Lustracyjny powrót do przeszłości

Propozycje prezydenta Lecha Kaczyńskiego zablokują lustrację i ujawnienie agentów SB

W najbliższych dniach prezydent Lech Kaczyński złoży w Kancelarii Sejmu projekt nowelizacji do ustawy o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego. Najważniejszą zmianą, jaką chce wprowadzić prezydent, jest obowiązek udowodnienia agenturalnej przeszłości danej osoby na drodze postępowania karnego. A to oznacza „powrót do przeszłości” – ciągnące się latami procesy i zahamowanie ujawnienia agentów SB pełniących stanowiska państwowe. Nie wiadomo jednak, czy projekt prezydencki zyska uznanie choćby parlamentarzystów PiS, z których część mówi nieoficjalnie o: zdradzie ideałów prawicy, odejściu od obietnic wyborczych i „kolesiostwie” prezydenta. Nowelizacja zawiera postulaty senatora Zbigniewa Romaszewskiego i marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, zagorzałych przeciwników ostatnio przyjętej ustawy. Przyjęcie proponowanych zmian sprawi, że w dalszym ciągu będziemy świadkami gry teczkami.

– W tym tygodniu projekt zostanie złożony do Kancelarii Sejmu. Prezydent przygotowuje ostatnie zapisy i kończy pracę nad nowelizacją – powiedział nam wczoraj minister Aleksander Szczygło, szef Kancelarii Prezydenta.

13 listopada Lech Kaczyński podpisał ustawę wprowadzającą nowe zasady lustracji i zarazem zapowiedział, że w ciągu trzech tygodni przygotuje jej nowelizację. „Dziennik Ustaw” opublikował ustawę wprowadzającą nowe zasady lustracji z datą 30 listopada; wejdzie ona w życie w pierwszych dniach marca 2007 roku. Nowa ustawa likwiduje sąd lustracyjny i urząd Rzecznika Interesu Publicznego, zaś dzisiejsze oświadczenia lustracyjne osób publicznych mają być zastąpione jawnymi dla wszystkich zaświadczeniami IPN o zawartości archiwów tajnych służb PRL. Ustawa ujawnia też zapisy tajnych służb PRL o osobowych źródłach informacji (ozi) i rozszerza dostęp do teczek IPN. Takie rozwiązania – zgodne z zasadą jawności i przejrzystości życia publicznego – mogą jednak nie wejść ostatecznie w życie. Prezydent Lech Kaczyński chce bowiem, by jeszcze zanim nowa ustawa lustracyjna zaczęła obowiązywać, Sejm przyjął przygotowane przez niego poprawki nowelizujące ustawę.

– One nie zmieniają zasadniczo zasad lustracji przewidzianych nową ustawą. Przede wszystkim daje ona możliwość obrony dobrego imienia osobie posądzonej o współpracę z SB na drodze karnej. To nie ona musi udowadniać swoją niewinność, jak chcieli twórcy nowej ustawy, ale zgodnie z zasadami prawa, to jej trzeba udowodnić winę – mówi minister Szczygło.

Choć szef Kancelarii Prezydenta zapewnia, że pozostałe zmiany, jakie przygotował prezydent w nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego, są niewielkie – to jednak rzeczywistość jest zupełnie inna. A przyjęcie prezydenckiej noweli – jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie – z widocznym wpływem senatora Zbigniewa Romaszewskiego i marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, zagorzałych przeciwników nowej lustracji, praktycznie paraliżuje proces ujawniania agentów SB, współpracowników służb specjalnych reżimu peerelowskiego i dostęp do dokumentów archiwalnych dotyczących osób pełniących funkcje publiczne i wykonujących zawód zaufania publicznego.

– Prezydent się nie wysilił. Praktycznie powielono zapisy obowiązującej obecnie ustawy lustracyjnej, która jak działa, widać: ciągnące się latami procesy Jerzego Jaskierni czy Józefa Oleksego oraz wyroki sądów oparte na wyjaśnieniach esbeków. Jest to powrót do przeszłości i odejście od naszych obietnic wyborczych – denerwuje się jeden z parlamentarzystów PiS, znający już projekt prezydenckiej noweli.

Prezydent Lech Kaczyński chce bowiem, by zamiast przygotowanych przez IPN, rzetelnych i opartych na analizie materiałów źródłowych, zaświadczeń lustracyjnych informujących o stanie archiwalnych dokumentów na temat danej osoby – ustawa utrzymała w mocy obowiązujące do tej pory oświadczenia lustracyjne, dopiero później podlegające czasochłonnej weryfikacji. Zmienia ona też w sposób radykalny zasadę ujawniania OZI i ogranicza dostęp do dokumentów osób wykonujących zawód zaufania publicznego. Prezydencka nowela przekreśla definitywnie efekt wielomiesięcznej wspólnej pracy przedstawicieli koalicji oraz PO i PSL nad wypracowaniem optymalnego modelu lustracji – w końcu zaakceptowanego miażdżącą większością głosów przez Sejm i oznacza, że jeszcze wiele lat w Polsce dochodzić będzie do gry teczkami, zaś esbecka agentura nierzadko pełnić będzie istotne role w kierowniczych strukturach państwa.

– Nie wypowiadam się na temat prezydenckiego projektu, dopóki nie trafi on na forum Sejmu. Wtedy go przeanalizuję i ocenię – mówi poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS), współautor ustawy o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego.

Jego klubowi koledzy nie są jednak tak oszczędni w swych wypowiedziach i zdecydowanie krytykują pomysły prezydenta. Padają słowa o zdradzie ideałów i kunktatorstwie. Inny z parlamentarzystów PiS przypomina, że nowa ustawa lustracyjna zyskała pozytywne opinie obu izb Parlamentu oraz Instytutu Pamięci Narodowej, sprzeciwiało mu się zaś niewielkie grono dawnej lewicy solidarnościowej oraz bliscy przyjaciele prezydenta Kaczyńskiego: Romaszewski i Borusewicz.

– To żenujące. Mówimy o rozbiciu układów, o walce z „kolesiostwem”, a jednocześnie kolesie dla kolesiów zablokują dobrą ustawę lustracyjną. Za takie działania pana prezydenta jest mi po prostu wstyd przed moimi wyborcami – mówi inny z posłów PiS.

Choć nowelizacją nowej ustawy lustracyjnej Sejm zajmie się już prawdopodobnie w styczniu, nie oznacza to jednak, że zostanie ona przyjęta. Sprzeciw wobec prezydenckiego pomysłu zamierza zgłosić Platforma Obywatelska oraz część posłów Ligi Polskich Rodzin. Już dziś wiadomo również, że nawet w przypadku wprowadzenia dyscypliny klubowej część posłów PiS zagłosuje przeciwko prezydenckiej nowelizacji.

Wojciech Wybranowski
drukuj