Mądrość etapu

Wprawdzie koko koko euro spoko powoli zbliża się do nieubłaganego końca, przyćmiewając wszystkie inne wydarzenia, niemniej jednak ludzie poważni i odpowiedzialni muszą myśleć również o dalszej przyszłości, przygotowując nasz nieszczęśliwy kraj do zmiany dekoracji na wypadek objęcia przez premiera Donalda Tuska trafiki w Unii Europejskiej, którą w nagrodę za dobre sprawowanie obmyśli mu Nasza Złota Pani Aniela.

Jak powiada poeta, ktoś myśli, by nie myśleć mógł ktoś – tedy generał Sławomir Petelicki zakończył życie od śmiertelnego postrzału w głowę, zaś na innym odcinku, to znaczy – na odcinku wymiaru sprawiedliwości, swoje zadania wykonują niezawisłe sądy. Właśnie jeden z nich wydał wyrok skazujący Aleksandrę Jakubowską na kilka miesięcy więzienia za dokonaną samowolnie zmianę treści projektu ustawy już po zatwierdzeniu jej przez Radę Ministrów.

Na wieść o tym wyroku ze zdumienia nie posiada się Leszek Miller, przypominając, że na podstawie tych samych dowodów w roku 2007 niezawisły sąd nie tylko panią Jakubowską uniewinnił, ale nawet wytknął prokuratorowi, iż szuka paragrafu na człowieka. Skoro zatem pani Jakubowska była niewinna w roku 2007, to w jaki sposób mogła stać się winna w roku 2012, i to na podstawie tych samych dowodów?

Rzeczywiście, wyjaśnienie tej zagadki przekraczałoby możliwości umysłu ludzkiego, gdyby nie pewna kategoria, której Leszek Miller nie może nie znać, jako że należy ona do żelaznego repertuaru lewicy, i to nie tylko tej „laickiej”, której wybitnym reprezentantem jest pan red. Adam Michnik, ale również lewicy zwyczajnej. Tą kategorią jest tzw. mądrość etapu, polegająca na tym, iż to, co na jednym etapie jest przez partię uznane za słuszne i pożyteczne, na innym etapie może być uznane za głęboko niesłuszne i szkodliwe.

W roku 2007 nastąpiła dymisja rządu Jarosława Kaczyńskiego i wybory parlamentarne, które wygrała PO, pokazując, iż sytuacja, która w roku 2005 przejściowo wymknęła się spod kontroli, pod tę kontrolę powróciła. A dlaczego się wymknęła? A wymknęła się wskutek afery Rywina, kiedy to na tle podziału łupów doszło do konfliktu między lewicą laicką a lewicą zwyczajną.

Jak pamiętamy, wskutek tych nieporozumień Siły Wyższe musiały przejść na ręczne sterowanie państwem, co objawiło się w postaci rządu Marka Belki, do którego nie przyznawało się wprawdzie żadne parlamentarne ugrupowanie Umiłowanych Przywódców, ale który rządził sobie „mądrze i wesoło”, jak gdyby nigdy nic. Wprawdzie rząd rządził „mądrze i wesoło”, jednak dekoracje zostały zdekompletowane, wytwarzając rodzaj politycznej próżni, w którą, ku zgorszeniu Sił Wyższych i Salonu, podstępnie wśliznęli się bracia Kaczyńscy. Ale znalazły się w partii siły, co kres temu procederowi położyły i po sławnej nocnej peregrynacji ministra Janusza Kaczmarka do hotelu Marriot w Warszawie okazało się, że sytuacja wróciła pod kontrolę.

Po cóż było więc rozdrapywać stare rany skazywaniem pani Jakubowskiej za „lub czasopisma”? Nie było najmniejszego powodu i niezawisły sąd stanął na tym nieubłaganie słusznym stanowisku. Tymczasem teraz, w roku 2012, sytuacja jest inna i obowiązuje inna mądrość etapu.

Żeby wiele zmienić, ale tak, by wszystko pozostało po staremu, należy doprowadzić do zjednoczenia Ruchu Palikota z lewicą, która w ten sposób, na polecenie Sił Wyższych, przejęłaby ster nawy państwowej z mdlejących dłoni PO, kiedy Nasza Złota Pani Aniela obmyśli premieru Tusku – i tak dalej. W tej sytuacji mądrość etapu nakazuje nie tylko wrócić do sprawy tajnych więzień CIA w Polsce, ale również do ponownej oceny postępowania pani Jakubowskiej w sprawie „lub czasopisma”. I skoro powinność swej służby właśnie zrozumiał niezawisły sąd, to dlaczego Leszek Miller udaje, że nie rozumie?

drukuj