fot. Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Uczmy się doceniać wolność i trwałość narodu

 

Audio MP3

Pobierz

Homilia ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza, biskupa seniora diecezji drohiczyńskiej, wygłoszona podczas Eucharystii sprawowanej na Jasnej Górze dla uczestników XXIV Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja.

Czcigodni ojcowie i bracia paulińskiej wspólnoty z Ojcem Generałem i Przeorem na czele. Ekscelencje, razem z nami zjednoczeni w tej modlitwie eucharystycznej. Czcigodny Ojcze Dyrektorze Radia Maryja i Telewizji Trwam ze wszystkimi współbraćmi redemptorystami i współpracownikami. Drodzy bracia w kapłaństwie i w życiu konsekrowanym, czcigodne siostry zakonne, szanowni przedstawiciele Sejmu i Senatu, przedstawiciele organizacji i stowarzyszeń katolickich z Akcją Katolicką, ukochani Pielgrzymi z drogiej Rodziny Radia Maryja z Polski i spoza jej granic, dostojne poczty sztandarowe, szanowni przedstawiciele mediów służących prawdzie, drodzy czciciele Matki Bożej Częstochowskiej, mieszkańcy Częstochowy i goście.

W ten wczesny lipcowy wieczór modląc się przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej, duchowo wyciszeni, zastanówmy się przez moment nad mądrością. O niej słyszeliśmy przed chwilą podczas pierwszego czytania. A co mądrość mówi o sobie samej? Przypomnijmy: „Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, przed swymi czynami, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. (…) Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń moich nie odrzucajcie”. Te słowa do swojego serca i umysłu przyjęła Matka Najświętsza. I dlatego właśnie stała się stolicą mądrości. To do niej zwracamy się we wszystkich sprawach naszego życia. Zawsze wtedy kiedy czujemy się zagubieni do niej przybywamy najpierw aby podziękować, a następnie aby prosić.

Dzisiaj jesteśmy po to, aby przede wszystkim dziękować za naszą Ojczyznę, za tych wspaniałych ludzi, którzy tworzyli przeszłość i zabezpieczali dziedzictwo dla kolejnych pokoleń. Tym razem dla nas. Wdzięczność wyrażamy za św. Jana Pawła II, za wszystkich duszpasterzy oddanych Bożej sprawie, osoby życia konsekrowanego, za wszystkie pełne miłości matki i za wszystkich ojców, za wspaniałych bohaterów narodowych, mądrych naszych przywódców. W tym zaś roku szczególnie pragniemy dziękować za Sługę Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, gdyż to w jego postawie odnajdujemy jakże wiele z tych wartości, które winny cechować osobę Polaka, osobę katolika, najzwyczajniej dobrego człowieka. To on osobiście przekazał nam swoje credo odnoszące się do tego rodzaju myślenia. Publicznie bowiem wyznał: „Po Panu Bogu najbardziej kocham Polskę”. A więc naszą wspólną Ojczyznę. A taka postawa jest niczym innym, jak odwołaniem się do mądrości. W miłości do Pana Boga i Polski jest miejsce na miłość Kościoła, na miłość rodziców, rodzin, naszej kultury, obyczajów, wszystkiego, co nadaje jakże uroczy koloryt naszej polskiej tożsamości. A taka postawa będzie dowodziła waszej mądrości. On to przed laty, wobec naszych poprzedników, wyznawał szczerze: myślę nieustannie o Polsce. Cóż lepszego w tych czasach miałby Polak do myślenia. A jednak w powszechnym zamęcie polskiej współczesności pełni się jakiś wielki czas. Godzina nadchodzi ostateczna. Kto umie leżeć duchowo krzyżem na świętej ziemi polskiej, obejmując ją miłością, słucha, co się w niej dzieje, ten usłyszy jakby niezliczone mnóstwo tętniących serc. W zgiełku sejmikującego życia jeszcze nie słychać nas, ale wkrótce wzmoży się w rzeszach dotkliwie wielki głód tego, co jest najniezbędniejsze niż chleb powszedni. Wtedy przyjdziemy duchem wielcy, czyli się nim dzielący. Jesteśmy już w drzwiach. W Polsce powstaje plemię nowych ludzi, jakich jeszcze nie widziano. Czy tak jest naprawdę?

