Jordański przykład
Niemal przy okazji każdej podróży apostolskiej Następcy św. Piotra zwykło się podkreślać, że jej najważniejszym powodem jest pragnienie umocnienia braci w wierze. Stwierdzenie takie posiada z pewnością inny wymiar, gdy Biskup Rzymu podąża z Dobrą Nowiną choćby do któregoś z krajów europejskich, inny natomiast, gdy Papież przybywa w region, w którym jego bracia w wierze borykają się z najpoważniejszymi problemami swojej egzystencji.
Wczoraj na stadionie w Ammanie Benedykt XVI wezwał żyjących na Bliskim Wschodzie katolików do zaufania Chrystusowi i odwagi w dawaniu świadectwa swojej wierze. Papież mówił to do katolików jordańskich. Ale słowa swoje kierował również do innych maleńkich wspólnot katolickich zamieszkujących zdominowany przez inne religie region Bliskiego Wschodu.
Wczoraj Ojciec Święty pokazał światu dotkniętych głębokimi trudnościami i brakiem pewności, niejednokrotnie pozbawionych możliwości swobodnego wyznawania wiary, a nawet walczących o swe przetrwanie. Fakt, że uczynił to w Jordanii na tle wspólnoty katolickiej cieszącej się tu nie tylko autentyczną wolnością, ale i szacunkiem ze strony przedstawicieli świata islamu, wydaje się wyraźną wskazówką dla tych wszystkich, od których w bezpośredni sposób zależy bieg wydarzeń w tym regionie. Benedykt XVI wskazał bowiem, iż do budowania cywilizacji sprawiedliwości, miłości i pokoju katolicy – nawet stanowiąc maleńką wspólnotę wśród wyznawców innych religii – mogą wnieść swój istotny wkład. Pod warunkiem szacunku dla ich podstawowych praw, których w wielu krajach nie tylko Bliskiego Wschodu są na co dzień pozbawieni.
Benedykt XVI uczynił w Jordanii tyle, ile na tej ziemi mógł uczynić jako Następca św. Piotra. Reszta zależy już od tych, których dbałość jedynie o interesy własnej rasy czy religii wciąż jest powodem cierpień tysięcy chrześcijan…
