Kto popiera Komorowskiego

Wybór prezydenta RP to przede wszystkim sprawa naszego bezpieczeństwa
narodowego, a o bezpieczeństwie państwa decydują w dużym stopniu tajne
służby: wywiad i kontrwywiad. Jedyną formacją, która nie poddała się
kontroli nowego demokratycznego państwa polskiego po 1989 roku, były
Wojskowe Służby Informacyjne, których kadry były szkolone w Moskwie
przez tajne sowieckie służby GRU i KGB. Z działalnością WSI należy
wiązać aferę FOZZ, nielegalny handel bronią i wiele działań o
charakterze przestępczym, o których ciągle mało wiemy.

W wydanej
ostatnio książce „Lech Kaczyński. Portret”, na którą składają się teksty
przyjaciół, znajomych i współpracowników Lecha Kaczyńskiego, a także
historyków, publicystów i polityków, tragicznie zmarłego prezydenta
wspomina m.in. Artur Balazs. W czasie gdy Lech Kaczyński był ministrem
sprawiedliwości, Balazs jako minister rolnictwa zwracał się do niego z
prośbą o wyjaśnienie kilku afer. Jedna z nich dotyczyła cukru
przechowywanego przez państwową cukrownię w magazynach prywatnej firmy.
Cukier ten bez zgody właściciela został sprzedany, a zawiadomiona o
kradzieży prokuratura nie chciała w tej sprawie nic zrobić. Jak się
okazało, za prywatną firmą stali ludzie z WSI. Lech Kaczyński
doprowadził do ukarania właściciela magazynu, ale zmieniła się władza,
stare układy wróciły i cukrownia do dziś nie odzyskała swoich pieniędzy.

Drugi przypadek, o którym wspomina Artur Balazs, dotyczył
wykorzystywania seksualnego kilku nieletnich dziewcząt przez znanego
szczecińskiego dziennikarza. Policja i prokuratura umywały ręce. Po
interwencji Lecha Kaczyńskiego okazało się, że bezkarność pedofila
wynikała z jego silnych powiązań ze służbami specjalnymi PRL. I tu
odejście z urzędu Lecha Kaczyńskiego pozwoliło uniknąć przestępcy
odpowiedzialności. Były minister rolnictwa wspomina z wdzięcznością
pomoc Lecha Kaczyńskiego, kiedy to w czasach rządu Leszka Millera te
same służby zbierały na niego haki w postaci fałszywych zeznań.
Niechybnie poszedłby do więzienia, gdyby nie pomoc Lecha Kaczyńskiego. I
tu także, po zmianie ekipy PiS na PO, determinacja w wyjaśnieniu
pełnego tła tej afery ustała, a na uczciwych prokuratorów spadły
represje.
O WSI mówiło się dużo po ujawnieniu sprawy o kryptonimie
„Szpak”, czyli inwigilacji Radosława Sikorskiego. W tym czasie Bronisław
Komorowski był wiceministrem obrony narodowej, a sprawę „Szpak”
prowadził mianowany przez niego na szefa kontrwywiadu WSI, po
konsultacji z Florianem Siwickim (jednym z tych, którzy wprowadzali stan
wojenny), płk Lucjan Jaworski. Ten sam, który w brutalny sposób, jak
pisze Antoni Macierewicz, ścigał w 1982 roku opozycję, występując
przeciwko „Tygodnikowi Mazowsze”, „Tygodnikowi Wojennemu” i
„Wiadomościom”. Szczególnie zasłużył się, inwigilując rodzinę Ryszarda
Bugaja. Trudno sobie wyobrazić, by o przeszłości pułkownika nie wiedział
nic Bronisław Komorowski, działacz opozycji demokratycznej, internowany
w stanie wojennym w Jaworze.
Znacznie mniej wiemy o 8 latach zmagań
Romualda Szeremietiewa o prawdę. W 2001 roku był wiceministrem obrony
narodowej odpowiedzialnym m.in. za modernizację polskich sił zbrojnych, w
tym przetargi na samoloty F-16, transporter opancerzony Rosomak oraz
najnowocześniejszą w Europie haubicę bojową. W wyniku prowokacji
Szeremietiew oraz jego asystent Zbigniew Farmus zostali oskarżeni o
korupcję i zmuszeni do odejścia z ministerstwa. WSI nadzorował wtedy
przełożony Szeremietiewa – Bronisław Komorowski. Dziś Romuald
Szeremietiew, oczyszczony z zarzutów przez sądy, stwierdza, że
Komorowski nie ma moralnego prawa kandydować na urząd prezydenta. A jak
po tych latach wygląda polski przemysł zbrojeniowy, który był oczkiem w
głowie Szeremietiewa, sami widzimy.
Jeden z kandydatów na najwyższy
urząd w państwie Jarosław Kaczyński i jego brat dążyli do zlikwidowania
WSI, co w końcu nastąpiło w maju 2006 roku. Drugi kandydat, Bronisław
Komorowski, jako jedyny poseł Platformy Obywatelskiej wraz z 46
członkami SLD głosował przeciwko rozwiązaniu WSI. Do dziś twierdzi, że
umieszczenie jego nazwiska w raporcie o likwidacji WSI w kontekście
nielegalnego handlu bronią było wyłącznie atakiem na jego osobę.
Równocześnie kontratakuje, rozgłaszając, że rozwiązanie WSI przez braci
Kaczyńskich było osłabieniem polskiego wywiadu i kontrwywiadu, a więc
państwa polskiego.
I jest jeszcze sprawa najświeższa, a zarazem
najtragiczniejsza: katastrofa pod Smoleńskiem. Jarosław Kaczyński chce
wyjaśnić tę tragedię dogłębnie, a dotychczasowe śledztwo uważa za źle
prowadzone. Domaga się powołania międzynarodowej komisji. Z kolei
Bronisław Komorowski podkreśla pełne zaufanie do rosyjskich śledczych i
uważa, że polski rząd wszystko w tej sprawie zrobił.
Różnic
zasadniczych pomiędzy dwoma kandydatami jest znacznie więcej, niż
pokazały to debaty telewizyjne.
Niezwykle znamienne jest to, że
Bronisława Komorowskiego oficjalnie poparli Wojciech Jaruzelski, Jerzy
Urban i Marek Dukaczewski, były szef WSI.

Wojciech Reszczyński

drukuj