Dziękujmy Panu Bogu, że nadchodzi ta pełnia czasu. Natomiast blisko dwadzieścia wieków temu zapowiadał św. Paweł: „Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z Niewiasty, aby wykupił tych, którzy podlegali prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo”. Włączając się przez sakrament Chrztu św. stajemy się zdolni do przyjmowania do naszych serc Ducha Świętego i to On, będąc w nas woła: „Abba Ojcze”, czyli już nie jesteśmy niewolnikami, lecz dziećmi, a w konsekwencji i dziedzicami z Bożej woli. Jakże wiele dóbr otrzymujemy właśnie za pośrednictwem Kościoła.

Dzięki wyjątkowej ofierze Syna Bożego, nasza historia ukazuje nam, że minione pokolenia pamiętały o tych darach, uczyli się ich sięgając po Ewangelię. Oni rozumieli to, że sens jakiejkolwiek walki powinien być mierzony nie jej szansami na zwycięstwo, ale wartościami w obronie, których walka została podjęta. Czyż nie to dokonało się niedawno w naszym Sejmie, a wczoraj w Senacie, w obronie wartości? To bardzo ważne, dlatego takiego podejścia do życia uczymy się od minionych czasów. Ksiądz Prymas Tysiąclecia miał rację, kiedy nauczał: mądrość ludzka wymaga, żeby wobec przeszłości stawać zawsze z głęboką pokorą i szacunkiem. Trzeba ukochać każdy fragment dziejów ojczystych, najpierw je poznać, wydobywać z nich przede wszystkim to, co urodziło się z prawdy, z miłości i sprawiedliwości. Tylko to, bowiem tworzy prawdziwe dzieje narodu. Przechodzić do przeszłości jest błogosławieństwem, radością, pokarmem, chlebem dla narodu idącego w przyszłość. Jest umocnieniem. Naród mający ambicję trwać musi, pożywiając się nie błędami, upadkami i grzechami przeszłości, ale zdrowymi i żywymi mocami życia narodowego i katolickiego.

W tym momencie wypada zastanowić się nad tym, jak to wszystko wygląda u nas, w naszej konkretnej rzeczywistości. Dzisiaj, teraz właśnie, jak wygląda obecność prawdy w nauczaniu szkolnym i większości mediów? Jak jest z miłością i sprawiedliwością? Wydaje się, że przybywa kłamstw, a co najgorsze, że to ma miejsce nawet w najwyższych sferach rządowych. Zresztą, czy trzeba przypominać, jak wygląda nasza sprawiedliwość? Niestety daje o sobie znać duch Dostojewskiego. To u niego jest taki zapis sceny, jaka rozgrywa się w restauracji. Z tymi restauracjami to ciągle coś jest – nomem nomen. Jak widzimy – te dziwne spotkania mają swoje „odnogi” do przyszłości i teraźniejszości. Otóż przy stoliku znajdowało się dwóch mężczyzn – niestety przy kieliszkach. Jeden z nich straszliwie przeklinał swojego znajomego. Wygrażał mu złorzecząc. W pewnym momencie włączył się towarzysz jego picia, chcąc okazać współczucie swemu znajomemu w słowach: „musiał ci tamten człowiek wyrządzić straszną krzywdę, skoro tak na niego narzekasz”. I tu zaskoczenie, gdyż przeklinający tak mocno jakby lekko otrzeźwiał i odpowiedział: „ależ nie, to ja jemu wyrządziłem wielkie świństwo i tak od tej chwili go znienawidziłem”. Czyż nie to tłumaczy nam nienawiść do Kościoła, do tego wszystkiego, co dobre i sprawiedliwe?

Tego rodzaju zachowania dają o sobie znać, niestety w obecnej dobie także. Jest ono szczególnie boleśnie odbierane, kiedy bez jakichkolwiek ograniczeń daje się zauważać w mediach. Jeden z dziennikarzy wiele lat temu zwracał na to uwagę. Piszą, że większość dziennikarzy uwielbia wszelkie paranauki i wierzy w nie. I znów mi się przypomina – wybaczcie koledzy humaniści – jeśli tłumaczenie będzie trochę wolne, ale przypomina się coś z Chestertona: „Nie sądźcie, że niewierzący nie wierzą w nic. Oni wierzą we wszystko, ale to, co najgorsze. Tak jest istotnie, przykra to rzecz, ale nie wypada zamykać oczu, zatykać uszów tym bardziej”.

