Polska ma swój głos

Jeżeli Europa zakazałaby wprowadzania na rynek leków, które wykorzystują ludzkie komórki embrionalne, to przemysł zareagowałby właściwie i przesunął swoją uwagę na to, co jest dozwolone


Z Konradem Szymańskim (PiS), dolnośląskim posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Magdalena M. Stawarska



W polskim parlamencie toczy się dyskusja na temat zmiany w Konstytucji, która ma na celu wprowadzenie do art. 38 zapisu gwarantującego ochronę życia człowieka „od momentu poczęcia do naturalnej śmierci”. Czy według Pana taki zapis jest potrzebny?


– Zdecydowanie tak. Zapis tego typu powinien znaleźć się w Konstytucji. W ustawie zasadniczej zdecydowano się regulować dużo bardziej błahe zagadnienia i dawać konstytucyjną, silną ochronę prawom dużo niższego rzędu niż fundamentalnemu prawu do życia. Wkroczymy wkrótce w okres potężnych kontrowersji prawnych związanych z początkiem i końcem życia, więc wydaje się, że adekwatną odpowiedzią jest umocnienie tej ochrony na poziomie konstytucyjnym. Polski prawodawca, także Trybunał Konstytucyjny, będzie w najbliższych latach spotykał się z wieloma trudnymi zagadnieniami dotyczącymi biomedycyny, nowych technologii i zaawansowanych terapii oraz problemów związanych z końcem życia. Dlatego wprowadzenie takiej poprawki jest jak najbardziej zasadne.


Przeciwnicy wprowadzenia tych zmian uważają, że jeśli art. 38 zostanie jeszcze bardziej uszczegółowiony, to wzrośnie podziemie aborcyjne. Podkreślają, że aborcja będzie dalej dokonywana, tyle że nielegalnie.


– To jest filozofia, która kazałaby zawiesić obowiązywanie większości artykułów kodeksu karnego, ponieważ kodeks karny zawiera mnóstwo dyspozycji kar w stosunku do czynów, które i tak są notorycznie popełniane, takich jak kradzież samochodu, morderstwa czy rozboje. Nikt nie oczekuje, że kodeks karny wyeliminuje te zdarzenia raz na zawsze, oczekujemy natomiast , że zmniejszy ich skalę. Artykuły, które zmierzają do karnej ochrony życia dzieci poczętych, mają dokładnie tę samą naturę. Są skierowane na to, żeby zahamować to zjawisko. Nie oczekujemy, niestety, że mogą całkowicie zmienić świat. Jest to więc bardzo przewrotny argument, podważający cały system wymiaru sprawiedliwości.


Ustawa z 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży uważana jest przez wielu za kompromis. Tymczasem zdaniem szefa Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka dr. inż. Antoniego Zięby osiągnięty wówczas stan prawny nie był żadnym kompromisem między siłami wrogimi życiu i obrońcami życia, lecz stanowi wynik wielkiej politycznej batalii o fundamentalną wartość: ochronę życia człowieka.


– W tym przypadku o kompromisie możemy mówić tylko w tym sensie, że ustawa ta spełnia tylko niektóre postulaty jednej i drugiej strony tego sporu. Słowo „kompromis” ma w dzisiejszych czasach tak fundamentalnie pozytywny wydźwięk, że można zrozumieć trudności z jego używaniem w tym kontekście.


Zdarza się, że nawet osoby deklarujące sprzeciw wobec aborcji twierdzą, iż w pewnych przypadkach nie można inaczej postąpić. Uważają, że nie należy zmieniać ani Konstytucji, ani ustawy, ponieważ obecne zapisy są wystarczające.


– Od momentu wprowadzenia ustawy aż do tej pory w Polsce za mało rozmawiano na temat głębszego, moralnego, a nie tylko politycznego sensu wyjątków, które zostały w niej zapisane. Gdy wniknąć w naturę tych wyjątków, to bardzo trudno ich bronić. Jeżeli zasadniczo wszyscy się zgodziliśmy, że życie ludzkie w fazie prenatalnej ma indywidualną i obiektywną wartość, to z jakich powodów się uznaje, że wartość ta jest nagle pomniejszona z powodu np. pochodzenia ciąży z gwałtu? Oczywiście nikt nie ma wątpliwości, że to dramatyczna sytuacja, ale gdzie tu jest związek z wartością życia samego dziecka? Bardzo trudno zatem obronić takie stanowisko poza jego kontekstem politycznym. Statystyki pokazują, że te trzy wyjątki to w praktyce kwestia nielicznych przypadków, ale ich natura jest warta większej uwagi. Należałoby o tym więcej rozmawiać, nie tylko w Sejmie. W tym sensie podzielam wątpliwości wielu osób, które powstrzymują się od szybkiego trybu w tej sprawie. Zmiany w prawie powinny mieć dobre „podglebie społeczne”. Dzisiaj w Polsce jest bardzo mało zrozumienia dla takich zmian. Uważam, że to nasze zaniedbanie. Warto to nadrobić, zanim zaproponujemy zmiany w prawie o ochronie życia.


