Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

Obserwując świat możemy zauważyć, że życie w wielu wymiarach jest dzisiaj o wiele prostsze, niż życie naszych rodziców, dziadków. Oni mieli problemy, o których my nie mamy już nawet pojęcia. Nasze życie, przynajmniej w wymiarze materialnym, wydaje się bardziej ustabilizowane, uporządkowane, przewidywalne.

Ale czy wraz z rozwiązaniem problemów ciała, „by mieć co jeść, gdzie mieszkać”, zaczęliśmy szczęśliwej żyć? Czy osiągając kolejny sukces w naszym życiu, znaleźliśmy w tym wszystkim sens? Czy wyzbyliśmy się lęków? Czy zapewniliśmy sobie pokój?

Wiosną zeszłego roku zawitała do naszej parafii pewna rodzina. Mieszkają daleko od miasta. Życie tak się u nich potoczyło, że nie mieli okazji cieszyć się obecnością Pana Boga w swoim życiu. Zawsze było coś ważniejszego. W dzieciństwie nie było w pobliżu kościoła, ani kapłana. Potem jakoś życie zeszło na tym, co wydawało się ważne. Rodzina, praca, codzienne radości i zmartwienia. Zwyczajne życie. Aż w to wszystko wszedł niespodziewany gość. Choroba. Wszystko potoczyło się niespodziewanie szybko. Diagnoza była niemiłosierna. Ojcu rodziny pozostało kilka miesięcy życia.

Gdy to zrozumiał, przyszła rozpacz. Ale ona nie zwyciężyła go. Pojawiła się Nadzieja. Wspomniał swoją babcię, która w dzieciństwie uczyła go modlitwy. Zaczął się modlić. Tak jak umiał. Opowiadał mi, że czuł, że Ktoś go prowadzi, że Ktoś podał mu rękę i mocno przytulił. Powiedział do niego: „Nie bój się! Ja jestem z tobą!”. Zrozumiał, że to Bóg go prowadzi. Poprosił o chrzest. Po chrzcie stan jego zdrowia poprawił się na tyle, że mógł powrócić do domu. Przez kilka miesięcy byłem świadkiem, jak człowiek zmienił swoje życie. Ogromnie cierpiał. Stan jego zdrowia pogarszał się z dnia na dzień. W połowie grudnia jego rodzina zatelefonowała, prosząc o przyjazd. Gdy wszedłem do jego pokoju, zobaczyłem wyczerpanego chorobą człowieka. Ostatkiem sił, trzymając w ręce różaniec, poprosił o spowiedź i Komunię Św. Widziałem na jego twarzy dziwną radość i pokój. Jego twarz zajaśniała uśmiechem. Potem powiedział mi: Ojcze, pewnie wnet umrę. Ale chcę Ojcu powiedzieć, że ostatnie pół roku mojego życia, ten czas od chrztu świętego, był najszczęśliwszym, okresem mojego życia. Bóg dał mi zrozumieć, po co żyje. Moje życie nabrało prawdziwej wartości. Spotkałem Boga! Dzięki spotkaniu z Nim po tylu latach, zrozumiałem, jak bardzo mnie kocha. Jak bardzo kochają mnie moi bliscy!

Umieć dostrzec, co jest naprawdę piękne: miłość rodziny, miłość bliskich, miłość Boga.

By w końcu otrzymać od Boga najpiękniejszy i najwartościowszy dar. Dar Jego pokoju.

Dar ten otrzymujemy od Ducha Świętego. To dzięki Jego łasce człowiek może zrozumieć, kim jest.

Jaki sens ma jego życie!

Pięknie przypomniał nam tę prawdę św. Jan Paweł II.

Chrystus – (…) to klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa.

Ale czy o Niego prosimy? Czy modlimy się o Jego dary? Czy wierzymy, że On może działać w naszym życiu?

Źródło: slowo.redemptor.pl

Autor: o. Paweł Jurkowski CSsR
Misjonarz, Przełożony Wspólnoty redemptorystów oraz
Proboszcz Parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Orsku (Rosja)

drukuj