Szkoła optymalna
Rozpoczyna się nowy rok szkolny, a wraz z nim powraca dyskusja na temat kierunku rozwoju polskiego szkolnictwa. Zapewne znów spadnie na nasze głowy grad ważkich argumentów, będziemy świadkami iskrzącego od emocji ścierania się koncepcji edukacyjnych. Na pewno o szkole rozmawiać warto i należy wprowadzać zmiany, które polepszą stan oświaty, lepiej przygotują dzieci i młodzież do spełniania różnorakich zadań w dorosłym życiu. Jednak może warto dojrzeć to, co mimo nieustannego szumu wokół polskiej szkoły wyrosło gdzieś na uboczu – w ciszy i spokoju, i sprawdza się w naszych polskich realiach.
Kilkunastoosobowe klasy, wykwalifikowani nauczyciele, indywidualne traktowanie każdego ucznia, dobre wyposażenie w pomoce naukowe, miła, domowa atmosfera, bezpieczeństwo, duży wybór zajęć pozalekcyjnych, dobry kontakt z rodzicami – to nie szkolna utopia, ale rzeczywistość. Dostępna nie tylko w większych miastach i dla dzieci z dość zamożnych rodzin. To wszystko jest możliwe i jest realizowane w małych szkołach wiejskich, obecnie funkcjonujących. Choć i tam występują specyficzne problemy i trudności, nauka w takiej szkole to już nie utrata szansy na „równy start”, ale często wprost przeciwnie: szansa na spokojne dzieciństwo i dobre podstawy do dalszej nauki. I nie chodzi tu o wybitne placówki, ale o to, co dzieje się w wielu zwykłych szkołach. Potwierdzeniem tego jest fakt, że w ostatnich latach wzrósł odsetek studentów pochodzenia wiejskiego na studiach stacjonarnych do 22 proc. (z 17 w latach 70., a nawet 2 proc. w latach 90.).
Spokojnie i bezpiecznie
– Do Szkoły Podstawowej w Zabielu w województwie lubelskim uczęszcza 92 dzieci, w klasach I-VI jest ich 77, w klasie zerowej 15 – mówi dyrektor szkoły Jadwiga Kacprzak. – W takich warunkach każdego ucznia mamy pod kontrolą – dodaje pani Jadwiga. – Jeśli zdarzy się przypadek niepoprawnego zachowania, nauczyciele nie czują się bezradni, nie są obojętni, natychmiast reagują. Informacja szybko dociera do rodziców, niekiedy też – do szerszej społeczności wioski.
Znajomość rodziców czy szerszego środowiska rodzinnego bardzo ułatwia pracę wychowawczą, komunikację z rodzicami, pomaga znaleźć źródło problemów i sposoby ich rozwiązywania.
„Mamy kadrę wykwalifikowaną”
Jeszcze kilkanaście lat temu słyszało się o tzw. selekcji negatywnej w doborze kadry nauczycielskiej. Obecnie stosunek do zawodu nauczyciela się zmienił. W dobie bezrobocia ważna jest stała, etatowa praca, dająca poczucie bezpieczeństwa. Poza tym płace w oświacie, szczególnie dla nauczycieli mających kwalifikacje, spory staż i stopnie awansu zawodowego nie są do pogardzenia, szczególnie w środowiskach, w których pensja ponad tysiąc złotych dla wielu jest marzeniem. Kadrę szkoły tworzą nauczyciele po studiach, wielu z nich ma pokończonych kilka kierunków, kursy, specjalizacje. W Zabielu pracuje 13 nauczycieli. Całe etaty mają tu jednak nie wszyscy: nauczyciele nauczania początkowego, polonista, matematyk. Nauczyciele takich przedmiotów jak przyroda, historia, język obcy, aby wyrobić etat, pracują w kilku szkołach. Choć pewnym problemem są dojazdy, większość ma swoje samochody, a wielu nauczycieli świadomie wybiera pracę na wsi. I to nie tylko dla 10-procentowego dodatku. Dla wielu najważniejsze są warunki pracy, przede wszystkim sytuacja wychowawcza zupełnie inna niż w dużych szkołach miejskich.
