Sokrates, Mahomet a sprawa polska
Temat zapowiedziany w tytule jest szeroki, ale pragnę zająć się właściwie jedną sprawą, która – zarówno w wykładzie Benedykta XVI, jak i w niektórych rozsądnych komentarzach – wybija się na pierwszy plan: czy ludzka cywilizacja ma być budowana w oparciu o rozum, czy przez poddanie się wszelakim elementom i żywiołom irracjonalnym. Jest to pytanie, które nasuwa się w związku z obserwacją aktualnej naszej historii – na świecie i w Polsce.
Boski dar rozumu
Jest to problem głębszy niż płytkie spory partyjne, w których jakaś „platforma” upiera się, że koniecznie musi rządzić, choć nie ma po temu żadnych praw ani kwalifikacji. W istocie pytanie wyłania się z całego nurtu historii i cywilizacji europejskiej, w ramach której zdołano osiągnąć syntezę między myśleniem racjonalnym i myśleniem religijnym, opartym na Objawieniu, co nie udało się nigdzie poza chrześcijaństwem i nigdy przedtem. Było to niewątpliwie zrządzenie Opatrzności, że chrześcijaństwo od początku miało szansę spotkać się z wysoko udoskonaloną filozofią grecką, zdolną w dużym stopniu oczyścić pojęcie Bóstwa od naleciałości mitologicznych i kosmicznych (por. „Fides et ratio”, 36), a wiara objawiona wspomagała rozum w rozwoju jego naturalnej i wewnętrznej tendencji do poszukiwania całej prawdy, także tej, która początkowo wydawała się nieosiągalna: na przykład prawda o stworzeniu czy o życiu wiecznym. Pomiędzy prawdą objawioną a prawdą zdobywaną wysiłkiem umysłu filozoficznego nie może być sprzeczności, ponieważ w istocie „prawda jest jedna” („Fides et ratio”, 34).
W podobny sposób Benedykt XVI w swym znakomitym wykładzie wygłoszonym w Ratyzbonie[1] wykazuje wewnętrzną odpowiedniość między ludzkim rozumem a rozumem Bożym, czyli stwórczym „Logosem”, który czyni człowieka wewnętrznie zdolnym do poszukiwania prawdy i kierowania się nią. Benedykt XVI odrzuca stanowczo koncepcje głoszące całkowitą przepaść między Bogiem a ludzkim rozumem. Łączność między myślą Boga a ludzkim rozumem jest tak głęboka i żywa, że uczestniczenie w prawdzie jest równocześnie aktem chwały oddanej Bogu, natomiast odrzucenie rozumu, działanie przeciw prawdzie jest obrazą Boga, jest czymś sprzecznym nie tylko z naturą człowieka, ale i z naturą Boga. Człowiek jako obraz Boży ma działać na podobieństwo Boga; zaś działanie oderwane od rozumu „jest czymś przeciwnym naturze Boga”.
Awans i upadek
Benedykt XVI – podobnie jak to czynił Jan Paweł II w „Fides et ratio” – podkreśla, że spotkanie Ewangelii i filozofii greckiej – skondensowanej przez św. Jana Ewangelistę w „Logosie” – nie było zwykłym przypadkiem. Już objawienie Imienia Bożego w „krzaku gorejącym” było zasadniczą kontestacją wobec wszelkich bóstw pogańskich roszczących sobie prawo do władzy nad narodami. W analogiczny sposób Sokrates usiłował obalić mity zaciemniające myślenie etyczne, myślenie w prawdzie. Benedykt XVI głosi, że „to spotkanie między wiarą biblijną i dociekaniem filozoficznym Greków jest wydarzeniem o decydującym znaczeniu nie tylko z punktu widzenia historii religii, lecz także z punktu widzenia historii powszechnej; jest to fakt, który niesie zobowiązanie także na dzisiaj. Biorąc pod uwagę to spotkanie, nie jest czymś dziwnym, że chrześcijaństwo, pomimo że swój początek wzięło na Wschodzie i tam przeżyło poważny rozwój, znalazło ostatecznie swoją decydującą postać historyczną w Europie. Możemy to wyrazić także w ten sposób: owo spotkanie, do którego z kolei włączyło się dziedzictwo Rzymu, stworzyło Europę i pozostaje nadal fundamentem tego wszystkiego, co słusznie może się nazywać Europą”.
