Zależy, kto wierci

Zdaniem prof. dr. hab. Ryszarda Kozłowskiego z Politechniki Krakowskiej, współtwórcy projektu geotermii toruńskiej, rozwiązanie umowy z Fundacją „Lux Veritatis” było wynikiem decyzji partyjnej, a nie merytorycznej. Jak zauważa, potwierdzają to m.in. dystrybuowane wśród dziennikarzy dane opublikowane przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, które zestawiają dwie inwestycje: toruńską i gostynińską. Z tych ocenianych przez naszych rozmówców jako tendencyjne materiałów wynika, że ta ostatnia ma rzekomą przewagę ekonomiczną.

Bazujące na gorących i leczniczych źródłach Centrum Turystyki, Balneologii, Wypoczynku, Rozrywki i Rekreacji w Gostyninie ma być gotowe w 2011 roku. – Na tym etapie jest tylko koszt szacunkowy. Wynosi on około 350 mln złotych. Projekt Termy Gostynińskiej został wpisany w indykatywny plan inwestycyjny Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego 2007-2013 jako kluczowy. Zostało wstępnie przyznane dofinansowanie w wysokości 40 proc. kosztów. Tyle jeżeli chodzi o stronę finansową – mówi Andrzej Szyszka, naczelnik Wydziału ds. Współpracy z Unią Europejską i Pozyskiwania Środków Pomocowych Urzędu Miasta Gostynin. Zapewnia on jednocześnie, że największy ciężar finansowania inwestycji ponosi gmina. – Dlatego szukamy partnerów, a nie ukrywamy, że jest duże zainteresowanie, zwłaszcza na etapie, kiedy został już wykonany odwiert i potwierdzony fakt występowania wód geotermalnych o tak wysokich parametrach – dodaje Szyszka. Jego zdaniem, średnica odwiertu w Gostyninie do głębokości 2100 m ma wynosić 400 mm, a poniżej zwęża się do 300 mm, ze względu na geologiczne warunki.

Natomiast według prof. Kozłowskiego, przy dzisiejszych warunkach technicznych nie jest raczej możliwy tak szeroki otwór. – Myślę, że to lekka przesada, bo przy naszych możliwościach wiertniczych średnica wynosi 23 cm. Więc nie sądzę, by robiono taką dużą średnicę na głębokości poniżej 2100 m – twierdzi. Pomijając kwestie geologiczne, prof. Kozłowski negatywnie odnosi się do danych przedstawionych przez NFOŚiGW, według których inwestycja toruńska ma być rzekomo mniej efektywna pod względem ekonomicznym od gostynińskiej. Wyjątkowo fałszywa, w jego opinii, jest zawarta w nich informacja, jakoby z tej inwestycji mieli korzystać tylko „pensjonariusze Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej”, podczas gdy w Gostyninie – całe miasto. – To kolejne przekłamanie, zważywszy na fakt, że przecież planowaliśmy budowę basenów balneologicznych i centrum rekreacyjnego. Więc od samego początku inwestycja była pomyślana z nastawieniem na mieszkańców Torunia. Jak się chce kłamać, to zawsze się jakieś kłamstwo wymyśli – uważa profesor.

Podobne spojrzenie na treść zestawienia opracowanego przez fundusz ma jego były prezes Kazimierz Kujda. – Materiały informacyjne podane przez NFOŚiGW, gdzie przedstawiono porównanie inwestycji toruńskiej i gostynińskiej, są sporządzone tendencyjnie. Odbiorcami inwestycji w Toruniu ma być przecież całe miasto, a nie tylko „pensjonariusze WSKSiM”. Dlaczego mieszkańcy Torunia mieliby nie otrzymywać energii, a Gostynina tak? Czy w Toruniu mieszka jakiś inny gatunek ludzi? – dziwi się Kujda. Wskazuje na wyjątkowo dogodne, bliskie miasta usytuowanie toruńskich odwiertów, podczas gdy np. na Podhalu ta odległość wynosi około 20 kilometrów.

– Gostynin jest „robiony” przez grupę postkomunistów i liberałów, a Toruń jest wyraźnie odbierany jako opcja katolicka, i stąd jest to działanie polityczne – tak to odbieram – komentuje sprawę prof. Ryszard Kozłowski.

Jak wskazuje o. Jan Król CSsR, zestawienie opracowane przez fundusz jest kompletną pomyłką, gdyż zgodnie z umową Fundacja „Lux Veritatis” miała wykonać konkretne badania. – Owocem tych badań miała być dokumentacja, która miała być przedstawiona ministrowi środowiska. Zgodnie z umową, wynik badań miał być albo negatywny, albo pozytywny. Więc jak można w ogóle mówić o „rentowności” badań? Dla mnie posługiwanie się takimi zestawieniami jest więc oczywistym nieporozumieniem – podkreśla redemptorysta. Ojciec Król zaznacza jednocześnie, że nieprawdą są twierdzenia zarządu NFOŚiGW, iż fundacja nie odpowiadała na korespondencję funduszu. – Niech pan prezes wskaże chociaż jedno pismo, które do nas dotarło, a na które nie otrzymał odpowiedzi. Twierdzę zatem, że albo pan prezes świadomie kłamie, albo jest wprowadzany w błąd przez pracowników NFOŚiGW – podkreśla o. Jan Król.

Zdaniem byłego ministra środowiska prof. Jana Szyszko, mylący jest również wykaz kosztów obu inwestycji: toruńskiej i gostynińskiej, w zestawieniu opublikowanym przez fundusz. Zgodnie z nim ta pierwsza miałaby być znacznie droższa. – Przede wszystkim z tego, co wiem, inwestycja w Toruniu jest przewidziana na ponad 100 tys. odbiorców. Jeśli chodzi natomiast o wzrost kosztów – co było przecież analizowane – i na pewno jest zawarte we wszystkich materiałach, chodzi tu o zastosowanie najnowszych technologii, po to, żeby ten odwiert służył przez wiele lat, gdyż jakość wód wymaga tego, aby je zastosować – zauważa profesor Szyszko.


Jacek Dytkowski
drukuj