Jak nie mleko, to mięso

Czy Polska stanie się potentatem w produkcji wołowiny?

Co roku kilkadziesiąt tysięcy rolników rezygnuje z produkcji mleka. Niektórzy sprzedają krowy i całkowicie zmieniają branżę. Inni chcieliby przestawić się na produkcję mięsa, ale brakuje im pieniędzy, a pomoc państwa może okazać się niewystarczająca.

Likwidowanie stad krów mlecznych wiąże się w największym stopniu z tym, że część rolników przekroczyła limity produkcji mleka i nie chcą płacić z tego powodu więcej kar. Inni nie mają warunków do rozwijania hodowli, a stado, jakie obecnie posiadają, jest zbyt małe, aby rolnik mógł z tego utrzymać siebie i rodzinę. Dlatego niektórzy rolnicy, zachęcani m.in. przez swoje organizacje branżowe, postanowili zająć się hodowlą bydła mięsnego. Zdaniem specjalistów, to bardzo perspektywiczny kierunek, gdyż Polska, niegdyś potentat w produkcji wołowiny, teraz znajduje się pod tym względem w europejskim ogonie. W większości państw pogłowie bydła w połowie stanowią krowy ras mięsnych i mlecznych. U nas te proporcje już wiele lat temu zostały zachwiane, ponieważ bydło mleczne stanowi więcej niż 80 proc. pogłowia zwierząt hodowlanych. Kłopoty z krajową kwotą mleczną, która okazała się za niska w stosunku do naszego potencjału, to jeden z sygnałów, że musi się to zmienić.

– Przestawienie się gospodarstw mlecznych na produkcję wołowiny to dobry pomysł – uważa Waldmar Broś, wiceprezes Krajowego Związku Spółdzielczości Mleczarskiej.

Broś przypomina, że związek od dawna namawia władze, aby pomagały rolnikom w zmianie profilu produkcji. Dzięki temu ci gospodarze, którzy nie mogą już utrzymać się w sektorze mleczarskim, znajdą nowe źródła dochodu. Z kolei Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, podkreśla, że Polska ma dobre warunki do hodowli, choćby dlatego że wiele hektarów ziemi jest wciąż niewykorzystywanych. Wierzbicki stwierdza wszak, iż bez pomocy państwa rozwój produkcji wołowiny będzie bardzo powolny.

Dotacja za dotacją

Niestety, rolników zmartwiła zapowiedź, że prawdopodobnie zniknie możliwość wypłacania przez państwo dotacji do zakupu krów ras mięsnych. Unia Europejska nie zgadza się na finansowanie takich zadań w budżecie rolnym na lata 2007-2013. Nikt nie ukrywa w Brukseli, że stało się tak na skutek obaw farmerów z zachodniej części kontynentu przed konkurencją z Polski.

– Szkoda, bo gdyby państwo zrefundowało mi część pieniędzy, mógłbym od razu kupić więcej krów i szybciej powiększać potem stado – mówi Zbigniew Czuryło, jeszcze właściciel stada krów mlecznych, ale już niedługo producent wołowiny. Chciałby kupić jałówki rasy limousin. Myślał o sześciu sztukach, ale w tej sytuacji zapowiada, że poprzestanie na trzech-czterech.

Nasz rząd stara się jeszcze o odsunięcie o kilka lat zakazu stosowania takich dotacji. Nie wiadomo, czy negocjacje się powiodą. Co więcej, część hodowców liczyła na pomoc państwa przy rozwijaniu polskich ras, które jeszcze 30-40 lat temu były często hodowane, a teraz są już w zaniku. Na szczęście w niektórych przypadkach można skorzystać z dopłat na odnawianie „tradycyjnej produkcji rolnej”.

Pewną pomocą dla rolników będzie natomiast system dopłat do zwierząt gospodarskich. Dotyczy to także krów. Rocznie dopłaty zwierzęce (zwane też paszowymi, bo dotyczą pieniędzy na łąki i pastwiska) mają wynieść około miliarda złotych.

Rząd zamierza pomóc także rolnikom, którzy sprzedają kwoty mleczne. Część limitów chce odkupić państwo, co również – choć w niedużym stopniu – może pomóc rolnikom w przestawieniu się na nową działalność.

Polska liderem?

Nasz kraj ma ogromny niewykorzystany potencjał w zakresie hodowli bydła. Teoretycznie więc możemy stać się liderem europejskiego rynku wołowiny. Dzięki sporej ilość gruntów rolnych koszty produkcji mięsa są u nas stosunkowo niewielkie. Ale choć Polacy spożywają zdecydowanie mniej wołowiny od mieszkańców Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, to jednak krajowe spożycie będzie rosło dość wolno. To przede wszystkim efekt naszych przyzwyczajeń kulinarnych, gdyż na polskich stołach większe uznanie zdobywają jak na razie wieprzowina i drób. Można oczywiście wydać sporo pieniędzy, także z budżetu państwa, na promocję wołowiny, ale trudno oczekiwać, aby rząd się na to zdecydował. Naraziłby się na niezadowolenie zwłaszcza silnego sektora trzody chlewnej. Jej hodowcy mogą poza tym jeszcze spać spokojnie z jeszcze jednego powodu: wołowina w Polsce jest wciąż o wiele droższa od mięsa wieprzowego.

Jednak chyba nie mamy innego wyjścia, jak właśnie bardziej zainwestować w bydło mięsne. Jeśli tego nie zrobimy, Polska stanie się mało znaczącym krajem w Europie pod względem hodowli krów. Jeszcze na przełomie lat 80. i 90. hodowaliśmy 10-11 mln krów; teraz jest ich ponad połowę mniej. Pogłowie bydła mlecznego będzie cały czas spadać, więc jeśli nie przybędzie stad mięsnych, za jakiś czas będziemy mieli w Polsce tylko około 2 mln krów.

Krzysztof Losz

drukuj