Tylko modlitwa przyniesie pokój

Z JE księdzem biskupem Janem Bernardem Szlagą, biblistą, pasterzem Kościoła pelplińskiego, rozmawia Sławomir Jagodziński

Skomplikowana sytuacja polityczna na Bliskim Wschodzie, konflikt izraelsko-palestyński, niezagojone rany po bombardowaniach Strefy Gazy, a do tego niezbyt życzliwe dla siebie, podzielone społeczności religijnie Ziemi Świętej i wreszcie kampania antypapieska w Europie Zachodniej to okoliczności, które ukazują, że to nie jest łatwa pielgrzymka papieska… Jednak Benedykt XVI pomimo wszystko z niej nie zrezygnował, a jej przebieg już wydaje się dużym sukcesem. O czym to wszystko świadczy?
– Ojciec Święty Benedykt XVI nie jest pierwszym Papieżem, który udał się do Ziemi Świętej – ziemi, gdzie zawsze było niespokojnie. Tak było podczas pielgrzymki Pawła VI, tak było również podczas pielgrzymki Jana Pawła II. Papież nie może jednak bać się sytuacji politycznej, nawet najbardziej złożonej, skoro idzie z orędziem pokoju. Dlatego też sądzę, że Benedykt XVI, znając te trudności, podejmując w pewnym sensie ryzyko nawet odnośnie do bezpieczeństwa własnego i w ogóle bezpieczeństwa politycznego, pojechał tam, aby być pielgrzymem nadziei i pokoju. Zawozi on przecież posłanie Ewangelii. Ewangelia jest zawsze potrzebna tam, gdzie jej jeszcze nikt nie słyszał albo nie przyjął czy też do końca nie uznał orędzia Dobrej Nowiny.
Poza tym, jeśli idzie o sprawy osobiste Papieża, dotkliwe dla niego cierpienie, jakie powoduje kampania antypapieska, na pewno nie ułatwia pracy w zarządzaniu Kościołem powszechnym. Papież nie może się jednak za to obrażać na swoich przeciwników. Do tego ma przecież jeszcze tak wiele oznak solidarności w całym świecie, co wyraziła również Konferencja Episkopatu Polski, mówiąc w imieniu nas wszystkich, że Kościół w Polsce jest z Ojcem Świętym. Jesteśmy oburzeni kampanią rozpętaną przez ludzi nieodpowiedzialnych. Papieżowi z tego powodu nie wolno rezygnować z żadnej posługi apostolskiej. Musi być tym bardziej mężny i odważny.
Sądzę zatem, że pielgrzymka do Ziemi Świętej to dla Papieża mimo wielkich trudności prawdziwa szansa apostolstwa nowego czasu.

Ojciec Święty pielgrzymuje do Ziemi Świętej – jak sam to podkreślił – aby odwiedzić miejsca, które swoim życiem uświęcił Jezus, i modlić się tam o dar pokoju i jedności dla jej mieszkańców. O ten pokój apelował już w pierwszym dniu pobytu w Jordanii… Ekscelencjo, czemu tak jest, że Ziemia Święta musi się ciągle kojarzyć całemu światu z wojną, zamachami, konfliktami, niesprawiedliwością?
– Ziemia Święta – to paradoks – ma nieszczęście przeżywać tak wiele zawirowań politycznych prowadzących do wojen, które właściwie nie ustają. Są zawieszenia broni, ale mimo to wybuchają konflikty lokalne, a każdy z nich jest groźny. Od czasu powstania państwa Izrael ta część naszej ziemi jest wciąż w ogniu nienawiści i wojny. Prawdą jest jednak i to, że na tej samej ziemi Chrystus, zanim odszedł do Ojca, po spełnieniu swojego posłania zbawczej śmierci i zmartwychwstania modlił się żarliwie w Wieczerniku o dar jedności i pokoju. Wiedział bowiem, że człowiek jest wszędzie ten sam i taki sam, że może być agresywny wobec największych świętości, a zatem potrzebna jest modlitwa o pokój i o jedność, o pokój wsparty nie tylko układami politycznymi, bo te łatwo wypowiedzieć, czasem jeszcze łatwiej złamać. Tylko modlitwa przyniesie pokój, jaki tylko Chrystus jest w stanie dać, On, który sam jest – jak napisał św. Paweł – pokojem. W swojej śmierci zjednoczył dwie strony, dwa światy – pogański i judaistyczny. Zatem zadaniem duszpasterzy jest prowadzenie do tego samego źródła jedności, tej samej zasady, a jest nią Chrystus.