Tę harmonię wiary i rozumu zaczęto w wiekach nowożytnych osłabiać tak ze szkodą dla teologii, jak i filozofii, na czym ucierpiał przede wszystkim człowiek, a konsekwentnie społeczeństwo i kultura. Wiedza naukowa, zacieśniona do horyzontu zjawisk sprawdzalnych doświadczalnie, spowodowała, że również rozumienie człowieka zostało podobnie zredukowane. Nauka przestała się zajmować podstawowymi pytaniami człowieka, dotyczącymi początku i celu ludzkiego istnienia; pytania o treści religijnej i etycznej nie znalazły miejsca w obszarze nauki i zostały zepchnięte do subiektywnej sfery świadomości. Benedykt XVI podkreśla, że w następstwie tych procesów „etos i religia utraciły moc twórczego wpływu na społeczeństwo i zostały poddane prywatnemu osądowi. Jest to sytuacja niebezpieczna dla ludzkości: widzimy to w groźnych patologiach dotykających i religie, i rozum, patologiach, które koniecznie muszą wybuchnąć, kiedy rozum zostaje zredukowany do takiego punktu, że zagadnienia religii i etyki już do niego nie należą”. Jest to ważne ostrzeżenie. Kiedy rozum przestaje oświecać najważniejsze dziedziny życia ludzkiego, zaczynają dochodzić do głosu ślepe żywioły i namiętności wyzwolone spod kontroli moralności. Papież mówi: „Zachód już od dawna jest zagrożony z powodu tego odwrócenia się od fundamentalnych zagadnień rozumu i przez to może ściągnąć na siebie wielkie zło”. Oparł się w sformułowaniu tej opinii na zdaniu Sokratesa, który w „Fedonie” po wysłuchaniu wielu fałszywych teorii powiedział: „Byłoby nawet zrozumiałe, gdyby ktoś, wysłuchawszy tylu błędów, na całe życie znienawidził wszelkie dysputy na temat bytu i je zlekceważył. Lecz w ten sposób utraciłby prawdę o bycie i ściągnąłby na siebie wielką szkodę”.
Krytyka „nowoczesnego rozumu”
Spośród powodzi komentarzy odnoszących się do wykładu Benedykta XVI w Ratyzbonie wybieram jeden, zatytułowany „Sokrates czy Mahomet?”[2], który rozwija pewną ideę ze względu na jej znaczenie dla społeczeństwa i cywilizacji. Autor Lee Harris dobrze zrozumiał myśl Papieża, który dokonał „krytyki od wewnątrz” tego, co nazywa się „nowoczesnym rozumem”, wykazując, że rozum, który dokonał samoograniczenia w kierunku pozytywizmu poznawczego, nie jest w stanie spełnić zadań, które do niego należą.