Powinniśmy szeroko patrzeć na to, co nas otacza, wsłuchiwać się w to, co niesie eter, aby móc ze spokojem, ale i z odwagą, reagować na każdy siew zła. Namnożyło się, bowiem wśród nas wielu miłośników kąkolu. Pełnia zaś czasu, o której mówił św. Paweł, nie jest czymś stałym, gdyż każde nowe pokolenie od początku musi rozpoczynać swoją pielgrzymkę. Pielgrzymkę do tych wartości, które są niezbędne, aby nasze życie stawało się coraz godniejsze ludzkiej osoby i naszego powołania do dziecięctwa Bożego. Wtedy też będziemy w stanie ukochać Boga i Polskę z wszystkimi jej dziećmi i z całą jej tożsamością. O tym mówi nam ten, który swoją miłość do Polski potwierdził całym swoim życiem. Już wówczas, jako dziecko i młody człowiek, musiał się ukrywać w czasie poznawania języka i kultury polskiej. Potem, kiedy zabiegał o tę „kromkę chleba” dla każdej Polki i Polaka, gdyż różnie z tym było, miłość do Ojczyzny wyrażał swoim kapłaństwem, biskupstwem i kardynalstwem, a także prymasostwem. On i świadczył, będąc internowanym, a później cierpliwie znosząc potworne obelgi ówczesnych władz państwowych i jak zwykle usłużnych dziennikarzy, których jakoś nigdy nie brakuje. Cierpiał nawet z tego powodu, że wyprzedził naszych polityków i to o dobre kilkanaście lat, kierując słynne orędzie do biskupów niemieckich. Za Polskę ofiarował wszelkie swoje choroby, z ostatnią włącznie, a którą był wyjątkowy ból z racji zamachu na Ojca Świętego.

To wszystko świadczy, że ta wypowiedź, którą za chwilę przytoczę, ma za sobą poparcie w całym życiu i w całej działalności Prymasa Tysiąclecia. Oto jego wyznanie: „Kościół pragnie, aby o każdym można było powiedzieć – oto człowiek, a w Polsce my wszyscy, biskupi, kapłani, rodzice, pragniemy jednego – aby o każdej Polce i Polaku można było powiedzieć: oto człowiek”. To jest cała „polityka” Kościoła. Nie ma innej. Jest ta jedna, aby w rodzinie, narodzie państwie kształtował się człowiek, o którym, nawet gdyby został sponiewierany, można by było jeszcze powiedzieć, jak o ubiczowanym Chrystusie: oto człowiek. Dla nowego tysiąclecia wołamy właśnie o takiego człowieka. Wołamy o nowe plemię ludzi dla całej Polski. Takiej zaś pełni czasu oczekujemy, o taką się modlimy, zgromadzeni przy Jasnogórskiej Pani, rzeczywistej, choć duchowej Królowej Polski. Dla Jej i naszej Ojczyzny, Ojczyzny Sługi Bożego św. Jana Pawła II.

Przecież Jana Góra – jak słyszeliśmy dzisiaj we fragmencie z Ewangelii – to nasza Kana. Kolejny raz mieliśmy okazję usłyszeć o tym przedziwnym znaku, jakim dla wszystkich pokoleń, na wszelkie czasu stał się cud w Kanie. Niesłychanie zwyczajny, można powiedzieć pospolity, dotyczący prostej sprawy błahej sprawy skromnych ludzi, a jednocześnie jakże wymowny i jakże pouczający. To prawda. Czujemy się głównie zauroczeni tą przemianą wody w wino. To był fakt, dowód prawdziwej miłości Pana Jezusa do „szarego” człowieka. Jednak dzisiaj zatrzymamy się chwilę przy tej wypowiedzi Syna Bożego, która niekiedy budzi niepokój. Po słowach prośby skierowanej przez Matkę, Pan Jezus wyraził się zaskakująco: „Czyż to moja lub Twoja sprawa Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja”. Słuchając tego wyznania można by nawet posądzić Pana Jezusa o niezbyt taktowne odniesienie się do Matki, ale Maryja tak tego nie zrozumiała. Wprost przeciwnie. To powinno nas zastanowić, bo właśnie wtedy poleciła usługującym, aby robili wszystko, co jej Syn powie. Cóż to znaczy? To jest klucz do zrozumienia wystąpienia Pana Jezusa. On, bowiem w ten sposób uprzedził to wszystko, z czym my się często spotykamy.