Obowiązujące obecnie przepisy pozwalają na aborcję również wtedy, gdy lekarz oceni, że zdrowie lub życie matki jest zagrożone…


– Jeżeli chodzi o problem konfliktu pomiędzy życiem matki a życiem dziecka, to bardzo wielu lekarzy potwierdza, że jest to sytuacja czysto teoretyczna i akademicka. Według mnie, tej sprawy nie powinno się regulować prawnie, lecz pozostawić ją lekarzom, którzy powinni mieć swobodę podejmowania umotywowanych medycznie decyzji, co należy robić, mając generalne przykazanie, że powinni chronić życie obu osób w równym stopniu.


A co w przypadku, gdy w wyniku badań prenatalnych okazuje się, że istnieje poważne prawdopodobieństwo, iż dziecko przyjdzie na świat z trwałym upośledzeniem – fizycznym bądź psychicznym?


– W odniesieniu do zdiagnozowanych ułomności dziecka powstaje poważne pytanie, jaka skala tych ułomności jest już wystarczająca do tego, żeby zalegalizować wnioskowaną aborcję. Tutaj nie ma jasności i w konsekwencji wytwarzamy sytuacją bardzo trudną, zarówno dla matki, która znalazła się w takich okolicznościach, jak i dla tego lekarza oraz całego otoczenia. Słabością naszej strony pro life, o której się mało mówi, jest stworzenie możliwości adopcyjnych dla dzieci upośledzonych, których matki nie chcą podjąć takiego wyzwania.


Czy prawo unijne może w jakikolwiek sposób podważyć polskie ustawodawstwo dotyczące ochrony życia dzieci nienarodzonych, a także osób starszych?


– Nie, nie może. Traktaty nie dają Unii żadnych podstaw do działania w zakresie prawa konstytucyjnego, karnego, rodzinnego. To jest sfera, która jest poza procesem integracji i taką powinna pozostać. Pamiętajmy jednak o tym, że Unia Europejska jest wciąż zmieniającym się bytem. Wiele osób chciałoby, żeby Unia miała coraz szersze kompetencje również i w tej dziedzinie. Natomiast na to się nie zanosi, ponieważ z wielu różnych powodów państwa członkowskie nie mają ochoty wyzbywać się zanadto swoich kompetencji. Wydaje się, że właśnie dzisiaj jesteśmy w takim momencie, gdy państwa członkowskie mówią: już dość! Być może nastąpią zmiany w zakresie innych zagadnień, niezwiązanych z tą sferą, ale w kwestii aborcji na pewno nie. Generalnie radykalnego rozrostu kompetencji unijnej w najbliższym czasie nie należy się spodziewać. Warto zaznaczyć, że porównywalny poziom ochrony prawnej dziecka poczętego mamy w Irlandii, na Malcie i w Portugalii. Jeszcze do niedawna podobnie sprawa wyglądała w Hiszpanii.


Unia nie może więc przymusić Polski do działań przeciwko ochronie życia człowieka? A jednak pewne dyskusje toczące się w Parlamencie Europejskim są niepokojące.


– Ważnym zagadnieniem jest to, w jaki sposób Unia Europejska reaguje na tego typu tematy. Oczywiście Unia nie ma i nie będzie miała takich kompetencji, by wpływać na stan regulacji prawnej dotyczącej ochrony życia. Ale to nie zmienia sytuacji, że zdarza się, iż Parlament Europejski na poziomie politycznym, deklaratywnym wzywa do zapewniana tzw. praw reprodukcyjnych, które mówią m.in. o dostępności do aborcji. To nie są rzeczy obligatoryjne, które nas do czegokolwiek zobowiązują, ale wytwarzają złą atmosferę wokół takiej polityki, jaką prowadzi na przykład Polska w tej sprawie. Podobnie sprawa wygląda na poziomie budżetowym. Unia niepotrzebnie angażuje środki wspólne, które pochodzą również z polskiego, maltańskiego i irlandzkiego budżetu, na badania, które zakładają niszczenie życia w celu pobierania komórek macierzystych pochodzenia embrionalnego. Dzieje się to również w ramach polityki rozwojowej dla krajów Trzeciego Świata. Niepotrzebnie zdarza się, że ze wspólnych środków finansuje się kampanie na rzecz tzw. praw reprodukcyjnych – tak w kontekście pomocy biednym, jak i w kontekście zatrzymania epidemii AIDS. To jest nie tylko niewłaściwe z powodów formalnych, ale również nieskuteczne z punktu widzenia założonych celów.


Jest oczywiste, że prezerwatywa nie wyleczy chorych na AIDS.