Benedykt XVI zdawał sobie sprawę, że skoro nowoczesna nauka nie przewiduje debaty dotyczącej Boga, gdyż to nie mieści się w jej metodologii, należy do tego problemu podejść od strony owej „wewnętrznej krytyki rozumu”. Punktem wyjścia dla tej analizy było przypomnienie pojęcia „dżihad”. Z punktu widzenia „nowoczesnego rozumu” wszystkie religijne wierzenia (jako znajdujące się poza zakresem nauki) są w jednakowym stopniu irracjonalne, wszystkie systemy etyczne są jednakowo nieweryfikowalne, a wszystkie pojęcia Boga w równym stopniu pozaracjonalne. „Lecz jeśli tak jest, to co może powiedzieć nowoczesny rozum, kiedy zostanie skonfrontowany z Bogiem, który każe swoim wyznawcom użyć przemocy, a nawet grozić śmiercią, w celu nawrócenia „niewiernych”?”. Taki „nowoczesny rozum” nie jest w stanie orzec, czy Bóg nakazujący przemoc jest lepszy od Boga nienakazującego przemocy w celu nawracania. Dla nowoczesnego ateisty obaj „Bogowie” są tylko wymysłem fantazji. „Czy więc nowoczesny rozum może stać bezstronnie wobec faktu zderzenia pomiędzy religią, która nakazuje dżihad a religią, która zabrania używać przemocy w celu nawracania? Czy nowoczesny ateista może nie opowiedzieć się za zdaniem Manuela II Paleologa, że „Bóg nie lubuje się w krwi” i że „działanie nierozumne jest przeciwne Boskiej naturze”?”. Nowoczesny rozum tego nie może; ale „czy nowoczesny rozum może przetrwać jako rozum, jeśli nadal upiera się w redukowaniu procesu poznania do sfery naukowej metodologii? Jeżeli nowoczesny rozum nie potrafi opowiedzieć się po stronie cesarza w tej debacie, jeżeli nie może zobaczyć, że jego religia jest bardziej rozumna niż religia tych, którzy głoszą i praktykują dżihad, jeżeli nie potrafi potępić jako nierozumnej religii, która zmusza ateistów i niewierzących do podjęcia wyboru pomiędzy ich ocaleniem a śmiercią, wtedy nowoczesny rozum może wprawdzie być nowoczesny, lecz równocześnie przestaje być rozumem”. Harris w ten sposób rozwija problem postawiony przez Benedykta i „przygważdża” scjentystów do ściany.
Nie-rozum zagrożeniem dla świata
Harris komentuje także twierdzenie Papieża, że owo samoograniczenie rozumu wykluczające ze sfery poznania rzeczywistość transcendentną, zagraża istnieniu ludzkości. Pisze: „Jeżeli jednostka jest wolna, by wybrać między przemocą i rozumem, wtedy jest rzeczą niemożliwą stworzenie wspólnoty (społeczeństwa), w której wszyscy członkowie ograniczają używanie rozumu jedynie do realizacji własnych celów. Jeżeli pozostawia się jednostce decyzję, czy użyć rozumu czy przemocy, wtedy ci, którzy wybrali przemoc, będą w sposób nieunikniony niszczyć społeczeństwo tych, którzy opowiadają się za rozumem. Co gorsza, zwolennicy przemocy nie potrzebują stanowić dużej procentowo liczby, aby zniszczyć samą możliwość istnienia społeczności ludzi rozumnych: brutalna siła i terror szybko gaszą dialog i dyskusję”. Na tle takiego rozwoju wypadków Harris stwierdza, że „jeśli rozumny człowiek jest rzeczywiście rozumny, wtedy musi uznać, że nowoczesny rozum zdolny jest przeżyć (przetrwać) jedynie w społeczeństwie zbudowanym przez ludzi rozumnych. A skoro rozumny człowiek życzy sobie żyć w społeczeństwie stworzonym przez innych rozumnych ludzi, w takim razie rozumny człowiek nie może zgadzać się na to, aby wybór między rozumem i przemocą zależał od czysto osobistego smaku (wyczucia) czy intelektualnego kaprysu. Zgadzać się na to, to zdradzić rozum”.