Ileż to razy zarzuca się nam, że to nie nasze miejsce, że to nie nasze zadanie, że to jakaś polityka. Nie ma znaczenia fakt, że mówimy o kłamstwach, a ileż ich jest, że protestujemy przeciwko niesprawiedliwości w rozumieniu moralnym i społecznym, gdy rzeczy dotyczą cen, towarów, poborów emerytur, ale działalności urzędów, a nawet sądów, kiedy mówimy o obronie życia, o szacunku do godności ludzkiej, o wrażliwości na prawa natury i Boże prawa, to nam się zarzuca, że jest to polityka. Kiedy bronimy trwałości małżeństwa, a siłą rzeczy małżeńskiej miłości, godnego wychowania młodzieży, właściwej, zdrowej formacji, to mówi się nam, że mieszamy się nie do swoich spraw. Tak, bo dla bardzo wielu wystarczy, że jakimś sposobem zdobędą pewne stanowisko, to zaczynają czuć się i zachowywać jakby byli bezwzględnymi właścicielami wszystkiego. A Pan Jezus w Kanie Galilejskiej, uprzedzając wszystkie zarzuty, korzystając z pomocy swojej – naszej Matki, dał nam zapewnienie, żebyśmy się nie lękali i nie zniechęcali, ale zawsze stali na straży ludzkiego życia, jego godności, jego różnorodności naturalnej, jak i na straży prawdy, sprawiedliwości, uczciwości, wolności, bo przecież słyszymy nieraz zarzuty, że zdarza się, iż w niektórych naszych środowiskach – nawet obecnie – śpiewamy: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Skoro tak śpiewamy, to widocznie jest coś na rzeczy. Czy nie potwierdza braku wolności to, że kilkanaście miesięcy temu, kiedy głosowanie w parlamencie dotyczyło spraw moralnych i wydawało się, że poważna część rządzącej partii zagłosuje w duchu katolickim, to, co usłyszeliśmy? Ówczesny premier mówi: ja z nimi porozmawiam, zmienią zdanie. Co to znaczy? Że wywiera się naciski na ludzkie umysły, na ludzkie sumienia. Czy można mówić o pełnej wolności? A w tym tygodniu, żenujące dla nas i przykre, ale przecież nie będziemy tego ukrywali przed Matką Najświętszą, patronką każdej wolności. Kiedy w Senacie była nadzieja, że zdrowy rozsądek zwycięży i uczciwość weźmie górę, pani premier odwiedziła senatorów ze swojej partii. Nie wiem co powiedziała, nie wiem w jaki sposób, bo ci, którzy byli gotowi głosować zgodnie z sumieniem, niestety tak nie zagłosowali. Czy to jest oznaka wolności? Więc w jakim kraju żyjemy? Gdzie takie naciski mogą się zdarzyć i prasa nie reaguje? Nie słyszałem, żeby w prasie, czy w telewizji publicznej, czy w różnego rodzaju innych telewizjach, żeby tam było coś na ten temat – oczywiście poza Telewizją Trwam – żeby ktoś bronił wolności. Uważam do niezaakceptowania, aby ktoś wymuszał tego rodzaju zachowania i działania. Dlatego trzeba abyśmy stali na straży tych wartości, żebyśmy dzięki temu nie musieli dodawać w naszych modlitwach tego przymiotnika „wolna”, żeby to było coś naturalnego, z czym spotykamy się na co dzień, a dzięki temu, żebyśmy w tej naszej ukochanej Polsce istotnie czuli się wszyscy jak w prawdziwym domu. Zostaliśmy przecież stworzeni na Boży obraz i Boże podobieństwo. Mimo słabości z powodu grzechu mamy rosnąć, rozwijać się, dawać początek nowemu życiu fizycznemu, współpracować ze wszystkim, co zostało stworzone przez pana Boga. A więc wszystko, co dotyczy człowieka, zwłaszcza w sferze etycznej, moralnej. Nie zapominając o kwestiach społecznych. Wszystko to winno być przedmiotem naszej troski, ale także duszpasterskiej działalności. To nie kto inny ale Chrystus powiedział: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” – i po wszystkie wieki tego wszystkiego, co wypływa z prawdy, z miłości. Nie możemy być obojętni w stosunku do tego co było, co jest, co będzie.