– Za to praca nauczyciela na wsi nie kończy się z ostatnim dzwonkiem. Prawie każdy prowadzi – nieodpłatnie – koło zainteresowań – mówi dyrektor Jadwiga Kacprzak. W Zabielu działają kółka: ekologiczne, komputerowe, teatralne, matematyczne, historyczne, sportowe.
„Będę paleontologiem”
Klasa kształcenia zintegrowanego. Niewielka, przytulna, kolorowa sala wyposażona w nowe meble, urządzona bardzo estetycznie i pomysłowo: na szybach barwne, zabawne witrażyki literowe, na ścianach estetyczne pomoce i tablice dydaktyczne, w oknach i na szafach niebieskie doniczki z wypielęgnowanymi kwiatami.
Większość pomocy nauczyciele wykonują sami. Jest to spowodowane z jednej strony tym, że pomocy dydaktycznych nie można praktycznie kupić, a jeśli już są to bardzo drogie. Tymczasem w sukurs przychodzą inni nauczyciele, różnorakość materiałów do prac plastycznych, no i oczywiście komputer i internet, w którym można znaleźć ciekawe pomysły do własnego wykonania. Co prawda wymaga to inwestycji, często z własnej kieszeni, i jest to pracochłonne, ale ten wysiłek się opłaca, bo raz starannie wykonane pomoce przydają się na kilka lat. Poza tym jeden nauczyciel opiekuje się jedną pracownią, więc robi je dla siebie.
Zajęcia w pierwszej klasie prowadzi Grażyna Korulczyk. Klasa liczy 12 uczniów. Konrad interesuje się dinozaurami, wiedzę o nich czerpie z filmów, które nagrywa na wideo, oraz książek, których zgromadził sporo. – Pasjonuję się paleontologią – wyznaje z całą powagą i zgadza się na krótki test z tej dziedziny, który zdaje śpiewająco. – Lubię szkołę, grę w piłkę nożną, taniec, jazdę na rowerze, rysowanie – rezolutnie wylicza Monika. Jej rysunki publikowane były w lokalnej prasie, a półka ugina się od książek zdobytych w konkursach radiowych.
– Dzieci na wsi mają bardzo dobre warunki do nauki: począwszy od urządzenia i wyposażenia szkoły. Dla przykładu mamy tu pracownię z dziesięcioma stanowiskami komputerowymi z dostępem do internetu. Tyle samo komputerów mają szkoły w mieście, gdzie uczy się 200-300 dzieci – tłumaczy dyrektor szkoły Jadwiga Kacprzak. – Dzieci nie tracą czasu na dojazdy, czekanie na autobus. Mieszkają blisko – najwyżej 2-2,5 km od szkoły. Uczą się na jedną zmianę. – Warunki domowe mają też nieporównywalnie lepsze niż przed kilkunastu laty: większość mieszka w domach wygodnie urządzonych, w których mają swój pokój, nie są już z reguły angażowane do cięższych prac w gospodarstwie, jeśli już – to tylko sezonowo albo do lżejszych – koszenia trawników, malowania płotów – dodaje Anna Szkutnik. Ma to swoje negatywne strony: dzieci nie są od dzieciństwa wdrażane do odpowiedzialności, pracowitości, co do niedawna było nieodłączną cechą mieszkańców wsi. A przecież w życiu nie chodzi o to, by było lekko, łatwo i przyjemnie, ale by pokonywać trudności, pracować i brać na siebie odpowiedzialność za siebie i innych.
A osiągnięcia? Jest ich wiele. Najważniejsze, że ok. 60-70 proc. absolwentów po ukończeniu gimnazjum trafia do szkół średnich kończących się egzaminem maturalnym, po czym podejmują studia wyższe.
Uczniowie biorą udział w konkursach przedmiotowych i artystycznych. Ewa Rola, nauczycielka historii, ma finalistów na szczeblu wojewódzkim. Najbardziej cieszy się z tego, że grupa jej uczniów wybrała studia, na których nauczany przez nią przedmiot odgrywa dużą rolę: historię, prawo, politologię.
