Wyrok ws. Grudnia’70 to wielki skandal

Wypowiedź dla Radia Maryja Romana Dambka, inicjatora i współzałożyciela Stowarzyszenia Rodzin Ofiar Grudnia 1970.

Wyrok jest straszny, my jako „grudniowcy” jeszcze raz przeżywamy traumę. Czekamy na rozliczenie zbrodni powstania grudniowego 1970 roku już 43 lata. Wielu naszych kolegów zginęło, nie żyje, ponad tysiąc osób zostało rannych, mieliśmy różne koleje życia np. ja jako emigrant polityczny po studiach wyjechałem na zachód. Wpłynęło to na całe moje życie. My, jako Stowarzyszenie Rodzin Ofiar Grudnia, którego byłem inicjatorem, żądaliśmy przede wszystkim ukarania generała Jaruzelskiego. Jak można ukarać dwie osoby podrzędne, które wydały bezpośrednio wyrok strzelania do ludzi w Gdyni i w Gdańsku.

Przecież takie decyzje, i to jeszcze z czasów PRL powinny zapadać na wyższym szczeblu. To przecież Jaruzelski wydał  rozkaz. Jaruzelski, którego nawet nie chcę nazywać generałem, bo dla mnie to nie jest żaden generał tylko zdrajca narodu polskiego. Został odsunięty od procesu ze względów zdrowotnych, a chce się pokazywać na wielkim kongresie łączenia lewicy i tam jest zdrowy. Kiedy widzimy go na uroczystościach jest zdrowy, a jak ma być na procesie to jest chory. Przecież państwo polskie w ogóle nie zdało egzaminu, państwo polskie jest chore. Podobne wyroki były przecież wobec gestapowców w okresie stalinizmu, którzy później przeszli na stronę NKWD i UB.

Z jakim okresem w historii Polski można to porównać? Czy Polska dalej nie jest nasza, nie jest wolna? Jako obrońcy Krzyża i pomnika Józefa Dambka w Gołubiu wiemy jak wygląda sądownictwo. Sześć lat jesteśmy ciągani po sądach. Jesteśmy oburzeni takim wyrokiem. Kociołek namawiając ludzi wieczorem w mediach, żeby iść do pracy, w tym do Stoczni Gdyńskiej, miał świadomość że Stocznia jest już otoczona czołgami przez wojsko i ZOMO. Strzelano do nas, strzelano na ul. Świętojańskiej, strzelano pod Urzędem Miasta, myśmy uciekali. Strzelano do nas, jak do kaczek.

Na Świętojańskiej szliśmy za Jankiem Wiśniewskim – to jest symbol, bo każdy z nas mógł leżeć na tych drzwiach. Było wielu młodych ludzi, wtedy byłem studentem IV roku i mnie też mogło to spotkać. Szedłem zaraz za drzwiami, byłem w pierwszym szeregu, musiałem się schować do pobliskiego kościoła franciszkanów, pod Urzędem Miasta. Nie uszanowali kościołów, rzucali petardy, gaz, strzelano do nas z helikoptera. To była makabra, a tu wyrok uniewinniający. Praktycznie nikt nie poniesie kary za Grudzień’70. Dwóch dowódców skazano na 2 lata, a wykonanie wyroku zawieszono na 4 lata.

Nikt o tym nie mówi, bo nie niemal we wszystkich mediach jest transmisja uroczystości 70-lecia powstania w Getcie Warszawskim. To tak wygląda, jakby specjalnie dziś ogłoszono ten haniebny wyrok – praktycznie uniewinniający – żeby został wyciszony w mediach. 18 lat trudu, ponad tysiąc świadków, wszystko to była jedna wielka groteska. Rozżalenie jest potworne. Źle się czujemy z tym wyrokiem. Stanisław Kociołek uniewinniony, a Jaruzelski, w ogóle nie został pociągnięty do odpowiedzialności. To wielki skandal.

Przepraszam za oburzenie, ale spowodował to tak długo oczekiwany wyrok. Byliśmy  w Gdańsku, kiedy odbywały się pierwsze rozprawy. Mięliśmy  wielką nadzieję, że uda się ukarać zbrodniarzy, że będą siedzieli w więzieniu, było ich wtedy 12 lub 13. Teraz zostało ich już tylko 3, niektórzy umarli, ale części poprzez zwolnienia lekarskie udało się umknąć od odpowiedzialności. Potem przenieśli sprawę do Warszawy, tam już nie jesteśmy w stanie jeździć i pilnować wyroku. Sędzia mówił z uśmiechem, z powagą, jak gdyby przemawiał w imieniu sprawiedliwości. Jaka to sprawiedliwość? To niesprawiedliwość, to jest bałamutne, takie wyroki wpływają na to, że gniew ludu jest jeszcze większy. To Sodoma i Gomora.

W Polsce nie ma żadnego porządku, państwo polskie po prostu nie zdaje egzaminu. Dwóch ławników miało zdanie odrębne i bardzo dobrze. Być może w następnej instancji, w sądzie okręgowym ten haniebny wyrok zostanie uchylony i trójka łącznie ze Stanisławem Kociołkiem zostaną uznani za winnych i że cofnięte zostaną zawieszenia. To jest parodia. Ja tam byłem, słyszałem jak Kociołek w Gdańsku i Gdyni zapraszał ludzi do pracy. Byłem wśród tych do których strzelano, wśród padających trupów i krwi.

Wypowiedź Romana Dambka, inicjatora i współzałożyciela Stowarzyszenia Rodzin Ofiar Grudnia 1970.

RIRM

drukuj