Bardzo głęboko żył tym wszystkim Sługa Boży ks. kard. Wyszyński. To jemu zawdzięczamy kształtowanie wśród nas tej szczególnej wrażliwości na wszystko, co dotyczy naszego życia, naszego „być”, naszego postępowania. On też przestrzegał bardzo przed obojętnością, przed biernością, a czynił to z całą mocą, z poświęceniem, z ofiarami. Mówił: „Naród, który kończy jedno tysiąclecie, ma przed sobą nowe tysiąclecie musi wspierać się na błogosławionych doświadczeniach dziejowych, czerpiąc z nich mądrość, siłę i program na przyszłość”. Tak nauczał. Co więcej, podkreślał odważnie, że trzeba programować przyszłość naszej Ojczyzny nie przez trumny, ale przez stworzenie rodzinie takich warunków, by ojciec i matka mogli spełniać najszczytniejszy mandat narodowy, jakim jest zabezpieczenie narodowi nowego, idącego pokolenia.

Uczmy się najmilsi od wrogów doceniania tego, co najlepiej służy wolności i trwałości narodu. Stosunek nieprzyjaciół Ojczyzny do moralności chrześcijańskiej to dla nas wskazanie, jak my mamy za wszelką cenę umacniać te kamienie węgielne wszelkiego budownictwa w rodzinach naszych.

Dla narodu najważniejszą siłą i bastionem jest rodzina. Kto jest przyjacielem narodu umacnia rodzinę. Kto jest wrogiem narodu niszczy rodzinę na wszystkie sposoby – tymi absurdalnymi rzekomo prawami, które są wyrazem bezprawia, kiedy się usiłuje osłabiać rodzinę przez porównywanie do rodziny nienaturalnych związków. Przecież tylko kilka miesięcy dzieli nas od 1050. rocznicy przyjęcia przez naszych poprzedników chrztu świętego. Czy można nie pamiętać o takim wydarzeniu? Czy można zlekceważyć fakt najbardziej istotny w historii naszego narodu i państwa? Nie zapominajmy.

Na przestrzeni minionych dziesięcioleci i stuleci wielokrotnie usiłowano zadać śmierć naszemu narodowi. Przypominał o tym swoim rówieśnikom Zygmunt Krasiński, ale to, co napisał i do nas się odnosi. Posłuchajmy:

„A krzyczą jedni: Zdejmiem ci okowy,

Lecz nie mów więcej – rodzinnym językiem”.

Drudzy wścieklejszym jeszcze wrzeszczą rykiem:

„Nie dość, że własnej wyrzekniesz się mowy,

Lecz plwaj na matek i na ojców kości,

Byś zdeptał przeszłość, a w niej – dni przyszłości”.

A ponad wszystkie – groźniejszy głos woła:

„Ty nie nasz, póki nie zaprzaniec z ciebie!…

Jeśli chcesz wyżyć – zaprzyj się Kościoła,

Jeśli chcesz wyżyć – bluźń Bogu, co w niebie”.

Bogu mamy bluźnić po to, żebyśmy wierzyli co jest nieprawdą. Odrywając się od Boga, jednocześnie uderzamy w życie człowieka. Dlatego bogaci tymi doświadczeniami z minionych lat, powracajmy często do Jezusa. Chrystus nas nawołuje: „Nawracajcie się i wierzcie w ewangelię”. Proste słowa, wyraziste. Chrystus przemawia do nas poprzez swój Kościół, jego pasterzy, duchownych, poprzez rodziców, ludzi zacnych, uczciwych. W tym względzie ważny jest głos każdej osoby, która w sobie ma coś ze świętości.

Wspomnieliśmy już o zbliżającym się jubileuszu przyjęcia chrztu świętego, co dla nas wszystkich stanowi doskonałą okazję aby przypomnieć sobie jak jest z naszymi przyrzeczeniami chrztu, które wypowiadali może rodzice, świadkowie, albo i my sami. Czy ponawiamy je choćby od czasu do czasu? To one są tymi światłami, które nas prowadzą przez życie. Bronią przed różnego rodzaju potknięciami. Młodzież ma ku temu dobrą możliwość zwrócić dobrą uwagę na przyrzeczenia chrztu świętego z racji przygotowań do Światowych Dni Młodzieży, które będą miały miejsce w przyszłym roku w Krakowie.

