpiece „aktywiści antysocjalistyczni”, którzy nadali strajkowi zupełnie nowy charakter. Byli to m.in. Dariusz Kobzdej z Ruchu Młodej Polski, Tadeusz Szczudłowski z Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Bogdan Borusewicz z Komitetu Obrony Robotników oraz działacze Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża – Joanna i Andrzej Gwiazdowie, Alina Pienkowska, Maryla Płońska, Krzysztof Wyszkowski, ale przede wszystkim ta, od której się wszystko zaczęło – Anna Walentynowicz. Wszyscy oni byli bacznie obserwowani przez SB. Teren wokół stoczni został naszpikowany punktami techniki operacyjnej SB, które pozwalały bezpiece nie tylko obserwować rozwój wypadków, wykonywać zdjęcia, nagrywać na taśmę filmową, ale też prowadzić nasłuch. W ramach operacji „Brama” rejestrowano wydarzenia w stoczni i dość starannie relacjonowano je nawet kilkanaście razy dziennie. Przykładowo w sprawozdaniu wieczornym z 15 sierpnia czytamy: „O godz. 19.30 przemawiała figurantka ps. „Wala” [Walentynowicz], która nawoływała, żeby wytrwać tak długo, aż wszystkie postulaty stoczniowców zostaną spełnione.(…)Następnie przemawiał figurant ps. „Kobza” [Kobzdej], który opowiedział stoczniowcom o tym, że wraz z figurantem ps. „Szczudło” [Szczudłowski] zostali bezprawnie uwięzieni, że byli przetrzymywani w izolatkach. Dalej stwierdził, iż nie można tym razem popełnić takiego błędu, jaki popełniono w grudniu 1970 roku, kiedy to zapomniano w stawianych postulatach o walce o wolność. Powiedział, że w dalszym ciągu będą przewodniczyć ideologicznie robotnikom, a bieżąco informować w swoich ulotkach, biuletynach o sytuacji społeczno-politycznej. Zakończył swoje wystąpienie hasłem „nie ma chleba bez wolności” i już na zakończenie rzucił do mikrofonu „zwyciężymy””.
Na ratunek kobiety!
Moment krytyczny nastąpił 16 sierpnia, kiedy to Lech Wałęsa, osiągnąwszy porozumienie (w sprawie m.in. podwyżki płac i przywrócenia do pracy zwolnionych stoczniowców) z dyrektorem stoczni Klemensem Gniechem o godzinie czternastej zakończył strajk. Oburzona tym część załogi stoczni, przedstawiciele innych strajkujących zakładów, a także obecni w zakładzie działacze Wolnych Związków Zawodowych (m.in. Anna Walentynowicz, Alina Pienkowska, Maryla Płońska), postanowili kontynuować strajk do czasu realizacji postulatów dotyczących m.in. powstania wolnych związków zawodowych. Wałęsa uległ ich presji i ogłosił strajk solidarnościowy. W stoczni powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z Lechem Wałęsą na czele. Wkrótce strajk w stoczni rozszerzył się na całe Trójmiasto i resztę kraju.
Wrogowie wolności
Mimo pewnego zaskoczenia rozwojem sytuacji w kraju w sierpniu 1980 r. Służba Bezpieczeństwa nie zamierzała biernie przyglądać się sytuacji strajkowej. Na wieść o ponownym rozpoczęciu strajku w Stoczni Gdańskiej, po południu, 16 sierpnia 1980 r. w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych powołano specjalny sztab w celu „właściwej koordynacji działań w ramach operacji „Lato-80″”. Kierownikiem sztabu został gen. Bogusław Stachura, w jego skład weszło trzynastu wysokich funkcjonariuszy wszystkich pionów operacyjnych SB, m.in. gen. Adam Krzysztoporski, płk Władysław Ciastoń i gen. Konrad Straszewski. W stan gotowości bojowej postawiono całość organów bezpieczeństwa PRL, w tym najbardziej wyspecjalizowane jednostki milicji i wojska (w wojsku już 14 sierpnia powstała antykryzysowa Grupa Operacyjna Sztabu Generalnego WP). Również 16 sierpnia szef MSW w szczegółach rozpisał zadania operacyjne dla poszczególnych departamentów resortu. Sprowadzały się one do kilku zasadniczych kwestii: rozpoznania nastrojów i oddziaływania „grup antysocjalistycznych”, „zapobiegania i likwidowania zagrożeń”, aktualizacji „planów działania na wypadek poważnego zagrożenia bezpieczeństwa wewnętrznego kraju”, „zapewnienia pełnej mobilności sił i środków w celu ich ewentualnego użycia w sytuacjach konfliktowych” oraz organizacji „sprawnego obiegu informacji dla podejmowania skutecznych przeciwdziałań”. Mimo zaawansowanych koncepcji „odblokowania” okupowanych przez załogi zakładów pracy w sierpniu 1980 r., nie zdecydowano się na użycie siły. W końcu miesiąca w aparacie władzy zwyciężyła ostatecznie koncepcja wypracowania w miarę korzystnego porozumienia ze strajkującymi.