Harris prowadzi myśl do końca. Twierdzi więc, że choć „nowoczesny rozum” nie może „naukowo” udowodnić, że społeczeństwo złożone z ludzi rozumnych odznacza się wyższą jakością etyczną (wyższym poziomem moralnym) w stosunku do społeczeństwa rządzonego przez zwolenników przemocy, jednak ta krytyka rozumu „od wewnątrz” prowadzi do wniosku, że społeczeństwo ludzi rozumnych jest po prostu warunkiem istnienia nowoczesnego rozumu: jest a priori etycznym fundamentem istnienia nowoczesnego rozumu. W ten sposób nowoczesny rozum pomimo że głosi, iż nie może wydać opinii naukowej na temat etyki i religii, musi uznać, że jego własne istnienie i przetrwanie wymaga obydwu: postulatu etycznego i postulatu religijnego. Postulat etyczny brzmi: „czyń wszystko, co jest możliwe, by stworzyć społeczeństwo rozumnych ludzi, którzy powstrzymują się od przemocy i wybierają rozum. Postulat religijny brzmi: jeśli masz wybierać między religiami, zawsze opowiedz się za religią, która bardziej sprzyja stworzeniu społeczności rozumnych ludzi, nawet jeśli w nią sam nie wierzysz”. Tego się nie da udowodnić „naukowo”, ale jest oczywiste, że odrzucenie tych postulatów podważa szansę przetrwania samego „nowoczesnego rozumu”.
Harris interesująco ilustruje problem, powołując się na Johanna Herdera, który był uczniem Kanta. Właśnie Herder, zastanawiając się nad tym, dlaczego możliwe było w Europie powstanie całego „oświecenia” i takiej filozofii jak Kanta, stwierdził, że było to możliwe w Europie i tylko w Europie, w której człowiek osiągnął to, co nazwał „kulturą rozumu”. Dokonując przeglądu historii i światowych kultur, Herder ze zdziwieniem zauważył, że w ogromnej większości ludzkich społeczeństw rozum odgrywał znikomą rolę albo nawet żadną. „Ludzie byli rządzeni albo przez ślepą przynależność do tradycji albo przez brutalną siłę. Jedynie wśród starożytnych Greków wyłonił się ideał rozumu, do którego odwołał się Manuel II Paleologus w dialogu z uczonym Persem”. Oczywiście historia chrześcijaństwa, a zwłaszcza historia chrześcijańskiej teologii poświadcza, że ta kultura rozumu jest także owocem myślenia opartego na wierze, co stwierdza także encyklika „Fides et ratio” (por. nr 16-20).
Rozum nawet nieświadomie, po omacku, szuka Boga. Nowoczesny rozum nawet tworzy sobie – jak mówi Harris – własnych „ersatz bogów”. Takim „bogiem” jest Kosmos, w którym wszystko „samo” się rozwinęło, począwszy od „wielkiego wybuchu”. Jednak w tym kosmosie wolność jest iluzją, wszystko jest zdeterminowane. Nie ma tu umysłu, jest tylko materia. „Jednak – pyta Harris – jak bez umysłu – jak może powstać rozum? Bez wolnej woli – jak może się pojawić odpowiedzialny wybór? Bez odpowiedzialnych wyborów, jak mogą się znaleźć odpowiedzialni ludzie? Bez odpowiedzialnych ludzi, jak mogą powstać społeczeństwa, w których ludzka godność jest broniona przed zniewagą ze strony brutalnej siły i przemocy?”.
Siła prawa czy prawo siły
Ale wróćmy do naszych polskich spraw. Jak zbudować prawdziwe społeczeństwo w nowej, suwerennej Rzeczypospolitej? Podpowiada nam ks. kard. Carlo Cafarra w znakomitym wykładzie pt. „Wiara chrześcijańska a sfera publiczna”[3]. Kardynał odpowiada, że społeczeństwo jest rzeczywistością etyczną, jest czymś do zbudowania wysiłkiem wolnej woli osób zjednoczonych jedną prawdą i jednym rozumieniem dobra wspólnego. Sobór Watykański II głosi, że w rzeczywistości stworzonej są zapisane prawa i wartości, którymi należy się kierować w budowaniu społeczeństwa. Rozum poznaje je jako prawdę stworzenia, a zarazem jako prawa rządzące naszym działaniem. Są to więc „prawa rozumu”, ponieważ rozum, poznając te prawa, uczestniczy w mądrości Boga Stwórcy. Społeczeństwo to dzieło osób, ale też istota społeczeństwa jest podporządkowana godności osoby i jej powołaniu, czyli transcendentnej wartości osoby i wspólnoty osób. Wprawdzie wszystko w świecie jest poddane człowiekowi, ale sam człowiek jest poddany Bogu, nie tylko jako jednostka, ale także jako podmiot życia wspólnotowego. Nie ma w życiu społecznym i publicznym sfery „neutralnej etycznie”, ponieważ wszędzie działa człowiek jako podmiot odpowiedzialności etycznej. Gdyby pozbawić człowieka tej odpowiedzialności, znaczyłoby to, że pozbawiono go jego ludzkiej tożsamości. Człowiek oderwany od relacji do Boga ginie jako człowiek, o czym świadczy cała historia objawienia. Podobnie naród oderwany od podstaw etycznych stacza się na poziom tyranii i barbarzyństwa.
