fot. PAP

NIK: wciąż całkowicie nie wyeliminowano sprzedaży dopalaczy

Najwyższa Izba Kontroli weryfikuje przeciwdziałanie sprzedaży dopalaczy. Choć rynek dopalaczy udało się czasowo ograniczyć, to nie wyeliminowano go zupełnie – taki wniosek płynie z debaty ekspertów na temat używek, przeprowadzonej  w siedzibie NIK-u.

Sklepy z dopalaczami działają obecnie jako punkty ksero, lombardy lub jako nieoznakowane lokale.

Co więcej, skład chemiczny oferowanych tam produktów jest zmieniany, by ominąć zakaz sprzedaży. Tymczasem w ubiegłym roku doszło do ponad siedmiu tysięcy zatruć oraz 34 zgonów, które mogły być związane z zażyciem dopalaczy.

W związku z tym NIK sprawdzi, dlaczego po wprowadzeniu przepisów, które miały pomóc w walce ze środkami zastępczymi, w dalszym ciągu dostępne są one na rynku – mówi prezes NIK-u Krzysztof Kwiatkowski.

Polska jest w grupie kilku krajów Unii Europejskiej, gdzie ilość sprzedawanych dopalaczy, szczególnie młodym ludziom, jest największa, dlatego, że dopalacze są dżumą XXI wieku. „Handlarze śmiercią”, którzy je sprzedają, wiedzą, że są one daleko groźniejsze niż zwykłe, naturalne narkotyki, które już wiemy mniej więcej jak leczyć. Dopalacz, substancja syntetyczna, chemiczna, pustoszy organizm młodego człowieka. Pustoszy jego mózg w sposób absolutnie nie do opisania – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski.

NIK obejmie kontrolą instytucje publiczne, którym powierzono zadania zwalczania tych środków. Kontrola ma być realizowana w III i IV kwartale bieżącego roku. Skoordynuje ją wrocławska delegatura. Raport ma pozwolić na sformułowanie rekomendacji dla właściwych organów państwa, przyczyniając się do radykalnego ograniczenia dostępności dopalaczy.

RIRM

drukuj