Próba osaczenia
Wiele pracy miała SB, która „aktywnie rozpoznawała” sytuację w zakładach pracy, dokumentowała działalność liderów strajkowych („osób podburzających załogę do organizowania zbiorowych akcji i wystąpień godzących w ład i porządek publiczny”), miała także „ograniczać i likwidować nielegalne bazy poligraficzne i kolportażu ulotek”, „uniemożliwiać odbywanie zebrań i spotkań antysocjalistycznych grup”, „rozbudowywać sieć tajnych współpracowników mogących oddziaływać na komitety strajkowe”. Przede wszystkim za sprawą tajnych współpracowników starano się „kontrolować operacyjnie” wydarzenia w stoczni. Jednemu z nich – TW ps. „Rybak” [Paweł Mikłasz] – udało się nawet wynieść dokumentację Prezydium MKS. Dzięki niemu bezpieka kopiowała listy członków delegacji zakładowych, skład komitetów strajkowych i zgłaszane postulaty.
W pierwszym okresie strajku (od 14 do 20 sierpnia) poza próbą doprowadzenia do jego jak najszybszego zakończenia, rejestracją nastrojów społecznych (np. stanowiska Kurii Biskupiej w Gdańsku) i sytuacji w komitetach protestacyjnych działania SB skupiały się przede wszystkim na próbach poróżnienia załóg i komitetów strajkowych poszczególnych zakładów z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Stąd też w obszernym planie działania gdańskiej SB z 19 sierpnia 1980 r. znalazły się fragmenty mówiące o potrzebie „pogłębiania rozbieżności i neutralizacji poczynań aktywu Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego znajdującego się na terenie Stoczni Gdańskiej im. Lenina” oraz „kontynuowania i wzbogacania dotychczasowych, wielostronnych form działania operacyjnego na odcinku ujawniania i rozpracowania członków WZZ i KSS „KOR” zaangażowanych w działalność komitetów strajkowych”. Jako realizację planu „pogłębiania rozbieżności” postrzegać należy szerzenie wśród strajkujących pogłosek o „Żydach”, „korowcach”, „narkomanach i ludziach chorych”, którzy opanowali strajk w Stoczni Gdańskiej, krytykę akcji strajkowej ze strony członków Episkopatu, ale również misję wicepremiera Tadeusza Pyki, który przybył do Gdańska 19 sierpnia 1980 r. i próbował przekupić robotników obietnicą podwyżek płac. Była to swego rodzaju idea okrążenia i odcięcia Stoczni Gdańskiej od innych strajkujących zakładów.
Zaspawane bramy
18 sierpnia 1980 r. szef gdańskiej SB płk Sylwester Paszkiewicz z satysfakcją relacjonował wydarzenia w Gdańskiej Stoczni Remontowej, wskazując niejako, że istniał odpowiedni społeczny grunt dla misji Pyki: „W Gdańskiej Stoczni Remontowej po wystąpieniu I sekretarza KW PZPR w Gdańsku Komitet Strajkowy podjął dyskusję nad postulatami. Z uwagi na to, że Międzyzakładowy Komitet Strajkowy do składu grupy wytypowanej do rozmów z władzami włączył ośmiu przedstawicieli KSS „KOR” i WZZ, przedstawiciele stoczni postanowili nie włączać do delegacji swojego przedstawiciela. Stwierdzili, że nie chcą mieć nic wspólnego z KOR-em i Wolnymi Związkami Zawodowymi. Podobne stanowisko zajął Komitet Strajkowy Stoczni Północnej. Członkowie obydwu komitetów w wystąpieniach do strajkujących nawołują do obstawania przy postulatach ekonomicznych i odcięcia się od postulatów politycznych. Komitety te zacieśniły współdziałanie w celu wypracowania wspólnych odrębnych postulatów. W obawie przed prowokacją ze strony strajkujących pracowników Stoczni im. Lenina wzmocnione zostały posterunki na bramach i wzdłuż płotu odgradzającego tereny obydwu stoczni. Stoczniowcy G [dańskiej] S [toczni] R [emontowej] stwierdzają, że działalność Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej im. Lenina jest zwyczajną prowokacją polityczną zmierzającą do obalenia rządu. Stanowisko to nie uległo zmianie również po pobycie L [echa] Wałęsy w Stoczni Północnej. Podobne stanowisko reprezentują komitety strajkowe stoczni „Wisła”, „Radunia” oraz Północnej Dyrekcji Okręgu Kolei Państwowej”. „Aby nie mieć kontaktu z pracownikami ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina, pracownicy Stoczni Remontowej zespawali bramę” – czytamy w raporcie z 19 sierpnia. „Wśród ludzi przyglądających się pracownikom siedzącym na płotach i bramie stoczni panuje niezadowolenie. Słyszy się wypowiedzi: „Na płotach siedzą wciąż te same zapijaczone gęby, zamiast wziąć się do uczciwej pracy, przecież otrzymali podwyżki płac i inne postulaty zostały załatwione pozytywnie””. Jednak już dzień później bezpieka pisała o porażce wicepremiera: „W godzinach nocnych i w ciągu dnia dzisiejszego Komisja Rządowa pod przewodnictwem wicepremiera Pyki prowadziła rozmowy z przedstawicielami komitetów strajkowych 46 przedsiębiorstw. Rozmowy te są kontynuowane. Z uzyskanych w ostatniej chwili informacji operacyjnych wynika, że efekty tych rozmów jak dotychczas nie spełniają oczekiwań. Niektóre komitety strajkowe po dwu-, a nawet trzykrotnych rozmowach z Komisją podjęły decyzję przyłączenia się do MKS”.
Najważniejszy postulat
Po upadku misji Pyki, spowodowanym zbyt wyczekującą i nieelastyczną postawą wicepremiera oraz członków komisji, priorytetem stało się pomniejszenie znaczenia lub wręcz usunięcie z listy postulatów MKS punktu pierwszego, w którym domagano się rejestracji Wolnych Związków Zawodowych. Jednak i ten manewr władz PRL się nie powiódł. Jeszcze w czasie pobytu Pyki w Gdańsku SB przesłała do Warszawy informację o tym, że „głównym celem MKS jest utworzenie Wolnych Związków Zawodowych, niezależnych od partii i pracodawcy”. W decydującej fazie strajku, kiedy już trwały rozmowy z delegacją rządową pod przewodnictwem wicepremiera Mieczysława Jagielskiego, „strajkujący w Stoczni im. Lenina usztywnili swoje stanowisko – najczęściej powtarza się stwierdzenie, że dopóki postulat powołania WZZ nie zostanie spełniony, strajk nie zostanie przerwany”. Władze były w stanie zaakceptować i ten postulat, ale pod warunkiem, że przynajmniej na razie działalność nowych związków ograniczy się jedynie do województwa gdańskiego. Była o tym mowa jeszcze 27 sierpnia 1980 r. na naradzie w KW PZPR w Gdańsku z udziałem wicepremiera Jagielskiego. Zgromadzeni w Gdańsku działacze partyjni byli zdania, że należy przyjąć „jako podstawę do negocjacji możliwość utworzenia samorządnych związków zawodowych jako jedynej i realnej szansy zakończenia strajku”. Jednocześnie zwracali uwagę na potrzebę „wynegocjowania formuły związku najkorzystniejszej dla nas i do przyjęcia przez nich, w oparciu o socjalistyczne zasady ustrojowe”.
MKS nie był jednak skłonny do ustępstw w kwestii postulatu nr 1. Stąd też ton meldunków SB był raczej pesymistyczny: „Wśród strajkujących (Stocznia Gdańska) dominującym tematem prowadzonych rozmów jest sprawa utworzenia WZZ, jako jedynej gwarancji poprawy sytuacji. Utworzenie bądź tylko zgoda na utworzenie WZZ będzie dla wszystkich symbolem zwycięstwa i siły. W cieniu tego problemu w prowadzonych rozmowach pozostają sprawy dotyczące podwyżek płac”. „Z uzyskanych informacji operacyjnych wynika, że MKS nie zrezygnuje z postulatu utworzenia WZZ i gotów jest kontynuować strajk” – pisał wówczas zastępca komendanta wojewódzkiego MO do spraw SB w Gdańsku płk Władysław Jaworski. Strajkującym starczyło odwagi i determinacji, że mimo różnych nacisków z zewnątrz nie zrezygnowali z tego fundamentalnego postulatu, a później byli w stanie przeforsować koncepcję zcentralizowanej struktury związkowej.
Autor jest historykiem, byłym pracownikiem IPN. Opublikował m.in. książki „Oczami bezpieki”, „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” (wspólnie z Piotrem Gontarczykiem) i ostatnio „Śladami bezpieki i partii”, gdzie m.in. szerzej pisze na temat Wielkiego Strajku „80.