Jeszcze brzmią nam w uszach słowa Jana Pawła II, że Polski bez Chrystusa nie można zrozumieć. Oznacza to także, że Polska nie może być sobą, jeśli nie przyjmie tego „Dekalogu dla Polski”, który został przypomniany nam przez naszego Rodaka Jana Pawła II. Dlatego patrząc na naszą ostatnią historię, należy uznać za niezwykle opatrznościowe to, że odbudowa Polski suwerennej odbywa się na podstawie „prawa i sprawiedliwości”. Oznacza to, że musi się ona odbywać na podstawie prawdy i uznania naszej tożsamości narodowej, religijnej i kulturowej, która była systematycznie niszczona przez naszych okupantów, a potem przez ich kontynuatorów, najemników obcych mafii, kłamców, agentów i zdrajców. Równocześnie, pomimo szlachetnych i rozsądnych wysiłków obecnego rządu polskiego, obserwujemy silne naciski, niemające obiektywnego uzasadnienia, aby Polskę zepchnąć z powrotem na tory liberalnej anarchii i moralnej dżungli. Chcą tego liberałowie, którzy nie zrozumieli niczego z historii ostatniego stulecia, a może nie chcą zrozumieć, że liberalizm jest najskuteczniejszą platformą dla zepchnięcia narodu na poziom chaosu, nihilizmu i barbarzyństwa. W Stanach Zjednoczonych wielu publicystów ostrzega kraj przed mętną ideologią liberałów, którzy grzeszą dziwną ślepotą moralną[4].
Bardzo to przykry widok, kiedy społeczeństwo polskie dzieli się na tych, którzy uprawiają kulturę rozumu, i na tych, którzy – w braku rozumu – usiłują zawładnąć Polską przy pomocy siły hałasu, tupetu i nienawiści. Czyżbyśmy już odeszli od tradycji prawdziwej Europy i staczali się na poziom dzikusów? Czy musimy żyć w takim klimacie, w którym dominuje przemoc medialna i psychiczna, agresja i pogarda dla wszystkiego, co wyższe? Bo jest podobno u nas taka partia, która wypisała swój program i hasła polityczne na taśmie z papieru toaletowego, aby wszystkich przekonać, na jakim poziomie toczy się debata przez nich prowadzona i do czego ma ten program służyć. Współczuję im i wszystkim rodakom zmuszonym obserwować to gorszące widowisko. Najwyższy czas, by zacząć myśleć i zacząć kierować się prawdą i prawem, które Bóg sam wypisał w sercu człowieka, a zwłaszcza Prawem, które objawił w Sercu Jezusa. A ludzi, którzy tylko mącą w polityce i nie potrafią niczego prócz krzyku, należałoby uprzejmie wyprosić z parlamentu. Domaga się tego godność Narodu i honor państwa, domaga się tego prosty, uczciwy, zdrowy rozsądek.
[1] „Fede, ragione e universit?”, interveno del Papa all”Universita di Ratisbona; zob. Zenit 13 settembre 2006.
[2] Lee Harris, Sokrates or Muhammad?, Weekly Standard, September 28, 2006.
[3] Zenit 7 ottobre 2006, „Fede cristiana e sfera pubblica”.
[4] Na przykład Gabriel Garnica, „Liberale Sufler From Moral, Social and Logical Astigmatism, MichNews Oct. 9, 2006.
