fot. episkopat.pl

Ewangelia na Wielki Piątek Męki Pańskiej

Pojmanie Jezusa

E. Po wieczerzy Jezus wyszedł z uczniami swymi za potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie. Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili. Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią. A Jezus, wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: + Kogo szukacie? E. Odpowiedzieli Mu: T. Jezusa z Nazaretu. E. Rzekł do nich Jezus: + Ja jestem. E. Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc Jezus rzekł do nich: Ja jestem, cofnęli się i upadli na ziemię. Powtórnie ich zapytał: + Kogo szukacie? E. Oni zaś powiedzieli: T. Jezusa z Nazaretu. E. Jezus odrzekł: + Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść. E. Stało się tak, aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś. Wówczas Szymon Piotr, który miał miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: + Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam wypić kielicha, który Mi podał Ojciec?

Przed Annaszem. Zaparcie się Piotra

Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go i zaprowadzili najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który owego roku pełnił urząd arcykapłański. Właśnie Kajfasz poradził Żydom, że lepiej jest, aby jeden człowiek zginął za naród.

A szedł za Jezusem Szymon Piotr razem z innym uczniem. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec pałacu arcykapłana, natomiast Piotr zatrzymał się przed bramą, na zewnątrz. Wszedł więc ów drugi uczeń, znany arcykapłanowi, pomówił z odźwierną i wprowadził Piotra do środka. A służąca odźwierna rzekła do Piotra: I. Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka? E. On odpowiedział: I. Nie jestem. E. A że było zimno, strażnicy i słudzy, rozpaliwszy ognisko, stali przy nim i grzali się. Wśród nich stał także Piotr i grzał się przy ogniu.

Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: + Ja przemawiałem jawnie przed światem. Nauczałem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie nauczałem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Przecież oni wiedzą, co powiedziałem. E. Gdy to rzekł, jeden ze sług stojących obok spoliczkował Jezusa, mówiąc: I. Tak odpowiadasz arcykapłanowi? E. Odrzekł mu Jezus: + Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz? E. Następnie Annasz wysłał Go związanego do arcykapłana Kajfasza.

A Szymon Piotr stał i grzał się przy ogniu. Powiedzieli wówczas do niego: T. Czy i ty nie jesteś jednym z Jego uczniów? E. On zaprzeczył, mówiąc: I. Nie jestem. E. Jeden ze sług arcykapłana, krewny tego, któremu Piotr odciął ucho, rzekł: I. Czyż nie ciebie widziałem razem z Nim w ogrodzie? E. Piotr znowu zaprzeczył i zaraz zapiał kogut.

Przed Piłatem

Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać i móc spożyć Paschę. Dlatego Piłat wyszedł do nich na zewnątrz i rzekł: I. Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi? E. W odpowiedzi rzekli do niego: T. Gdyby to nie był złoczyńca, niewydalibyśmy Go tobie. E. Piłat więc rzekł do nich: I. Weźcie Go sobie i osądźcie według swojego prawa. E. Odpowiedzieli mu Żydzi: T. Nam nie wolno nikogo zabić. E. Tak miało się spełnić słowo Jezusa, w którym zapowiedział, jaką śmiercią miał umrzeć.

Przesłuchanie

Wtedy Piłat powtórnie wszedł do pretorium, a przywoławszy Jezusa, rzekł do Niego: I. Czy Ty jesteś Królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział: + Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? E. Piłat odparł: I. Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Co uczyniłeś? E. Odpowiedział Jezus: + Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. E. Piłat zatem powiedział do Niego: I. A więc jesteś królem? E. Odpowiedział Jezus: + Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. E. Rzekł do Niego Piłat: I. Cóż to jest prawda? E. To powiedziawszy, wyszedł ponownie do Żydów i rzekł do nich: I. Ja nie znajduję w Nim żadnej winy. Jest zaś u was zwyczaj, że na Paschę uwalniam wam jednego więźnia. Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego? E. Oni zaś powtórnie zawołali: T. Nie tego, lecz Barabasza! E. A Barabasz był rozbójnikiem.

