QInvest: Nie kupiliśmy stoczni

Co łączy katarski fundusz QInvest i polskie stocznie w Szczecinie i Gdyni? Z oświadczenia spółki przesłanego do „Naszego Dziennika” wynika, że nie są to relacje, na jakie wskazuje ministerstwo skarbu. QInvest występuje jako doradca klientów, którzy uczestniczą w procesie nabycia aktywów stoczni. Nie możemy ujawnić nazwy klienta z przyczyn poufnych. Transakcja jest obecnie na odpowiednim etapie i czekamy na jej zakończenie – poinformowała nas konsultant QInvest w Doha (stolica Kataru) Susie Pegan.

– Od września ubiegłego roku zapotrzebowanie na nowe statki spadło o ponad 90 procent. W takich warunkach przeprowadzenie procesu restrukturyzacji stoczni to nie lada wyzwanie – powiedział nam Reinhard Lüken, sekretarz generalny Europejskiej Wspólnoty Stowarzyszeń Stoczniowych (CESA). Jego zdaniem, sytuacja Gdyni i Szczecina jest „niewątpliwie bardzo trudna” i częściowo wynika z kryzysu gospodarczego, który szczególne straty wywołał właśnie w branży stoczniowej. Pytany, czy słyszał o inwestycjach w branży stoczniowej katarskiej spółki, prezentowanej przez polski rząd jako inwestor, szef CESA nie wskazuje takowych.
Zmęczeni całą sytuacją są już sami stoczniowcy w Gdyni i Szczecinie. Nie chcą już wyjaśnień ministra Grada w sprawie katarskiego rzekomego inwestora i zwracają się bezpośrednio do premiera. Krzysztof Zaremba, były członek PO, obecnie senator, w swoim liście rozesłanym do dziennikarzy oświadczył, że pytania, które dzisiaj spędzają sen z powiek nie tylko stoczniowcom, zadawał Donaldowi Tuskowi jeszcze w maju, kiedy Stocznia Szczecińska przestawała istnieć. Zaremba zarzucił rządowi, że wielokrotnie próbował się dowiedzieć, czy w razie niewywiązania się ze spłaty należności za majątek stoczni wadium przepadnie, czy określono limit czasu na dokonanie transakcji, a po przekroczeniu tego limitu ustaną wzajemne zobowiązania stron i czy to inwestor złożył wniosek o przesunięcie terminu wpłaty? Premier i minister milczą. W liście senator tłumaczy, że wystąpienie Grada ze „śmieszną interpretacją”, jakoby fakt niewywiązania się z płatności przez inwestora za majątek stoczni w Szczecinie i Gdyni był spowodowany „listem małego i nieznanego stowarzyszenia, wydaje się absurdalnym oraz potwierdza przekonanie wielu szczecinian, stoczniowców”, a także jego, że „cała tzw. transakcja była przygotowana na potrzeby ostatniej kampanii wyborczej”. „Chcę wierzyć, że nie chodzi tutaj o spekulacje nieruchomościami. Chcę wierzyć, że ocena, iż za tą transakcją stoi duży operator nieruchomościami z rynku krajowego, jest nieprawdziwa” – pisze Zaremba. „Dzisiaj słyszymy zapewnienia przedstawiciela przyszłych, niedoszłych właścicieli majątku stoczniowego o tym, że produkcja statków będzie tylko w Gdyni, a w Szczecinie konstrukcji stalowych. To oznacza, iż przemysł okrętowy w Szczecinie został zlikwidowany przez rząd premiera Tuska, a góra 15 proc. powierzchni po stoczni może być potrzebna do ww. produkcji. Nasuwa się jeszcze jedno pytanie: skoro wątpliwości dotyczyły tylko majątku stoczni w Szczecinie, to dlaczego inwestor nie zapłacił za majątek stoczni w Gdyni?”. Senator podkreślił, że budżet Szczecina po trzech miesiącach nieistnienia stoczni odczuwa brak 10 mln złotych. Tymczasem zdaniem premiera Donalda Tuska, jedyna strata, która mogłaby wyniknąć z wycofania się z umowy katarskiego inwestora, wynika z „poświęconego czasu” i licznych zabiegów ze strony rządu, by udało się znaleźć nabywcę stoczni. – Nie będzie tragedii, jeśli inwestor się wycofa, ale uznam to za porażkę ministra Grada – mówił Tusk na konferencji prasowej. – Niech premier znajdzie w sobie odwagę, żeby spotkać się mimo wszystko ze stoczniowcami zarówno w Szczecinie jak i Gdyni i powtórzy im te słowa, że pomimo obietnic sześć tysięcy osób nie będzie miało zapewnienia pracy. Niech powie, że to, co było dumą polskiego stoczniowca, inżyniera i konstruktora, a mianowicie cieszące się olbrzymim uznaniem wszystkich armatorów światowych statki o najwyższym stopniu skomplikowania technologicznego nie będą tam powstawać. Że nie ma żadnej tragedii w tym, że blisko stutysięczna rzesza osób żyjąca z przemysłu okołostoczniowego straci nadzieję na godziwe i uczciwe życie – bulwersuje się Joachim Brudziński (PiS). – Jeśli jedynym rozwiązaniem ma być dymisja ministra Grada, to nasuwa się pytanie, jak długo można jeszcze tolerować premiera, który kieruje się tylko i wyłącznie własnym wizerunkiem, i jaka tragedia musi się stać, by szef rządu podał się do dymisji – dodaje. Zdaniem Brudzińskiego, „inwestora nigdy nie było”, a sprawa jest jedną wielką mistyfikacją. Jego słowa potwierdził Zaremba, według którego oświadczenie premiera oznacza, że „transakcja to chwyt wyborczy”. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” senator uznał działania rządu za „niepoważne”. – Moja ocena jest skrajnie negatywna – powiedział Zaremba. – Premier Tusk i PO powinni zapłacić polityczny rachunek wyborcom w Szczecinie i Gdyni, i zrobią to. Zamierzam wykorzystać wszystkie swoje kompetencje, by rząd poniósł konsekwencje tych zagrywek – stwierdził. W maju premier Donald Tusk chwalił się swoimi sukcesami, informując społeczeństwo: „Zwiedziłem pół świata, rozmawiałem z wieloma ludźmi, żeby znaleźć inwestora dla przemysłu stoczniowego w Polsce – udało się, jest taki inwestor”. Wysiłki Tuska wychwalał również minister Aleksander Grad, który sukces nazwał „ukoronowaniem działań premiera”. – Jeśli podczas kampanii wyborczej Tusk miał odwagę, by mówić, że jest inwestor, statki będą nadal budowane, a stoczniowcy będą mieli pracę, to niech dzisiaj nie chowa się za plecami ministra Grada – mówi Brudziński.


Wojciech Kobryń
drukuj