„Daleko od szosy”
Podobne warunki pracy mają dzieci w szkołach położonych w dalszej odległości od miasta. Szkoła w Zakrzewie (gmina Ulan), w której naukę pobiera 80 dzieci, może pochwalić się tym, co najważniejsze: wykwalifikowaną kadrą nauczycieli. Na 10 pracujących w tej szkole 5 jest nauczycielami dyplomowanymi – a niedawno wskaźnik ten był jeszcze wyższy, bo 80-procentowy. Szkoła mieści się w wygodnym, funkcjonalnym, dobrze wyposażonym, estetycznie urządzonym budynku. Jak w każdej szkole w gminie Ulan, jest tu też stołówka serwująca obiady. Wymagało to sporego zaangażowania zarówno władz gminy, jak i dyrekcji szkoły. – Potrzebowaliśmy 20 tys. zł na zaadaptowanie pomieszczeń na stołówkę: część otrzymaliśmy z gminy, część od sponsorów, wiele prac wykonali społecznie rodzice. Ale wysiłek się opłacał, każde dziecko otrzymuje w szkole gorący posiłek: trzy razy w tygodniu zupę i dwa razy – drugie danie – mówi z nieukrywaną dumą Dorota Wysokińska, dyrektor Szkoły Podstawowej w Zakrzewie. Koszt jednego posiłku wynosi 1,2 zł, większość rodziców stać na taki wydatek, część ma obiady opłacane z opieki społecznej.
W szkole nie ma żadnych patologii typu picie alkoholu, palenie papierosów, zażywanie narkotyków, nie ma napływu obcych, wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Dzieci są więc pod kontrolą. Uczą się w małych, 10-13-osobowych klasach, mogą uczestniczyć w zajęciach pozalekcyjnych, które organizowane są według ich sygnalizowanych potrzeb.
Problemy i trudności
Jakie są istotne niedogodności w funkcjonowaniu małych wiejskich szkół? Najtrudniejszym problemem jest podejście dużej części rodziców do problemów szkolnych. Są wśród nich tacy, którzy chętnie i często kontaktują się ze szkołą, ale dla sporego grona sprawy szkoły i edukacji ich dzieci wydają się obojętne: brak z ich strony motywacji do nauki i kontroli zadań domowych, postępów w nauce, a nawet – radości z sukcesów dziecka. – Wynika to z faktu, że większość osób zdolnych, mających ambicje i rozumiejących potrzebę kształcenia się wyjechała ze wsi, „do szkół”, następnie pozostała w mieście – tłumaczy Dorota Wysokińska. Częste są postawy roszczeniowe: szkoła ma edukować, wychowywać, opiekować się dziećmi, często wręcz zapewnić warunki socjalne – ubrać i nakarmić, zapewnić podręczniki, pomoce. Wśród rodziców jest wielu bezrobotnych – 20-30 proc. dzieci korzysta z pomocy socjalnej, i – co symptomatyczne – dzieci te powinny być otoczone bardziej troskliwą opieką przez niepracujących zawodowo. Tymczasem jest odwrotnie: dzieci z rodzin, w których rodzice pracują, są na ogół bardziej zadbane i dopilnowane.
W wielu małych szkołach dotąd jeszcze nie ma stołówek, dzieci korzystające z pomocy społecznej otrzymują jako posiłek słodką bułkę, w lepszych przypadkach kanapki. Jeśli uczniowie dostają pieniądze od rodziców, często wydają je na słodycze czy chipsy, co jak wiadomo kondycji fizycznej i intelektualnej nie służy. Nie ma gabinetów lekarskich. Higienistki przyjeżdżają tu raz na kwartał, głównie po to, by zrobić bilans zdrowia – zajmują się więc tzw. robotą papierkową. Aby uzyskać pomoc stomatologa, dziecko musi jechać z rodzicami na cały dzień do miasta. W okresie jesienno-zimowym doskwiera też brak sali gimnastycznej, a sporym problemem organizacyjnym jest choćby wyjazd do kina, nie mówiąc już o dłuższych, ciekawych wycieczkach, które wymagają większych nakładów finansowych rodziców.
Istotnym zagrożeniem jest pogłębiający się niż demograficzny, co w pierwszym rzędzie rodzi perspektywę powrotu do nauki w klasach łączonych.