„Oto człowiek”

Wówczas Piłat zabrał Jezusa i kazał Go ubiczować. A żołnierze, uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym. Potem podchodzili do Niego i mówili: T. Witaj, Królu żydowski! E. I policzkowali Go. A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: I. Oto wyprowadzam Go wam na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy. E. Jezus więc wyszedł na zewnątrz w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: I. Oto Człowiek. E. Gdy Go ujrzeli arcykapłani i słudzy, zawołali: T. Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! E. Rzekł do nich Piłat: I. Zabierzcie Go i sami ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w Nim winy. E. Odpowiedzieli mu Żydzi: T. My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym.

Gdy Piłat usłyszał te słowa, jeszcze bardziej się uląkł. Wszedł znów do pretorium i zapytał Jezusa: I. Skąd Ty jesteś? E. Jezus jednak nie dał mu odpowiedzi. Rzekł więc Piłat do Niego: I. Nie chcesz ze mną mówić? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować? E. Jezus odpowiedział: + Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie. E. Odtąd Piłat usiłował Go uwolnić. Żydzi jednak zawołali: T. Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się cezarowi.

Wyrok

Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos, po hebrajsku Gabbata. Był to dzień Przygotowania Paschy, około godziny szóstej. I rzekł do Żydów: I. Oto wasz król! E. A oni krzyczeli: T. Precz! Precz! Ukrzyżuj Go! E. Piłat powiedział do nich: I. Czyż króla waszego mam ukrzyżować? E. Odpowiedzieli arcykapłani: T. Poza cezarem nie mamy króla. E. Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano.

Droga krzyżowa i ukrzyżowanie

Zabrali zatem Jezusa. A On sam, dźwigając krzyż, wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota. Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa. Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, Król żydowski. Napis ten czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata: T. Nie pisz: Król żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem żydowskim. E. Odparł Piłat: I. Com napisał, napisałem.

Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza jedna część; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: T. Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć. E. Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty moje, a o moją suknię rzucili losy. To właśnie uczynili żołnierze.

Testament dany z krzyża

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: + Niewiasto, oto syn Twój. E. Następnie rzekł do ucznia: + Oto Matka twoja. E. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Śmierć Jezusa

Potem Jezus, świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: + Pragnę. E. Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: + Dokonało się! E. I skłoniwszy głowę, oddał ducha.

Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie.

Przebicie serca

Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, żeby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu w innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili.

Złożenie Jezusa do grobu

Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz krył się z tym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa nocą, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i owinęli je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. A w miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.

J 18, 1 – 19, 42

***

Czy byłeś tam, na Wzgórzu Trupiej Czaszki, gdy krzyżowali Pana? Czy słyszałeś głuchy odgłos młotka uderzającego z zaciętą wściekłością w gwoździe? Czy w twoje uszy wdarł się krzyk bólu ciała rozdzieranego żelazem? Czy widziałeś Człowieka, w którego gasnącym spojrzeniu nadludzki ból walczył o pierwszeństwo z przerażającą samotnością? Czy byłeś tam?

Tak, byłeś. I ja tam byłem. Byliśmy tam wszyscy. Nie zabrakło nikogo z nas w tłumie stojącym wokół krzyża, tłumie ogromnym, niezmierzonym, rozciągającym się po krańce ziemi i krańce czasu. Cała ludzkość, z całą swoją historią – ci wszyscy, którzy żyli przed nami, i ci, którzy przyjdą po nas – stanęła w tym dniu u stóp samotnego wzgórza w oczekiwaniu momentu, który miał stać się przełomem czasów, zwrotem dziejów, początkiem nowego.

Świat jak zwykle nie rozpoznał czasu swojej prawdziwej wielkości. Rzymska cywilizacja tonęła w przyjemnościach, ucztach, rozpuście, goniąc za pustą wielkością dumnych bożków wojny i fałszywymi prawdami swoich filozofów. W północnych puszczach barbarzyńcy walczyli ze sobą, tworząc nowe ludy, które za kilkaset lat miały ponieść dziedzictwo Europy. W tak zwanym rzymskim świecie nikt nawet nie miał pojęcia o innych kontynentach, gdzie też żyli ludzie, ludzie szukający jakiejś prawdy, zmęczeni swoją własną słabością. Któż wtedy przejmowałby się tym, że oto na skraju imperium, w zapomnianej przez wszystkich Palestynie, dusił się na drzewie hańby samotny Człowiek, Ktoś bez większego znaczenia?