Wczoraj w czasie Mszy św. Ojciec Święty wzywał, aby rodzinom chrześcijańskim w Ziemi Świętej nigdy nie brakowało pomocy materialnej i moralnej potrzebnej do wypełnienia ich niezastąpionej roli w służbie społeczeństwu. Pielgrzymka Głowy Kościoła katolickiego do Ziemi Świętej to rzeczywiście ogromna szansa na zwrócenie uwagi na dramatycznie zmniejszającą się tam liczbę chrześcijan i ich trudną sytuację. Czy świat katolicki może być obojętny na tę sprawę?
– Oczywiście, że los chrześcijan, gdziekolwiek żyją, nie może być dla nas obojętny. Pewne było, iż Papież będzie poruszał sprawę trudnej sytuacji życia chrześcijan, bardzo często narażonych na ostre ataki, wręcz prześladowania do śmierci włącznie, ze strony fanatycznych wyznawców innych religii. Trzeba więc mówić o tym głośno, żeby ludzie nie ginęli w absurdalnej śmieci, nikomu niepotrzebnej. Obojętność wobec tych problemów byłaby nieporozumieniem. Natomiast prawdą jest również to, że ojczyzna Chrystusa jakby ubożała w wyznawców chrześcijaństwa. Powodów jest wiele. Przede wszystkim sytuacja polityczna, która jest wciąż wroga wobec chrześcijaństwa, ale rzecz sama w sobie nie jest nowa, bo chrześcijaństwo już od dawna cierpi z powodu konfliktów powodowanych przez wyznawców innych przekonań. Jest więc dobra okazja dla Ojca Świętego – nie znamy jeszcze wszystkich tekstów jego przemówień – ażeby o tych sprawach, o których może nie wszyscy wiedzą albo nie zdają sobie sprawy z przyczyn takich sytuacji, powiedzieć oraz prosić o pokój dla wspólnot chrześcijańskich.

Na ile wizyta Ojca Świętego Benedykta XVI może pomóc w zmianie raczej niekorzystnego wizerunku chrześcijan zarówno w społeczności żydów, jak i muzułmanów?
– Widzimy, że w muzułmańskiej Jordanii Papież został przyjęty bardzo życzliwie. Trudno przewidzieć, jak zostanie przyjęty przez społeczność żydów i palestyńskich muzułmanów. Obie te religie, zresztą monoteistyczne jak chrześcijaństwo, deklarują swoją otwartość, gotowość do dialogu, ale w istocie rzeczy poza dialog nie wychodzą, poza dialog, który jest najczęściej ustaleniem spraw bardzo podstawowych i wstępnych.
Czy teraz uda się odnowić lub udoskonalić wizerunek chrześcijan? Sądzę, iż osobowość Ojca Świętego jest tak silna, że on sam będzie znakiem tej pełni Bożego Słowa, jaką niesie z sobą chrześcijaństwo. Dlatego chcemy wspierać Ojca Świętego w tym, ażeby jego wystąpienia, jego przemówienia, ale może jeszcze bardziej sama jego obecność była wszędzie twórcza i prawdziwie apostolska.

Niestety, Ziemi Świętej nie omija to zgorszenie, jakim jest dla świata brak jedności chrześcijan. Jakie znaczenie papieska pielgrzymka może mieć dla ekumenicznego zbliżenia?
– Podział chrześcijaństwa w Ziemi Świętej to jest na pewno wielkie scandalum dla współczesnego świata i nie tylko. Kiedy byłem po raz pierwszy w Ziemi Świętej, nie mogłem się opamiętać po tym, czego doznałem, widząc, jak te wszystkie wielkie pomniki obecności Chrystusa są porozrywane pomiędzy różne wyznania, często podzielone także na określone godziny, w których dane wyznanie może się tam zjawić i jakąś liturgię, też uzgodnioną według umowy, sprawować. Jest więc właśnie tam, w Ziemi Świętej, w ojczyźnie Chrystusa, w której istnieją obok siebie trzy religie monoteistyczne, brak jedności chrześcijan szczególnie rażący i gorszący. Ale wróćmy do drugiego pytania, że przecież to było zasadniczą troską samego Chrystusa, który prosił swojego Ojca, aby Jego uczniowie byli jedno. Chrześcijaństwo nie jest jednością ani w Ziemi Świętej, ani gdzie indziej na świecie. Każde wyznanie prezentuje swój system teologiczny, jakoby najlepszy i jedynie możliwy do przyjęcia. Oczywiście wiele jest w tym subiektywizmu i niedoskonałości w odczytywaniu Ewangelii, która mówi o Chrystusie niepodzielonym. Apostoł Paweł ubolewał w Koryncie nad tym, że gmina koryncka tak się podzieliła, iż powstały aż cztery stronnictwa. Chrystus nie może być podzielony. Jeśli On zostanie dobrze rozpoznany i zgłębiona będzie Jego Ewangelia, to podział, jakim musi martwić się Ojciec Święty i każdy z nas zresztą, zniknie, ponieważ nie będzie podstaw do takiego podziału. Ale ile trzeba czasu, żeby rzeczywiście nastała jedna owczarnia i jeden Pasterz, ile trzeba cierpliwości i modlitwy, ażeby to, co wciąż jest niepokojące, stało się znakiem nowego czasu i nowej nadziei.

Dziękuję za rozmowę.
drukuj