Wypada już dzisiaj podkreślić, że przeszło 20 lat temu takie dni odbyły się tu, w Częstochowie, przy sercu Matki, pod przewodnictwem świętego Jana Pawła II. Z myślą właśnie o was droga młodzieży, papież zwracał się już w Gnieźnie, mówiąc do was młodych: „Pragnę przede wszystkim spłacić dług, jaki zaciągnąłem wobec tego wspaniałego dziedzictwa ducha, jakie zaczęło się od Bogurodzicy i proszę was: pozostańcie wierni temu dziedzictwu. Uczyńcie je podstawą swojego wychowania. Uczyńcie je przedmiotem szlachetnej dumy. Przechowajcie to dziedzictwo, pomnóżcie to dziedzictwo, przekażcie następnym pokoleniom”.

Czy można zapomnieć o tych słowach? Czy można zlekceważyć głos takiego serca? Czy można w niepamięć puścić cierpienia i miłość św. Jana Pawła II? Wypada także nawiązać do Prymasa Tysiąclecia, który głosił dodając optymizm i  odwagę patrząc na naszą młodzież. Rozmawiając z nią mamy tę pociechę, że młodzież pragnie czegoś innego i lepszego. Nie lubi przemocy, nie znosi gwałtu. Niekiedy nawet gorszy się patrząc na najrozmaitsze praktyki, przez które przeszli ich rodzice. Młodzież nowego tysiąclecia jakby mówi do nas: „My tego nie chcemy! Ufamy tylko tym, którzy nas będą miłować, którzy uszanują nas i nasze prawo do prawdy, miłości, sprawiedliwości, wolności, szacunku i wzajemnej służby w duchu wiary. Taka jest młodzież i takie są jej tęsknoty. Uszanujmy takie tęsknoty i dążenia naszej młodzieży, bo one zapowiadają lepszą przyszłość, kiedy to będziemy silni nie tylko w wierze, ale także silni w miłości.

Dopiero co wysłuchaliśmy słów św. Jana Pawła II i Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia. Zanim przejdziemy do dalszego uczestnictwa w Eucharystii, pragnę zapytać nas tu zgromadzonych, a za naszym pośrednictwem całą naszą Ojczyznę: Czy istotnie chcemy być wierni dziedzictwu wieków, dziedzictwu świętych, męczenników, narodowych bohaterów? Czy chcemy je rozwijać i przekazywać kolejnym pokoleniom? Czy chcemy wychowywać dzieci w prawdzie, miłości, sprawiedliwości, w duchu służby i ofiary? Czy będziemy dawali dobry przykład życia w wierze starając się być w niej silni podobnie jak i w miłości? Czy będziemy przekazywali szacunek dla każdego życia ludzkiego przyjmowanego zgodnie z prawami natury i troszczyli się o wychowanie w duchu godności dla człowieka stworzonego na obraz Boży i podobieństwo?

Niech o tym pamiętają wszyscy, który w jakikolwiek sposób są odpowiedzialni za przyszłość naszej Ojczyzny. Niech nie zapominają o tym wychowawcy i nauczyciele, rodzice, kapłani, osoby życia konsekrowanego. W sposób szczególny apeluję do dziennikarzy i publicystów: Zerwijcie na zawszę łącza, które sprawiają, że wciąż w naszym życiu środki społecznego przekazu kojarzą się z zakłamaniem i różnymi manipulacjami.

Ten apel kierujemy do administracji – samorządowej i państwowej, do przedstawicieli naszego parlamentu, do całego rządu. Mamy przecież coraz to więcej przykładów, że można być sobą także w życiu codziennym, przy wypełnianiu różnych obowiązków. Patrzmy na Rodzinę Radia Maryja – jakże liczną i jakże pogodną. To jest nagroda, w której uczestniczy za troskę o prawdę widoczną w programach i przekazach. Sięgnijcie także chociażby do „Niedzieli” i innych czasopism katolickich. Są być może od strony technicznej skromniejsze, ale są wewnętrznie czyste, bo nie idzie za nimi i z nimi krzywda ludzka i jednocześnie bądźcie tymi, którzy sprawią, że nasze media będą nam się kojarzyły z rzeczywistą troską o uczciwe informacje, o szczerą służbę człowiekowi, o autentyczną miłość Ojczyzny, która dla Sługi Bożego Stefana Prymasa Kardynała Wyszyńskiego była i jest po panu Bogu największą miłością. Ze wszystkimi naszymi niepokojami, jak i nadziejami pielgrzymujemy dzisiaj do Ciebie nasza pokorna i cierpliwa Królowo. Pomóż nam Matko Miłości; pomóż, abyśmy tę miłość wciąż odkrywali i przyjmowali, abyśmy nią żyli na każdy dzień.

ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, biskup senior diecezji drohiczyńskiej

drukuj