Wszyscy stanęliśmy pod krzyżem. I nie trzeba wielkiej mądrości, by zrozumieć, jaka była nasza rola w tym dramacie, którego sceną było nie tylko to samotne wzgórze, ale cały świat ze swoją historią. My jesteśmy winni tej śmierci. Nie, to nie jest płaski sentymentalizm, czy też jakaś podejrzana mistyka. Jest to okrutna rzeczywistość, tak bardzo konkretna i dosadna, jak twarde dłonie rzymskich żołnierzy, rozciągające ciało skazańca na drzewie krzyża, jak żelazo włóczni przeszywające martwe serce, jak pustka czekania nie wiadomo na co.

Ten dramat wraca krwawą faktycznością za każdym razem, gdy człowiek – czyli ty, ja… – stwierdza, że Bóg nie ma racji, że świat wygląda inaczej, niż Bóg zaplanował, że Jego prawa są niedzisiejsze, a żądania niemożliwe do spełnienia. Wracamy na Wzgórze Trupiej Czaszki, by dokonać bezlitosnego mordu zawsze, gdy nasza prawda staje się ważniejsza niż prawda Tego, który śmiał twierdzić, że jest Prawdą. Gdy nasza droga odbiega od drogi Tego, który mówił, że jest Drogą. Gdy w naszym życiu nie ma miejsca dla Tego, który nazwał siebie Życiem.

To jednak nie jest cała prawda o tym, co wydarzyło się na Golgocie w owym dniu.

Prawdą ostateczną i najgłębszą jest to, że oto spełniły się oczekiwania na Boży cud.Że na krzyżu przegrała śmierć, zło, ludzka słabość. Że prawdziwy Baranek został zabity po to, by Jego Krew raz na zawsze ocaliła od zagłady wszystkich ludzi. Ta Krew spłynęła na czaszkę Adama, wymazując znak jego winy, w której swój udział mamy my wszyscy. Ta Krew spłynęła na wszystkie krańce ziemi i czasu, by – niczym z wód potopu – powstało z niej nowe życie, życie czyste i radosne, życie niemające końca.

Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16). Stoję u stóp wzgórza, patrzę na moje własne dzieło, dzieło nienawiści, dzieło śmierci, i wiem, że będę żył, że nic już nie jest w stanie odłączyć mnie od tej Miłości, którą ja sam przybiłem do drzewa, że nawet w śmierci odnajdę Tego, który mnie umiłował, a sama śmierć nie będzie już więcej końcem, ale prawdziwą Paschą, przejściem, spotkaniem ze wszystkimi, których kochałem.

Nikt, żaden mocarz świata, nie może pozbawić mnie miłości Króla Królów. Nic, nawet mój własny grzech, nie zasłoni mnie przed oczyma Ojca, bo krew Baranka spływająca z krzyża wzywa miłosierdzia głośniej, niż moja niesprawiedliwość woła o pomstę. Nawet moja słabość, choćbym jej uległ, nie zatryumfuje nade mną, bo walczę już nie ja, ale walczy we mnie Ten, który wyciągnął ramiona, by wszystko, co istnieje, przygarnąć do rany Serca. Choć upadnę, powstanę, bo mogę oprzeć się na drzewie krzyża.

Każdy mój ból ma swoje miejsce w bólu tego konającego Serca. Każda samotność, której nie może podzielić ze mną nikt z ludzi, znalazła wiernego towarzysza w samotności Ukrzyżowanego. Bo z suchego pnia krzyża śmierci kiełkuje życie. Przez ciężkie chmury wiszące nad Golgotą już przedziera się Światło. Słowem ostatnim jest Miłość, która nie zna końca.

Przyjdźcie więc wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście (por. Mt 11, 28). Przyjdźcie wy, uginający się pod brzemieniem grzechów i słabości. Przyjdźcie wy, których serce zranione jest rozpaczą; wy, którym mgła smutku przesłoniła oczy, którzy przegrywacie z myślą o śmierci. Stańcie u stóp Golgoty. Utkwijcie w krzyżu spojrzenie nadziei. Przyjdźcie. I żyjcie. Amen.

Autor: o. Jacek Dembek CSsR

Źródło: slowo.redemptor.pl

drukuj