– Pamiętajmy o tym, że kraje Trzeciego Świata nie dlatego cierpią biedę albo epidemię AIDS, że nie mają dostępu do antykoncepcji, edukacji seksualnej i aborcji, ale dlatego że mają bardzo słabe rządy i złą, skorumpowaną politykę, która prowadzi do ubożenia tych krajów. Od czasów, kiedy upowszechniono polityki ONZ-owskie zakładające edukację seksualną i antykoncepcję, te kraje jakoś się zanadto nie wzbogaciły. Podjęte przez nie kroki w zakresie walki z AIDS nie zadziałały, więc wydaje się, że trzeba szukać innych środków w tym zakresie. W krajach Trzeciego Świata jedyną polityką, jaka zdołała zahamować rozprzestrzenianie się epidemii, był nacisk na wstrzemięźliwość seksualną i wierność. Takim przypadkiem jest Uganda, gdzie rząd zdecydował się na to, by promować tego typu kampanie społeczne – i to przyniosło efekty. Uganda jest krajem, który ma bardzo niski wskaźnik rozprzestrzeniania się AIDS w przeciwieństwie do całego otoczenia tego kraju. Tylko z powodów uprzedzeń ideologicznych Unia nie chce tego przyjąć do wiadomości.


Czy istnieje zagrożenie, że pieniądze pochodzące z polskiej składki będą przeznaczane na badania na komórkach macierzystych dzieci poczętych?


– Siódmy Program Ramowy pozwala na finansowanie badań z użyciem komórek macierzystych pochodzenia embrionalnego. Nie znaczy to, że takie badania będą finansowane, ponieważ to zależy od decyzji komitetów regulujących, w których również Polska ma swój głos, więc być może uda się zablokować te projekty, które zakładałyby używanie komórek macierzystych pochodzenia embrionalnego. Istnieje zatem ryzyko, ale nie ma pewności. Jak pojawią się wnioski, to będziemy wtedy myśleli, w jaki sposób je odrzucić, aby w konsekwencji nie finansować ich ze środków UE.


Mówi się o tym, że preparaty, które powstaną w wyniku tych badań, mogą przynieść ogromne zyski firmom farmaceutycznym. Czy rzeczywiście mają one szansę trafić na rynek?


– W tym przypadku chodzi o tzw. autoryzację leków, czyli dopuszczanie na rynek europejski leków z wykorzystaniem komórek macierzystych pochodzenia embrionalnego. To jest melodia przyszłości, ponieważ na razie na rynku nie ma takich preparatów, ale decyzja o dopuszczeniu ich na skalę europejską spowoduje, że koncerny farmaceutyczne zaczną w swoich badaniach właśnie na nich się koncentrować. Będą chciały odpowiedzieć na potrzebę wielu osób, które oczekują zaawansowanych terapii w przypadku bardzo skomplikowanych chorób. Jeżeli będzie dozwolone tworzenie tych leków z użyciem komórek macierzystych pochodzenia embrionalnego, to będą one tworzone.

W jaki sposób można temu zapobiec?

– Nam zależy na tym, żeby przemysł i centra badawcze koncentrowały się na zaawansowanych terapiach, które będą wykorzystywały komórki macierzyste, ale nie pochodzenia embrionalnego. Z naukowego punktu widzenia jest to możliwe. Jeżeli Europa zakazałaby wprowadzania na rynek leków, które wykorzystują ludzkie komórki embrionalne, to przemysł zareagowałby właściwie i przesunął swoją uwagę na to, co jest dozwolone. Warto dodać, że finansowa skala tego problemu jest dużo szersza niż budżet polityki badawczej UE. Chodzi o miliardy euro, które będą kierowane z budżetów badawczych koncernów farmaceutycznych na te badania. Trzeba mieć świadomość, jak ważna i kluczowa w tym względzie jest decyzja Unii Europejskiej, która właśnie się kształtuje. Polski rząd jest zaangażowany, aby nie dopuścić do tego na poziomie unijnym. W Parlamencie Europejskim zdania w tej kwestii są jednak bardzo podzielone.

Dziękuję za rozmowę.

Zdarza się, iż Parlament Europejski na poziomie politycznym, deklaratywnym wzywa do zapewniana tzw. praw reprodukcyjnych, które mówią m.in. o dostępności do aborcji. To nie są rzeczy obligatoryjne, które nas do czegokolwiek zobowiązują, ale wytwarzają złą atmosferę wokół takiej polityki, jaką prowadzi na przykład Polska w tej sprawie. Podobnie sprawa wygląda na poziomie budżetowym. Unia niepotrzebnie angażuje środki wspólne, które pochodzą również z polskiego, maltańskiego i irlandzkiego budżetu, na badania, które zakładają niszczenie życia w celu pobierania komórek macierzystych pochodzenia embrionalnego.

drukuj